sobota, 26 maja 2018

Jak wynająć mieszkanie w Niemczech

Poszukiwanie miejsca do życia to zawsze duże przeżycie, obejmujące bardzo wiele decyzji i etapów organizacyjnych. Chętnie podzielę się z Wami moimi doświadczeniami. A że zajmuję się tym już od jakiegoś czasu, mogę to w tym wpisie podsumować.
POSZUKIWANIE MIESZKANIA
Szukanie nieruchomości w Niemczech polega, podobnie jak w Polsce, głównie na przeglądaniu ogłoszeń na kilku serwisach.
Zaczynałam od szukania na ebay-Kleinanzeigen.de (bezpłatna strona z wszelkimi ogłoszeniami, jak polskie olx), na którym mieszkania umieszczają zarówno osoby prywatne, jak i spółdzielnie. Dalej przegryzałam się przez serwisy takie jak immonet.de, poza tym immobilienscout24.de, na których już płaci się za ogłoszenia.
Wybór ogłoszeń na tych serwisach jest jednak spory i w zasadzie to tutaj najlepiej i najłatwiej znaleźć rozsądne mieszkanie (czy dom).
Są jeszcze inne pomniejsze serwisy, także każda ze spółdzielni mieszkaniowych posiada własną stronę z własnymi nieruchomościami, ale na nich najczęściej widać tylko budynek z zewnątrz. I nie wiadomo, ani jak wygląda to mieszkanie czy łazienka.
Zasada pierwsza, nieznana w Polsce jest taka, że w takim mieszkaniu bardzo często też nie ma podłóg (jest tylko betonowa szlichta, ale powoli zaczyna się to zmieniać) ani kuchni.
Jest puste pomieszczenie, gdzie tę kuchnię możemy sobie zamówić i wstawić.
A jeśli nie ma podłóg, najemcy sami kładą wykładziny z PCV, albo z paneli, czy z wykładziny dywanowej. Bywa, że przy wyprowadzce zabierają je ze sobą.
W mieszkaniach są najwyżej położone płytki na podłodze i na wysokości blatów w kuchni. A samej kuchni nie ma. Tak, to jest tu normalne i nikogo nie dziwi. Co ciekawe wielu ludzi zamawia i kupuje sobie bardzo porządne kuchnie do takich wynajmowanych mieszkań i często potem zabiera je przy przeprowadzce ze sobą.
Jeśli komuś nie wystarczają te serwisy, można jeszcze zerknąć na strony okolicznych biur nieruchomości. W mojej okolicy jest takich kilka, po kilkunastu tygodniach szukania znam je już wszystkie na pamięć.
MOZOLNE SZUKANIE
Oglądając te setki ogłoszeń na początku ma się wrażenie, że wybór jest olbrzymi i można przebierać w mieszkaniach i domach niczym w ulęgałkach.
Po przejrzeniu wielu, wielu stron i obejrzeniu zdjęć mieszkań, po wysłaniu kilku zapytań, nagle sytuacja robi się bardziej przejrzysta.
Od początku zastanawiałam się nad kwestią podstawową:
Kupić, czy wynająć mieszkanie?
Uznałam jednak, że na ten moment mojego życia zawodowego i przy tak obecnie zawyżonych cenach na rynku niemieckich nieruchomości, kupowanie nie ma sensu. 
Ale mimo wszystko opiszę moje wrażenia z poszukiwań.
Najlepiej założyć sobie na tych serwisach konto, bo wtedy do ogłoszeniodawcy docierają napisane przez nas wiadomości. W przeciwnym razie ogłoszenie może w ogóle nie dotrzeć do adresata. Tak miałam w jednym przypadku.
DOMY
Dla mnie samej wystarczyłby naprawdę niewielki domek, o powierzchni takiej jak mieszkanie, za to z ogródkiem czyli wybiegiem dla kotka. Ale kupienie teraz starej nieruchomości na kredyt, kiedy nie wiem, jak będzie wyglądać tu moja praca w następnym latach to byłby bardzo ryzykowny krok.
A tymczasem napiszę o rynku nieruchomości w Niemczech. Każdą ruinę nawet małego domku do generalnego remontu chcą tu sprzedać za cenę, jakby był już zrobiony. Mieszkania podobnie, w dodatku ich ceny są jeszcze o wiele bardziej zawyżone. Wszystko jest moim zdaniem wynikiem tego, że w Niemczech bardzo łatwo o kredyt i są to kredyty o bardzo niskim oprocentowaniu. No to ludziska biorą na potęgę, nie zastanawiają się nawet, że za 15-20 lat ich sytuacja zawodowa może być zupełnie inna, i niestety w efekcie na rynek często trafiają nieruchomości z przymusowych licytacji. To niby takie łakome kąski, mieszkanie w połowie ceny. Ale trzeba pamiętać, że wykończenie takiej ruiny to realne spore koszty, a czasem nie da się nawet ich na wstępie oszacować.
Na rynku pierwotnym w ogóle nie myślałam o kupnie, bo tam ceny są już kompletnie zwariowane, a dla mnie na ten moment za wysokie. Ale tak jest wszędzie. Wiadomo, za nowe zawsze się nadpłaca.

Zaczęłam więc szukać na rynku wtórnym. A tam dużo dość starych domów. Te stare domy, szczególnie z odnowionymi fasadami bardzo mi się podobają, ale często są w nich bardzo duże mieszkania. Jeśli jeszcze są umeblowane, to kosztują krocie.
Ale pełno jest też takich "okazji", że tylko uciekać!
Napisane jest, że mieszkanie po generalnym remoncie (frisch renoviert bywa, że piszą też saniert). A ja widzę już na zdjęciach, że stara 30-letnia łazienka, stare kaloryfery, okna i drzwi też stare, ale za to ściany na biało odmalowane. :)
Popularne są też mieszkania oczyszczone po latach wynajmu (po niemiecku nazywają to "entkernt"), czyli zerwane są stare podłogi i tapety, zostawione najwyżej stare kafelki i to już jest opisane jako super mieszkanie.
Albo z kolei mieszkania wykończone w stylu "na bogato", tyle że wszędzie, nawet na ścianach pełno oryginalnych płytek w stylu wężowym, tyle że czerwonych. Mieszkanie opisane jako ekskluzywne. No dobrze. Poprzednim właścicielom się podobało. Ale mnie akurat nie musi. Wolę stonowane ściany a do nich ewentualnie wyraziste dodatki.
Z uwagi na kicię nie chciałam też brać pod uwagę mieszkań na poddaszach z tarasami, których nie dałoby się zabezpieczyć, bo z góry nie było już nic, do czego można by przyczepić siatkę.
Nie ciągnie mnie też do wielkich molochów, to nie dla mnie.

Problemem na rynku mieszkań w Bremerhaven jest też to, że dość dużo budynków wybudowano około roku 1900, czyli przed wojną światową, albo niewiele później. To jest tak zwany Altbau. Ma swój urok, ale one wszystkie są bez wind, podobnie jak mieszkania budowane w latach 50-tych. Jeśli te mieszkania są na drugim, trzecim czy czwartym piętrze, to mamy codziennie i przy każdej okazji do pokonania dużo schodów, i tak dzień w dzień. Przez poprzednie 15 lat nabiegałam się po schodach w moim poprzednim domu w Warszawie. Po moich problemach z kręgosłupem, od kiedy nie mogę już prawie nic nosić przestało mnie kręcić mieszkanie wyżej, niż na pierwszym piętrze.
A kupowanie takiej nieruchomości, w tym branie kredytu, to w tym momencie życiowym (czyli zanim nie rozkręci się moja nowa firma) nie jest rozsądna decyzja. Chociaż zawsze byłam zwolennikiem kupowania, a nie wynajmu nieruchomości, nie chciałam kupować czegoś małego i taniego, na co kredyt byłby mniejszy, żeby tylko gdzieś się podziać. Poza tym musiałabym w tym momencie stracić z połowę moich mebli, bo by się w małym mieszkaniu nie pomieściły. A nowe meble to też koszt, który musiałabym potem ponieść. A tak wezmę je ze sobą i będę musiała dokupić tylko łóżko.
DLACZEGO WYNAJEM a NIE KUPNO
Na ten moment po przeanalizowaniu całej sytiacji uznałam więc, że wchodzi w grę tylko przeprowadzka do wynajmowanego mieszkania. Nie tylko Wy, ale i sporo innych znajomych, którzy mieli doświadczenia z wynajmem mieszkania w Niemczech radziło mi raczej wynajem od spółdzielni, a nie od osób prywatnych. I słusznie, zawsze lepiej w przypadku jakichkolwiek uszkodzeń w mieszkaniu rozmawiać z instytucją, niż z jednym człowiekiem, który może się wydawać całkiem rozsądny, a potem wysuwać wobec mnie jakieś nierozsądne żądania (wątpliwość w oparciu o historię prawdziwą).
PIERWSZY DOM
Z ciekawych nieruchomości, które oglądałam, opiszę jedną. Był to dom w zabudowie szeregowej, osiedle bardzo ładne, choć dość daleko od centrum. Mocno zrujowany do generalnego remontu, z uwagi na stan w cenie mieszkania. W ogłoszeniu podana była liczba metrów kwadratowych, całkiem spora. Zdjęcia były zrobione z żabiej perspektywy, że wyglądało to na dość duże wnętrze.
Od pośrednika dostałam też tzw. Expose, czyli bardziej szczegółowy opis domu, z podanym szkicem i liczbą metrów kwadratowych.
Pierwszym zaskoczeniem była wielkość domu w rzeczywistości, bo po podjechaniu na miejsce stwierdziłam, że przed domem ledwo do można postawić jeden samochód i że jest bardzo niski. Ale dobra, dla jednej osoby nie musi być bardzo duży.
Drugim zaskoczeniem była wysokość sufitów już w korytarzu i w pierwszym pokoju. Zresztą jego wielkość na planie 25 m2 była mocno przesadzona. W rzeczywistości pokój miał może 4-5m2 wielkości.
I wysokość maksymalną na dole 200-220 cm, a w górnej części max 180 cm!
Nie wiem, jak w tych innych domkach szeregowych, ale w tym według mnie nie dało się mieszkać. W dodatku ta wysokość pomieszczeń była niezgodna z przepisami, ale ludzie i tak tam mieszkają.
Wyszłam stamtąd w szoku. Że można wciskać ludziom taką ciemnotę. Jak mówię, remont byłby możliwy, ale nie takie paramentry, które w ogóle nie odpowiadały rzeczywistości!
Po tym, co zobaczyłam, nic już niewiele więcej bardziej mogło mnie zaskoczyć.
PIERWSZE MIESZKANIE DO WYNAJĘCIA
Czyli na przykład mieszkanie pod wynajem wystawione ze zdjęciami rewelacyjnie urządzonego salonu z piękną nowoczesną kuchnią w zestawieniu z tradycyjnymi stiukami. Bardzo mi się spodobało, więc napisałam. Jednak po napisaniu wiadomości, dowiedziałam się, że tam wcale nie ma kuchni!
Był jednak balkon zabudowany szkłem, czyli nie musiałabym montować siatki dla kota. Chciałam obejrzeć to mieszkanie. Kuchnię bym sobie jakoś zorganizowała, mam przecież już dwie szafki z Warszawy z tej tymczasowej kuchni, resztę szafek można dokupić, pełno tu używanych kuchni w dobrej cenie.
Podjechałam obejrzeć mieszkanie w umówionym dniu o umówionej godzinie. Wtedy jeszcze (trzy tygodnie temu) chodziłam o kulach. Na miejscu zobaczyłam bardzo skromny dom od strony fasady, zniszczone ramy okienne w budynku, przed domem samochód trzymający się ledwo co na lakierze. Pomyślałam, że nie bardzo tu pasuję. No ale okolica spokojna, ptaszki, zieleń, parking niedaleko, więc mówię - spróbuję. No ale jestem na miejscu, a nikt po mnie nie wychodzi.
Zadzwoniłam więc - usłyszałam od starszej kobiety lekceważące stwierdzenie (ani śladu przeprosin), żebym sobie poczekała z 10-15 minut, że córka zaraz dojedzie. Powiedziałam, że trudno mi czekać, bo akurat tydzień wcześniej miałam wypadek i o kulach trudno się tak długo stoi (samochód zaparkowałam na pobliskim parkingu). Na pani nie zrobiło to wrażenia, nadal upierała się, że to nie problem i że mogę przecież poczekać.
Odeszłam, poczekałam, żeby obejrzeć tę córkę - młoda kobieta podjechała sporym samochodem. I to ja miałam na nią czekać. Odpisałam, że to oni powinni do mnie zadzwonić, jeżeli się spóźniają i że już nie jestem zainteresowana. Skoro od początku miałam z nimi tego rodzaju brak porozumienia w kwestiach podstawowych, nie było sensu wchodzić w to dalej.
DRUGIE MIESZKANIE
Tego dnia miałam umówione oglądanie jeszcze jednego mieszkania. Pani najemczyni miała trzy miesiące wypowiedzenia, a chciała się wyprowadzić po dwóch, żeby nie płacić jednego dodatkowego czynszu. A w mieszkaniu była używana kuchnia i siatka dla kota na balkonie. To był dobry znak. Pojechałam obejrzeć. W mieszkaniu jest 14-letnia kuchnia, ale jeszcze w dobrym stanie, są podłogi, wprawdzie z PCV, ale ładne, niektóre ściany są dość zniszczone i nie w moich kolorach, ale za to ładny i wygodny rozkład, łazienka w dobrym stanie. Właścicielka chciała to wszystko przekazać kolejnemu najemcy, wziąć tylko trochę zwrotu za roczną zmywarkę (bo kupiła ją rok temu i jest jeszcze na gwarancji).
Obejrzałam też piwnicę, piwnicę na rowery podwórze z kilkoma wielkimi drzewami. Posiedziałam na balkonie. Objechałam okolicę. Wreszcie okazało się, że mogę sobie wyobrazić mieszkanie tam. Mogłabym jeszcze długo szukać i oglądać, ale to mieszkanie miało klimat. I odpowiednią liczbę pokojów (3 plus jeden wielkości garderoby). Ma też fajną lokalizację tuż obok centrum i centralnego deptaka nad morzem w mieście. Wszędzie dojdę na piechotę lub najwyżej dojadę rowerem. Do biura też będę miała o połowę bliżej, niż teraz.
Godzinę po powrocie do domu podjęłam decyzję i zadzwoniłam do najemczyni z wiadomością, że biorę to mieszkanie.
Zadzwoniłam następnego dnia do spółdzielni i zapytałam, co zrobić, żeby to mieszkanie wynająć. Pani w spółdzielni wskazała mi formularz do wypełnienia, gdzie dobrowolnie wskazać musiałam takie dane jak: obecny adres zamieszkania i zameldowania, dotychczasowa opłata za mieszkanie, powód przeprowadzki i wysokość moich poborów netto oraz ile osób zamieszka w wynajmowanym mieszkaniu.
Po wysłaniu mailem formularza, dostałam pocztą (tu wszystko wysyłają pocztą!!!) zawiadomienie o zaproszeniu do wstąpienia w poczet członków z wyliczeniem kosztów miesięcznych mieszkania, z planem mieszkania. Tutaj jest to tak zorganizowane, że zamiast kaucji wpłaca się udziały do spółdzielni, a przy wystąpieniu z niej zostają one wypłacone z powrotem.
Co ciekawe na przesłanym mi planie był dodatkowy balkon typu loggia. Nikogo to nie zdziwiło, kiedy zwróciłam uwagę, że to nie jest plan mojego mieszkania, bo tam jest tylko jeden balkon. Potwierdzono, że chodzi o moje przyszłe mieszkanie. No dobrze. Niemiecka dokładność po raz kolejny nie została potwierdzona faktami. Ale wszystko inne się zgadza.
Niestety nie mogę też ot tak przejąć miejsca do parkowania, użytkowanego przez obecną najemczynię. Mogę się najwyżej ustawić w kolejce po takie miejsce/garaż (dla członków spółdzielni są bardzo tanie, miejsce 10 eur, a garaż 30). Będzie to dla mnie pewne utrudnienie, ale jakoś to przeżyję, najwyżej kupię sobie torbę na kółkach na zakupy, w której będę podwozić zakupy z samochodu do mieszkania. Mogę też poszukać jakiegoś garażu w pobliżu, czasem ludzie takie wynajmują.
PLANOWANIE NOWEGO ETAPU
Tak więc jestem teraz na etapie planowania, co dalej.
Mieszkanie musi być odświeżone. Już miesiąc temu uprzedziłam mojego niezastąpionego Wiesława, że właśnie się zamierzam przeprowadzić i żeby zastanowił się, czy będzie mógł przyjechać do mnie na jakieś dwa tygodnie i mi to mieszkanie odmalować. Udało mu się wynegocjować te dwa tygodnie od obecnego zleceniodawcy. Zrobi sobie tam przerwę na czas mojego remontu, a potem znów tam wróci. Najgorsza rzecz więc będzie załatwiona w znany mi sposób. Drugi przerażający dla mnie etap to pakowanie rzeczy i sama przeprowadzka.
Na szczęście w mieście jest sporo Polaków, w tym jeden znajomy, polecony mi kiedyś przez Koleżankę.
Rozmawiałam z nim dzisiaj i on z kolei zna kogoś, kto zajmuje się remontami i przeprowadzkami.
Zobaczymy, co powie na moje wymagania, bo powiem szczerze, chciałabym, żeby transport był staranny, a meble zabezpieczone. Chcę je jeszcze zachować przez dłuższy czas, bo nie mam ochoty inwestować w nowe meble, skoro te są w dobrym stanie i mieszczą się tam wygodnie wszystkie moje rzeczy.
W głowie ustawiam już sobie meble w nowym miejscu, zastanawiam się nad kolorami ścian. 
Najemczyni zabiera też ze sobą lodówkę, więc zaraz po podjęciu decyzji pojechałam do jedynego tutejszego sporego salonu meblowego obejrzeć lodówki. Znalazłam lodówkę, akurat oprócz zwyczajowych promocji tego dnia obowiązywała zniżka 20% na wszystkie sprzęty AGD. Zapytałam, czy da się dostarczyć dopiero za ok. 2 miesiące. Pracownik odpowiedział, że nie ma problemu.
Ucieszyłam się i od razu podjęłam decyzję, kupuję! Tym bardziej, że dobra marka, a lodówka naprawdę w korzystnej cenie.
Na tę lodówkę wzięłam fakturę, bo przecież będę miała domowe biuro i może uda się to odliczyć.
Z tymi fakturami w Niemczech to właściwie oddzielna niekończąca się historia, bo tu wypisywanie faktur to jakieś wielkie misterium.
Ale daruję Wam na dziś opis. Jak niezwykłe było to zdarzenie, niech Wam uświadomi liczba pracowników, która zebrała się podczas wystawiania dla mnie faktury.
Już za czwartym razem się wszystko udało!!!
Wszycy byli dla mnie niezwykle mili, mimo że przeze mnie (tak naprawdę ja bym to wystawiła w znanym mi programie w 5 minut) musieli zostać w pracy ok. 15 minut dłużej.

*zdjęcia mieszkań i domów bez mojego podpisu skopiowałam z w.w. serwisów

16 komentarzy:

  1. Iwona, mala uwaga. Frisch renoviert to znaczy tyle co wybialkowane sciany, a nie generalny remont, bo ten nazywa sie Sanierung.
    I bardzo sie ciesze, ze tak szybko udalo Ci sie zalatwic wynajecie mieszkania, w moim miescie to dramat, wszystko zajete, a ceny maja wyzsze niz w Monachium. Czy ja Ci juz kiedys nie zarzucalam, ze nie usiedzisz spokojnie na tylku i do konca dni swoich bedziesz od nowa cos remontowac. :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, wiele z nich było opisane jako saniert i też miało tylko ściany pobiałkowane! Albo ewentualnie lekko odświeżoną łazienkę. :))
      To dlatego się długo nie zastanawiałam, bo jeszcze by mi ktoś to mieszkanko sprzątnął. A cena jest może nie aż taka niska, ale do przyjęcia jak za ten metraż i lokalizację. I wolę za to więcej zapłacić na oszczędzić na meblach, które przecież mam i na kuchni, której dzięki temu kupować nie muszę.
      No nie usiedzę! Taki los, nie wychodzi inaczej, nawet jeśli bardzo tego chcę :))))!

      Usuń
  2. I znowu remont mieszkania??? Fajnie, ze szybko znalazlas, bedzie ci sie pewnie dobrze mieszkalo, powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do takiego bym nie mogła się wprowadzić, zapłakałabym się przy tych kolorach ścian :). Musiałam się szybko zdecydować i dobrze zrobiłam, bo byłam ostatnią oglądającą i ta pani mnie też najchętniej zaakceptowała. :)

      Usuń
  3. Iw-od nowa:) wygląda na to, że wszystko układa sie bardzo szczęśliwie:) W nowym miejscu-nowe szczęście! A Ty znowu w swoim żywiole urządzania! Serdecznosci!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano mam nadzieję, że to szczęście mi teraz wreszcie na trwale potowarzyszy. Bo pecha miałam już stanowczo zbyt długo!! :)))
      Wzajemnie Basiu!

      Usuń
  4. W Szwajcarii poszukiwanie mieszkania również zaczyna się od internetu. Za to potem zaczyna się prawdziwa zabawa... Nie wystarczy obejrzeć i się zdecydować, bo to nie Ty o tym decydujesz, a właściciel/ On wybiera sobie spośród zdecydowanych, przyszłego lokatora. To jest casting na najlepszego wynajmującego. Brzmi zabawnie, ale do śmiechu nikomu nie jest, szczególnie jeżeli jest cudzoziemcem.

    Mieszkania z reguły są puste lub częściowo umeblowane. Kuchnia zawsze jest, łazienka częściowo wyposażona, pralka nawet czasem stoi, ale to rzadkość, bo w blokach zawsze jest wspólna pralnia.

    To co jest podstawą, to białe ściany. Gdybyśmy z mężem wysmarowali nasze wynajmowane mieszkanie na różne kolory, to wyprowadzając się, musielibyśmy przemalować je z powrotem na biało.
    Druga rzecz to czystość, mieszkanie musi być zostawione nieskazitelne, sprawdzają nawet czystość żaluzji zewnętrznych.
    Modne jest wynajmowanie specjalnej firmy, przygotowującej mieszkanie do oddania, ale to bardzo droga wygoda.

    Domami nie interesowałam się. Co do kupna – obcokrajowcom nie wolno kupować ani mieszkań ani domów. W grę wchodzi tylko wynajmowanie.

    Remont w Szwajcarii to takie horrendalne ceny, że utopić się można. Ostatnio wieźliśmy białą farbę z Polski, bo ceny są jak dzień do nocy... nie, nie wyprowadzamy się, ale chcieliśmy odnowić kolor. Smarujemy grzecznie na biało, żeby potem nie męczyć się z pokryciem.

    Ooooo Ciebie to nikt nie oszuka, może sobie pisać, że świeżo po remoncie, ale Ty wszystko dojrzysz ;)

    Słusznie zrobiłaś rezygnując z obejrzenia mieszkania, którego właściciele Cię po prostu zignorowali. W razie gdyby coś się stało, takie charakterki potrafią urządzić piekło... nie ma co ryzykować.

    Tanie są te miejsca parkingowe, mąż płaci za garaż ponad sto Franków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj też jest casting na lokatora! Gdyby nie polubiła mnie najemczyni, nie poleciłaby mnie do spółdzielni. A gdybym startowała jako ktoś zupełnie z zewnątrz, pewnie musiałabym i tę moją umowę o pracę w zębach przynieść.
      Koszt garażu czy miejsca tak niski jest tylko dla lokatorów. W mieście na wolnym rynku płaci się min. 50 EUR za garaż.
      Tutaj też standardem są białe ściany, ale akurat ta spółdzielnia akceptuje też inne kolory, co mnie pozytywnie zaskoczyło. W jednym pokoju najemczyni zostawiła na ścianach tapetę, która jest jeszcze w dobrym stanie: srebrna i czarna. Mam nadzieję, że ja też będę ją mogła zostawić przy wyprowadzce. Wszystkie ściany pomaluję na biało, ale niektóre dam na inny kolor - tak żebym potem mogła je sama przemalować bez większego problemu. Bez mojego majstra (i być może też farb z Polski) też bym tu miała bardzo poważne wydatki. Porównam jeszcze ceny. Na szczęście i tak jadę z majstrem samochodem, więc sporo mogę zabrać.
      W niektórych mieszkaniach podają nawet, ile dziur można wywiercić. Tutaj podobno nie jest to tak ściśle przestrzegane.
      Na pewno jeszcze niejedno mnie zaskoczy, ale dotychczas powoli wchodząc w temat uczę się tu funkcjonować. I mam nadzieję, że nauczę się i poradzę sobie.

      Usuń
    2. U mnie dziury wiercić można, ale po wyprowadzce, po żadnej ma nie zostać ani ślad.
      I kolejne urządzanie... a zawsze to u Ciebie ma inny wynik wizualny, mogłabyś być projektantką wnętrz :)

      Usuń
    3. Tutaj chyba też trzeba zaklejać miejsca po dziurach, zobaczę, co mi zostawi poprzednia najemczyni, popytam Hausmeistra i będę się tego trzymać :)
      Chyba mogłabym, wiele już tych wnętrz urządziłam i myślę, że całkiem nieźle mi to idzie mimo braku zawodowego przygotowania. W moich wnętrzach to akurat żaden problem, łączę ciągle moje, czyli znane meble. Czasem z czymś nowym. I nadal mi wychodzi :). Wiesz, ciągle śledzę różne profile o ładnie urządzonych wnętrzach, te projektantów też. I staram się uczyć, wyciągać wnioski, stosować podobne sposoby :)

      Usuń
  5. Jeśli chodzi o szukanie mieszkania na wynajem to mogę w miejsce "Niemcy" i "Bremerhaven" wstawić "Polska" i "Kołobrzeg". Mieszkania szukałam 1,5 roku. Owszem, mogłam sobie trochę pozwolić na spokojne szukanie, ale ostateczne decyzje zapadły, kiedy miałam już nóż na gardle. Ale znalazłam, co chciałam, w cenie jaka mnie nie rujnuje, w samym centrum miasta i 7 minut od plaży. Cieszę się, że Tobie również udało się znaleźć swój kącik, tylko teraz znów remont... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to jest w niezbyt dużych miastach. Rynek wydaje się być duży, ale znaleźć coś odpowiedniego graniczy z cudem. Gdybym chciała, mogłabym szukać dalej. Ale uznałam, że bardziej liczy się lokalizacja, rozkład i dobra energia miejsca i kobiety, która tam mieszkała, niż idealny stan. Odmalować mi Wiesław może, to i tak wyjdzie taniej, niż gdybym musiała kupować i montować tam kuchnię. Zawsze jest coś za coś. :)
      Cieszę się, że i Tobie się udało znaleźć to, czego szukałaś.

      Usuń
  6. Przeżyłam już gdy córka szukała z mężem mieszkania w Monachium- najbardziej mi się podobały kolejki chętnych do oglądania, stojące grzecznie pod drzwiami na klatce schodowej. Ale oni w "wynajemku" pomieszkali tylko 2 lata. Mieszkanie było 2-pokojowe, z urządzoną łazienką i kuchnią otwartą na pokój i nawet miało duży balkon.Był to całkiem niezły standard.W tzw. miedzyczasie zakupili świeżo oddane 4-pokojowe mieszkanie w nowym bloku. No a potem przneiśli się tutaj i to wynajmuja te "drobne 168m"
    w gruncie rzeczy niewiele dopłacając do czynszu z wynajmu ludziom tamtego mieszkania. Bo Berlin tani nie jest.
    Co do Getyngi- w tzw. międzyczasie córka musiała raz na dwa tygodnie bywać w Getyndze na dwa, trzy dni, więc przeżyła koszmar poszukiwania 1 pokoju z kuchnią- skończyło się na wynajmowaniu 2 pokoi, ale do spółki z jakąś znajomą osobą.
    Zakup tego mieszkania dla nas też był ostrą jazdą bez trzymanki, bo mieszkanie miało być małe i blisko ich mieszkania.
    Formalności ciągnęły się jak guma i tak naprawdę mieszkanie było gotowe do zamieszkania tuż przed naszym przyjazdem.Tu wynajmuje się głównie mieszkania z urządzoną kuchnią i łazienką.
    Rewitalizowane stare domy są wyposażane w windy a duże mieszkania przeważnie się dzieli na dwa mniejsze, bo szybciej "schodzą".
    Dobrze, że już znalazłaś coś dla siebie. Jutro jadę na majówkę z dzieciami starszymi i mniejszymi.
    Buziolki;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde miasto ma swoją specyfikę, w Berlinie na pewno jest więcej chętnych, a i ceny znacznie wyższe, jak patrzyłam. Dobrze, że tu mi się udało, mam nadzieję, że dobrze trafiłam. Takie stare budynki do tego z windą to jest właśnie to, co by mi się podobało najbardziej, ale to pewnie standard w większych miastach, a nie w takich małych, jak moje. :)
      Trochę się obawiam tych wszystkich kosztów, ale cóż, realia są takie, a nie inne, a żyjąc spokojnie w miejscu, które mi się podoba, będę miała większą szansę zarobić na to wszystko, co na mnie czeka.
      Urządzona łazienka to tutaj rzadkość, a jeśli już tak jest i do tego jest porządna kuchnia, ceny od razu skaczą do sufitu niezależnie od metrażu.
      Pozdrowienia Anabelku :)

      Usuń
  7. Oj, Ty babo w remoncie :-DDD

    Gdy kiedyś wpadłam na pomysł kupna kawalerki, pani z agencji nieruchomości powiedziała mi, że mieszkania w dobrym stanie technicznym są i tak do remontu - jak widać w Niemczech jest podobnie.

    Trzymam kciuki, żeby wszystko Ci się ułożyło jak trzeba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak widać nie mogę od tych remontów uciec :)))
      Niestety każde mieszkanie nawet w niezłym stanie i tak trzeba przystosować do siebie. Myślę, że jeśli zostanę w Niemczech to dla siebie pewnie kupię coś do generalnego remontu, żeby miec się czym zajmować przez resztę życia :)))

      Usuń