piątek, 1 czerwca 2018

Suspens w kuchni, czyli jak zaskoczyć gości

Nowa kuchnia w warszawskim mieszkaniu wyszła ślicznie, producent się naprawdę przyłożył, a montażyści się wywiązali na tip-top.
Ale żeby nie było tak zwyczajnie, jak u innych normalnych ludzi, to u mnie na koniec instalacji nastąpił moment znanego z kina akcji suspensu, czyli element zaskoczenia i nagłego zwrotu akcji.
Bo widzimy oto tę moją nową kuchnię, wszystko niby ułożone, szafeczki jedna w drugą jednakowe, równiutko zamontowane i na błysk, szuflady na jednej wysokości, uchwyty jak się patrzy co do milimetra też.
No i oczekujemy, że po włączeniu urządzeń do uszu popłynie nam lekki jak mgiełka i cichy szmer nowoczesnego AGD, ledwo co zakłócający nam odbiór reszty eleganckiego dizajnu, jednocześnie śmiertelnie skutecznie wciągający i wypluwający w siną dal wszelkie kuchenne wyziewy. Właściwie do całości pasowałoby, gdyby w tle popłynęła Wiosna Vivaldiego, albo jakaś muzyka relaksacyjna. Taka na przykład. I tak właśnie działa zmywarka. Mogłaby usypiać do snu. Ale nie tylko zmywarką człowiek żyje, bo w kuchni jednak czasem się gotuje.
Tak więc wszystko jest przyjemnie i elegancko, zanim nie pokroimy tych warzyw, czy tam mięsa i nie wrzucimy na patelnię oleju tudzież powyższego krojonego urobku. Bo wtedy nadchodzi ten moment, kiedy trzeba włączyć okap (okapnik, jak mówi mój majster).
I wtedy w uszy nieoczekiwanie uderza nam Toccata i Fuga d-mol Bacha. Czyli mówiąc mniej elegancko, nagle z tej dizajnerskiej szklanej czarnej tafli JAK NIE JEBNIE!!!!
Przy pierwszym uruchomieniu Kicia w panicznym odruchu łapiąc się rolety, a po drodze obrusa i ściągając za sobą wszystko, co było po drodze, zeskoczyła z parapetu i popędziła schować się pod stół, a następnie rozglądając ostrożnie ewakuowała się do przedpokoju i tam lekko przyczajona została przez cały niechybnie wiedźmowy proces gotowania.
Mua z zaskoczenia też prawie odrzuciła precz drewniane szpatułki do patelni teflonowej dzierżone akurat w łapkach.
Sąsiadce z góry wciągnęło niechybnie laczki, (a raczej wciągnęłoby, gdyby nie fakt, że ostatnim rzutem przytomności umysłu wykonaliśmy z panem Wiesławem przebicie do komina kanału wiodącego do okapu, przeprowadzając ten kanał przez różne gustowne podwieszane części sufitu w kuchni i przedpokoju). Ale i tak buldog francuski sąsiadki z góry przez dłuższy czas od uruchomienia tego potwora nie mógł wstać z miejsca nad okapem, bo mu ogon a może i co więcej w okolicy ogona przyssało. Udało mu się tylko dlatego, że aby sprawdzić, czy aby na pewno jest to pierwszy bieg czarciego narzędzia, próbowałam przełączać biegi. Okazało się, że wyższe biegi wyciągu są jeszcze głośniejsze. Pies piętro wyżej uciekł więc z miejsca z błagalnym skowytem i o ile psia pamięć będzie pracować, w tym miejscu już więcej nie usiądzie.
Dobrze, że kuchenka równie szybko grzeje, co okap wciąga, bo udało mi się podgrzać warzywka na niej zanim nie powciągało okolicznych chmur i pobliskich flag rozwieszonych z okazji bożego ciała.
Mozart na początku wystraszona, okazała się jak zwykle odważna i już podczas trzeciej  próby gotowania usiadła na samym końcu salonu, skąd z bezpiecznej odległości obserwowała mnie walczącą z tym potworem. Wprawdzie nerwowo rzucała ogonem i dla pewności cała się umyła, bo nie wiadomo, kiedy to narzędzie szatana wybuchnie a my stracimy dach nad głową, ale jakoś wytrzymała do końca, pewnie liczyła, że po wszystkim dostanie coś do jedzenia.
Za czwartym razem nawet nie uciekła, kiedy ją przyniosłam i pokazałam z bliska, że okap nie jest taki zły, tylko dobly, dobly i być może nawet się zaprzyjaźnią. Widać było jak rzuca w niego przekleństwa oczami, ot tak na wszelki wypadek. Ale już przestała uciekać z kuchni w panice.
Drugim elementem zaskoczenia w mojej nowej kuchni okazała się lodówka. Ustawiona na poziom najniższy, czyli jeden stopień Celsjusza, daje taki ziąb, że ręka mi prawie odmarza, kiedy się wyciąga z wnętrza warzywa czy jajka. Trzeba szybko zamykać, żeby temperatura w pomieszczeniu nie spadła do minus siedemnastu. Nie mówiąc już o zamrażalniku. Wyświetlacz wskazuje wprawdzie minus piętnaście, ale ja mu tam nie wierzę. Ostatnio po otwarciu zamrażalnika na palcu u nogi mam odmrożenia pierwszego stopnia i nadal muszę go smarować kremem na odmrożenia. Ale to wszystko jest nieważne, skoro wszystko gro i bucy. Jeszcze tylko drzwi mi dziś przełożą na drugą stronę i będzie tak, jak być powinno. Oooo, właśnie panowie przyszli i przełożyli!
Po bliższym obejrzeniu okazało się, że jeden front kuchenny, od zmywarki, ma wyraźne wgłębienie na dole. Wymienią mi go bez problemu, świetna firma, będę polecać. Podobnie, jak bez problemu w ramach reklamacji wymieniony został blat od komody w sypialni, kupionej miesiąc temu razem z łóżkiem.
Nie wiadomo kiedy podczas mojej nieobecności popsuł się niestety domofon. Spec od domofonu przyjeżdża w poniedziałek i zobaczymy, co powie i ile mnie to będzie kosztowało, z wydatkami końca nie widać. No i mam nadzieję, że to już na razie koniec przygód, bo ilość monterów i speców, która przewinęła się przez moje mieszkanie w ostatnich miesiącach, przerosła już nawet moją percepcję.
Do kompletu z zaskakującym okapem musiałam wymyślić jakiś dodatkowy element pasujący do niego, coś zaskakującego i nieoczekiwanego.
I mam! Na szklanym stole w jadalni tuż za kuchnią spoczęła niebieska cerata w kwiatki. A przy stole póki co stoją plastikowe krzesła ogrodowe. A co sobie będę żałować!
I póki co tak niech zostanie :).
p.s. obrus pasuje kolorem do kuwety :), z tym że kuweta już wyjechała do przedpokoju.
Podsumowując będę mogła na wiele sposobów zaskakiwać moich gości!
Także ten, witajcie w mojej nowej kuchni.

30 komentarzy:

  1. Nie przychodze! Bojam sie tego LUBUDU-JEB :))) Jeszcze mnie wessie i ostane sie tam przymusowo na zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobrze, postaram się nie gotować przy Tobie! :))) To Cię może nie wciągnie!

      Usuń
  2. Nieźle, wycie sprzętu agd jako dodatek do wizyty:):):). Ale może to powoduje jakies magiczne oczyszczanie albo co???

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyzwyczaisz się z czasem;)))))Skoro można się przyzwyczaić do kuli u nogi to i do tego hałasu jakoś przywykniesz.Za mało tych zdjęć kuchennych.
    Kiedyś marzyłam o ceracie w kwiatki, ale w domu byli sami wielbiciele zwyczajnych obrusów i na marzeniu się skończyło.
    U nas domofon już naprawiony, za to drugi raz popsuła się winda. Na jej drzwiach wisi karteczka z napisem: "winda nieczynna. będzie czynna najszybciej jak można. To pewnie zakodowana informacja, że najszybciej to może będzie czynna w poniedziałek pod koniec dnia roboczego.
    Iw, nareszcie leje deszcz, spadła temperatura w ciągu pół godziny o 7 stopni i wreszcie jest czym oddychać! Idę pooddychać na balkonie!.
    Buziaki;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nada priwyknut', jak mawiali Rosjanie :).
      Zdjęć kuchennych wystarczyz, tym razem mam zamiar nieco bardziej dbać o moją prywatność, nasyciłam Was zdjęciami poprzedniego domu, a teraz sobie większość zachcowam dla siebie.
      Zwyczajny obrus z materiału lubię i na pewno mam ich kilka w Niemczech, więc poczekam i coś sobie przywiozę. Naprawdę nie uważam za stosowne rujnowanie się na takie rzeczzy. :)
      Na naprawę domofinu czekam, a windy nie mam (a szkoda).
      Deszczu nie ma w Warszawie, gdzie jeszcze przez parę dni jestem. Jest upał, ale ja dobrze znoszę upały. I czuję się w nich dobrze.
      A noce za to jakie są przyjemne na spacery!

      Usuń
  4. Ameryki nie odkryję jak powiem, że okapy dzielą się na te ciche, pełniące funkcję ozdobną i te co skutecznie wyciagają opary, ale sa głośne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja mam ten skuteczny :))) I nawet ładny też!

      Usuń
  5. Spokojnego, przyjemnego mieszkania, bez dalszych przygód i zaskoczeń. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, spokojnie to będzie może za jakiś czas, jak już się tu i tam pourządzam. Jednak już jest bliżej niż dalej, dziękuję, każde życzenia od serca przyjmuję z radością! :))

      Usuń
  6. Iw koniecznie musisz mi dać namiary na taki okap, proszę KONIECZNIE pragnę takiego okapu, który wessa wszystko i nie poleci do do mojej pracowni na poddaszu!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma spawy, jeśli prośba jest przemyślana i poważna, podam Ci namiary prywatnie na maila :)))!

      Usuń
  7. Oj duzo sie dzieje. Musisz byc szczesliwa ze masz juz kuchnie zrobiona,
    koteczka tez wyglada na zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawału bym dostała przy takim "okapniku" i służyłby mi tylko jako kuchenna lampka nocna.

      Usuń
    2. Witaj Marigold, bardzo jestem zadowolona, że kuchnia i całe związane z nią zamieszanie już za mną. Czekam niecierpliwie na etap zakończenia tego mieszkania (jeszcze garderoba, bo póki co mam tymczasowe szafki). Bo w międzyczasie czeka mnie chyba nawet ważniejsza przeprowadzka w moim stałym obecnie miejscu zamieszkania, czyli w Niemczech.

      Usuń
    3. Annette - przy pierwszym uruchomieniu też prawie był zawał, ale jakoś się przyzwyczajam stopniowo. Za to skuteczność gwarantowana!!! :))

      Usuń
  8. Co to jest, to dziwne na pierwszym zdjęciu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest właśnie bohater tego wpisu, czyli moj okap!

      Usuń
    2. Na telewizor może wyglądać, ale na pewno nie na okap.

      Usuń
    3. W moim rodzinnym domu był taki robiony na zamówienie metalowy. Potem już w mojej kuchni w poprzednim domu wysuwany z szafki do przodu. A w domu w Niemczech jest to też taki szklany model i one mi się w tej chwili chyba najbardziej podobają. I są najłatwiejsze do utrzymania w czystości, przetrzesz szybkę i zgłowy.

      Usuń
    4. No dobrze, ale do czego służy ten wielki, płaski klabzdron (oprócz tego, że może robić za lustro)? Którędy wsysa parę?

      Usuń
    5. Dysza wciągająca jest ukryta pod tą szklaną taflą. Nie umiem się dobrać do filtra, a na pewno jest jakiś sposób. Muszę poprosić majstra, żeby mi wyjaśnił jak. Ja też dopiero się uczę tego klabzdrona :)

      Usuń
  9. Nie pogardziłabym takim okapem, niechby i był głośny - ważne, że wciąga jak sam szatan ;)

    Urocza ta ceratka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano i ja nie gardzę, tylko używam :).
      Ceratka dobrze mi służy i nie odmrażam łapek przynajmniej przy szklanym stole :))).

      Usuń
  10. Właśnie jestem przez zmiana AGD w kuchni
    Zonie zaś marzy się cichy pochłaniacz, jak czytam bez szans
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziecie musieli poszukać salonu, gdzie te urządzenia da się uruchomić i posłuchać, ja niestety tego nie zrobiłam. :)

      Usuń
  11. Iwuś, rozumiem, że z wyproszeniem gości nie będzie problemu. Włączysz okap i sprawa załatwiona ;-)
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W razie niepożądanych gości to faktycznie jest jakiś sposób :)))

      Usuń
  12. Ja to bym chciał taki, żeby nawet muchy wciągnął. Nie znoszę, gdy mi się stawonogi po kuchni tłuką. A wytruć - ryzyko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby mi muchy wciągał to ja bym też chciała. I pewnie by wciągał, gdyby miał dodatkowo jakąś trąbkę czy tubę kierunkową!

      Usuń