środa, 21 lutego 2018

Minimum komfortu

Komfort życia dla każdego oznacza coś innego. Jedni zadowolą się kaszanką ze skwarkami i małym mieszkankiem z zimną wodą, inni za bardzo biedne życie uważają mieszkanie urządzone meblami IKEI. Jeszcze inni mogą tylko pomarzyć o jakimkolwiek mieszkaniu, a ich jedynym realnym marzeniem jest miesiąc spędzony pod dachem, w cieple i w stanie najedzenia.
Należę do typu ludzi, którzy dość długo potrafią zadowolić się dość spartańskimi warunkami. Wychowałam się częściowo na wsi u dziadków. Nasz dom rodzinny do lat nastoletnich był pozbawiony wygód, takich jak łazienka czy WC. Ciekawie było latać do wygódki na zewnątrz w czasie śniegów i mrozów. Człowiek wracał i cieszył się, że nie przymarzł tam na stałe.
Być może dlatego od czasu, kiedy mam wpływ na co wydaję zarobione przez siebie pieniądze, czyli całe moje dorosłe życie, staram się zapewniać sobie wszędzie gdzie jestem moje minimum komfortu.
Przede wszystkim spełniam swoje potrzeby w zakresie pracy, warunków sanitarnych, gotowania i odpoczynku. Kiedy wiem, że warunki są tymczasowe, odpoczywać mogę w warunkach skromnych, wystarczają mi nawet na dłużej byle przedpotopowa wersalka czy łóżko. Telewizora nie musi być, chociaż czasem lubię się oderwać od rzeczywistości i pooglądać coś. Kiedy jednak przebywam teraz w Warszawie, wcale jakoś nie muszę oglądać tv. Zdarzyło mi się to na tym starym lampowym telewizorze raz czy dwa na cały dwutygodniowy pobyt.
Ale już narzędzia do pracy, takie jak laptop, smartfon czy samochód muszą być niezawodne i spełniać moje bieżące wymagania. Ale tak poza tym właściwie już mnie tak nie kręcą, bo przynajmniej te dwa pierwsze muszę wymieniać co dwa lata, inaczej nie nadążają za moim tempem działania. A tak czy inaczej muszą być sprawne i wydajnie dla mnie pracować. Bo od nich zależy to, jak szybko załatwię bieżące sprawy i będę miała czas na coś innego, może przyjemniejszego. Staram się nie przepłacać za takie urządzenia, ale nie biorę zwykle najtańszych, tylko wybieram dobrą jakość ze średniej półki.
Chyba, że akurat w danym momencie marzy mi się jakiś model komórki, komputera czy samochodu i stać mnie na to.
Co do warunków mieszkaniowo-sanitarnych łazienka musi być, ale wystarczy żeby była czysta i zapewniała intymność i możliwość umycia się. Choć ta docelowa, w moim mieszkaniu ma oprócz tego być stylowa i mam się w niej dobrze czuć.
W mieszkanku, w którym przebywam na czas remontu, czyli już przez wiele miesięcy, mam spełnione wszystkie wyżej wymienione warunki.
Do dziś jednak nie miałam radia. Mam jakieś w remontowanym mieszkaniu, ale to spory odbiornik typu jamnik, a tu w mojej małej sypialni miejsca za dużo nie ma, więc nie zwoziłam jeszcze i tego.
Postanowiłam więc dziś spontanicznie, że sobie kupię jakieś małe radio, bo jednak zasypianie w pustym mieszkaniu bez szczypty muzyki było bardzo smutne.

A że przy okazji kupiłam nową komórkę i powerbank, czyli taki dodatkowy akumulator, który nosi się ze sobą naładowany na wypadek wyczerpania się baterii w telefonie czy w laptopie - to spełnienie pierwszego warunku, czyli zapewnienie sobie komfortu w pracy.
Komórki nawet nie wypakowałam, bo udało mi się zamówić w Media Markcie kopiowanie danych (kontaktów) na nową, nie muszę się więc w to bawić sama, i jak zwykle samodzielnie wyszukiwać metody automatycznego kopiowania.
Co tym bardziej ważne, że zmieniłam producenta z Samsunga na Huawei. Zastanawiałam się tylko w sklepie, czy brać ten kolor, który był, czyli granatowy. Wybrałam, bo nie chciało mi się szukać innego. Typ wybrałam według polecenia informatyka, więc wiedziałam, że model jest bardzo dobry. I tyle. Koniec atrakcji czy ekscytacji. Nie to, co ileś lat temu i trenowanie melodyjek do drugiej w nocy. :) Coś tam się ustawi, na razie nie mam na to czasu.
Podobnie z nowym laptopem. Jest. Sprawdziłam. Zalogowałam się. Muszę poinstalować kolejne programy. Luz. Mam na to czas. Nie spieszy mi się, póki ten działa. A działa, bo nie czekam z kupowaniem najważniejszego narzędzia pracy do czasu, aż poprzednie mi się rozpadnie na kawałki. Nie dopuszczam do tego, podobnie jak nie jeżdżę na prawie pustym baku w samochodzie. Obawiam się aż tak naruszać mój komfort, więc o niego dbam.
Wracając nowego do laptopa. Chyba większą radość sprawiło mi dziś kupowanie myszki (też granatowa, jak telefon) i podkładki. Z ciekawostek: jedna z wybranych przeze mnie wstępnie podkładek kosztowała 179 zł. No pewnie, już biorę! Okazja! :)
Nie mówiąc o myszkach za ponad 300 zł. One chyba muszą być jakieś pancerne, podobno gracze potrzebują takich specjalnych, ale ja nie wiem, bo na graniu to się nie znam.
Za to to małe radio Blaupunkta wybierałam chyba najbardziej starannie. Spośród niewielkich kieszonkowych modeli, bo celem było ustawienie go tuż obok łóżka i uszka. I słuchanie na sen. Albo wrzucenie do walizki na wyjazd.
I miałam rację, bo największą radość cały dzisiejszy wieczór zapewniło mi jednak właśnie to małe radyjko. Docelowo pewnie będzie stało w kuchni. A póki co cieszy mnie, że z jego głośników sączy się chilli zet i wprawia mnie w dobry humor. I tak sobie tu siedzę i słucham i piszę dla Was.
Dziś udało mi się załatwić jedną ważną sprawę firmową, a druga jest w toku. Sukcesy w pracy też sprawiają mi radość.
Nadal najtrudniej jest załatwiać sprawy w urzędach. Szczególnie te mniej typowe, jak człowiek zatrudniony za granicą i tam mieszkający, ale jednocześnie zachowujący w PL swoją działalność i obywatelstwo. Okazało się, że tam wykonuję pracę najemną. No więc już wiem, że jestem najemnikiem.
Z niemieckich ubezpieczeń odesłali mnie do polskich, a tu oświadczyli mi z powrotem, że mam jednak wrócić do niemieckiego ubezpieczyciela i stamtąd pobrać odpowiedni formularz, który wypełnię i złożę osobiście (a jakże) w naszym ZUS. Inaczej będę płacić składkę w obu krajach. No jasne, dawno sobie nie jeździłam po 2000 km.
Aha, wracając do strefy komfortu: do moich małych przyjemności należy m.in. jazda umytym samochodem. To dla mnie oprócz dobrego wyglądu stanowi ważny bodziec pozytywny. Jeżdżąc zafaflunionym samochodem sama się czuję brudna i zaniedbana. Byłam więc dziś w mojej ulubionej myjni, gdzie czyszczą też felgi i myją wycieraczki i od razu mi się lepiej załatwia sprawy.
Wbrew pozorom największą radość sprawiają mi właśnie takie codzienne drobiazgi.
Nie mówię tym razem o wielkich przeżyciach artystycznych czy emocjonalnych, tylko o tych drobiazgach, które składają się na nasze codzienne życie. Bo to z nich budujemy dzień za dniem, minuta za minutą, godzina za godziną naszą codzienność.
To nimi się karmimy dzień w dzień, to te chwile zapamiętujemy, to dla nich chce bądź nie chce nam się codziennie wstawać z łóżka.
A potem pracować.
A jak jest u Was? Co oznacza Wasze minimum komfortu, bo przecież każdy z nas jest inny?
Piękne zadbane kwiaty? Zadowolone zwierzaki? A może zadbana rodzina, dzieci i chłop? Posprzątana łazienka, wyprane pranie? Zrobiony dobry obiad? A może przeczytana książka? Namalowany obraz? Świetne zdjęcie? A może dobra rozmowa? Udany trening? Gadżety techniczne? Szybki i piękny samochód? Zadbany dom? Mądre, zdrowe dzieci?
Napiszcie, podzielcie się, co Was cieszy i wywołuje uśmiech na twarzy, podyskutujcie może też między sobą. Jestem pewna, że niejedno nas tutaj zaskoczy.

41 komentarzy:

  1. Bez namysłu: BYCIE WYSPANĄ!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby takie proste, ale domyślam się, że często niełatwe w realizacji :)

      Usuń
    2. Nader rzadko możliwe...

      Usuń
  2. Klik dobry:)
    U mnie bez wątpienia komfort psychiczny jest na pierwszym miejscu. Jeśli po przebudzeniu cieszę się życiem, to znaczy, że żyję komfortowo.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komfort psychiczny związany jest u mnie przede wszystkim z ogólną sytuacją osobistą, ale też z warunkami, w których przebywam.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. zdrowie - dobre wyniki kontrolnych badań, dzień bez leków przeciwbólowych i dzień bez bólu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To oczywiście podstawa, niedługo muszę też trochę zadbać o zdrowie, porobić aktualne badania itp. Ale póki dobrze się czuję, nie mam potrzeby.

      Usuń
  4. perfumy...zawsze kilka zapachów do wyboru, zależnie od nastroju! i żadnego pośpiechu! :)Iw! jak ja Cię podziwiam, za te długie podróże samochodem! musiałabym przez tydzień dochodzic do siebie po 2000km....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Perfumy cieszą, jak są nowe i jeśli to te jedyne, mam zawsze jeden-dwa flakoniki moich ulubionych. :) Na raz jadę 1000 km, dwu tysięcy na jeden raz bym nie dała rady. :) Dopiero w dwie strony robią się dwa tysiące, w odstępie dwóch tygodni da się przeżyć. Dlatego muszę mieć wygodne i komfortowe auto.

      Usuń
  5. No cóż... sprzęt musi byc dobry i działający bez zarzutu, zwykle tak jak Ty zajeżdżałam każdy laptop w dwa lata. Od czasu gdy zainwestowałam w pewna markę zarówno w laptop, jak i telefon, i tablecik, to nie tylko że zycie stało sie prostsze ( sa ze sobą sprzężone), ale i wytrzymalsze:). To jakis cud, ale działa:). Podobnie auto - chyba jezdze tyle co Ty albo więcej ( jakieś 50-60 tysięcy km rocznie), więc musi być niezawodne, czyste chętnie - ale z tym bywa róznie. Radio i tv dla mnie nie istnieją, w samochodzie tez mogłoby nie być, kocham ciszę. I bardzo lubię meble z IKEA :):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli mamy podobnie. Sprzęt nie działający nadaje się tylko ... do oddania w dobre ręce :), ja zmieniam marki, bo i one się zmieniają. A do użytkowania popularnych programów niestety jest jeden system, w którym one wszystkie najlepiej działają. Daję radę. :)
      Autem jeździsz zdecydowanie więcej ode mnie, ale i u mnie chyba robi się coraz więcej tych km na liczniku. Nie wiem, czy nie będę musiała zmienić umowy leasingowej :)
      Autko czyste, bo mi to sprawia radość. Ale w ciszy nie bardzo umiem jeździć, jednak lubię muzykę w tle.
      I też uwielbiam meble z IKEA! :))

      Usuń
  6. Komfort?- gdy nikt nic ode mnie nie chce! Mój starszy wnuczek zapytany o to, co chciałby dostać "pod choinkę" wypalił: "święty spokój". W ustach dziewięciolatka to brzmi może dziwnie, ale ja go doskonale rozumiem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście nie wysyłasz mnie jeszcze na drzewo, kiedy dzwonię :), czyli aż tak nie zakłócam Ci spokoju!
      A u dziewięciolatka takie stwierdzenie rzeczywiście brzmi nieco zaskakująco. Ale cóż, może od małego wie, co lubi. To zaleta i jego mocna strona. :)

      Usuń
  7. Zastanowiłam się głęboko i przyszedł mi do głowy tylko jeden wniosek. Od roku mam życie, w którym w zasadzie nie muszę robić nic specjalnego, by czuć się komfortowo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dążę do takiego spokoju i stabilizacji, którą masz teraz Ty. :) Chociaż to też może oznaczać coś zupełnie innego dla każdej z nas. Uściski!

      Usuń
  8. Gdy byłam nastolatka dostałam swój pierwszy tranzystorowy odbiornik radiowy w żółtym etui.Cieszyłam się z niego, jak dzisiaj młodzież cieszy się z samochodu(bo komórka, laptop czy tablet już tak spowszechniały, że nie są czymś nadzwyczajnym). W wieku mniej więcej 48 lat syn kupił mi mini wieżę, w której było radio, więc innego nie potrzebowałam. Podstawowe sprzęty w swoim domu mam, więc pod tym względem niczego mi nie brakuje. Samochodu i tak prowadzić bym nie mogła, więc ten który miałam przepisałam na syna. Odczuwałabym spokój czyli swego rodzaju komfort, gdyby syn wreszcie znalazł pracę i mógł się sam utrzymać. Gdyby zdrowie się nie pogarszało i aby ból był mniejszy, to dopełniłoby moje szczęście. Tobie życzę abyś zawsze mogła czuć się komfortowo według własnej przedstawionej definicji. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam mojego pierwszego Grundiga z czasów liceum. Trzeszczał strasznie podczas odtwarzania kaset. Mini-wieże to już jest to, co lubię. Mam w domu jedną w sypialni, jedną na piętrze i na pewno zawsze taki sprzęt grający będzie mi towarzyszył. Super-głośniki i reszta sprzętu to już domena mojego faceta, lepiej się na tym zna.
      Życzę zatem pełnej samodzielności Twojemu synowi, a Tobie spokoju i życia bez bólu. Uściski!

      Usuń
  9. Poniewaz nie chodzilo Ci chyba o komfort psychiczny (jak cisza i spokoj zamiast wrzaskow i zamieszania), to napisze czym dla mnie jest minimum komfortu. Jest to dla mnie cos, bez czego nie wyobrazam sobie zycia. Na przyklad dobra maskara i ladnie pachnacy krem do twarzy. Smartfon. Samochod z odpowiednim wyposazeniem. Lubie miec rzeczy nowoczesne i zaawansowane technologicznie, wiec to tez zaliczam do strefy mojego komfortu. Tak jak Ty, przez krótki czas zadowole sie byle czym, ale do codziennego zycia potrzebuje rzeczy z "lepszej" polki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że otoczenie też ma wielki wpływ na komfort - nie cierpię wrzasków i zamieszania, preferuję spokój i wyważone stosunki.
      Jakiś czas z konieczności mogę przebywać w takim otoczeniu, ale moja naturalna reakcja jest taka, żeby z takich warunków uciekać.
      Widzę, że coraz więcej kobiet stawia na rzeczy, głównie sprzęt i samochód dobrej jakości. I dobrze. Same możemy sobie kupić, więc same możemy otaczać się rzeczami, które dobrze nam służą i zapewniają przyjemne otoczenie.
      pozdrowienia

      Usuń
  10. Bezpieczenstwo! A tego mam niestety z dnia na dzien coraz mniej.
    Kiedys bardziej dbalam o samochod, czesto go mylam i odkurzalam w srodku, ale odkad Burek nim jezdzi, mozna zapomniec o czystosci, mimo specjalnej psiej plachty na tylnym siedzeniu. Klaki fruwaja wszedzie i wczepiaja sie w welur. Samochod mam do jezdzenia, a nie przygladania sie, ma byc sprawny i nie musi byc czysty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczucie bezpieczeństwa jest bezcenne. Żyję jednak od lat na wolnym rynku, najpierw w Polsce, teraz w Niemczech, bo mimo zatrudnienia w firmie wiem, że od mojej pracy zależy trwałość działania tej firmy. Toteż chyba takiego pełnego poczucia bezpieczeństwa na zawsze raczej nigdy mieć nie będę.
      Mój piesio jeździł w bagażniku, nie wyobrażałam sobie nigdy wożenia psa (jeżdżę sama) na siedzeniu, bo to zbyt niebezpieczne, nie mówiąc o wszechobecnych kłakach i brudzie np. po spacerach po rosie i lesie.
      No ale właśnie, każdy ma inne priorytety. Dobrze, że Tobie to nie przeszkadza, bo żyje Ci się z tym wygodniej i spokojniej.

      Usuń
    2. Gdybym miala kombi, pies jezdzilby za siatka w bagazniku, ale jak wyobrazasz sobie zamkniecie zywej istoty w ciemnym i ciasnym bagazniku limuzyny? Mam plandeke na bloto, ale zadnej ochony przeciw klakom. A pies zawsze jezdzi przypiety, bo takie sa tutaj wymogi, wiec o jakim niebezpieczenstwie mowa?

      Usuń
    3. Oczywiście że w limuzynie nie można zamknąć biedaka w ciemnym bagażniku. Od prawie zawsze jeżdżę kombi m.in. dlatego właśnie, żeby tam wygodnie móc umieścić w odpowiedni sposób psa. Plandeki i inne udogodnienia są na szczęście już dostępne, kiedyś tego w ogóle nie było na rynku, jak mój piesio się u mnie pojawił, albo kosztowało taki majątek, że za to pół samochodu można było kupić.
      Jakbym teraz miała psa, to też bym musiała przejść na plandekę, albo zdejmować pokrycie bagażnika, żeby mógł sobie wyglądać.
      Pozdrowienia

      Usuń
  11. Spartańskie warunki w ogóle mnie nie przerażają, ja kiedyś na wakacje wyjeżdżałam w ciężkie warunki z przyjemności ;) Telewizji nie oglądam, ale telewizor mam, bo lubię laptopa podłączyć i coś obejrzeć na większym ekranie.

    Niedawno rozmawiałam o tym ze znajomą, moje minimum jest naprawdę minimalne. Dobrze wyposażoną to ja lubię mieć kuchnie. Drugim najważniejszym przedmiotem jest posłanie. Jakbym nie miała łózka, byłby to materac, cóż za kłopot? W ogóle nie przywiązuję się do rzeczy i nie muszę mieć pięknie wystrojonego mieszkania.
    Przeczy temu pokój, który miałam/mam(?) u rodziców, bo ja go sobie sama wyremontowałam i urządziłam bibelotami, ale nie było mi żal go opuszczać. I teraz nie magazynuje niczego. Na półkach leżą tylko potrzebne rzeczy, lubię jak nic nie widać, dlatego cenię sobie różne skrytki jak szufladki czy szkatułki np. na kable i ładowarki. Mieszkanko mam teraz raczej surowe i nie przeszkadza mi to. Mój komfort to jego istnienie, posiadanie kuchni i łazienki i w zasadzie to wszystko. Biuro to moje narzędzie, dlatego rozprawę na ten temat pominę ;)
    Mam jeszcze mnóstwo kwiatów.

    Telefon mi nie jest do niczego potrzebny. Cały czas mam swojego alcatela z klapką i normalnymi guziczkami i nie chcę żadnego smartfona :P
    Samochód mamy, ale nie czuję potrzeby korzystania z niego, należy więc całkowicie do męża. Jest niezbędny ze względu na emigranckie życie. W Polsce nie widziałam sensu posiadania go, choć (pod namową rodziny), prawo jazdy zrobiłam. Tylko nie wiem po co, skoro i tak zakładałam, że własnego auta mieć nie będę.
    Jeździć umiem, nie zapominam :P czasami to sprawdza :P tak dla kurażu :P

    Ty zasypiasz przy włączonym radiu? Ojeja, nie mogłabym...

    Słusznie robisz, że nabywasz przedmioty zużywalne zawczasu. To rzeczywiście nie stresuje człowieka, ja dodatkowo mam co ważniejsze dokumenty na dodatkowym dysku zewnętrznym, a te hiper ważne jeszcze w drugiej kopii na penie. Bo komputer to rzecz bardzo niestała. Niejednokrotnie zdarzyło mi się, że pewnego dnia otwieram laptop, a on zeżarty przez wirus... i kaplica. Przezorny zawsze ubezpieczony.
    Z paliwem też słusznie robisz, bo jeżdżenie na oparach jest niezdrowe dla silnika.

    "Wracając nowego do laptopa." - zamiana :P

    Ja Ci powiem o co chodzi z tymi myszami dla graczy - one zawierają dodatkowe guziki, niektóre nawet numeryczną. Tajemnicze guziki otaczają praktycznie całą mysz, żeby mieć wszystko pod palcami i szybko działać. W grze trzeba szybko klikać, żeby być dobrym. To się tyczy gier on-line, gdzie jest gracz przeciwko graczowi i tylko zręczność (no i sprzęt) ma przewagę.

    Pionowa klamka anty kotowa?

    Pytasz co się składa na komfort mojego życia? Możliwość wykonania porządnego treningu :) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawo jazdy trzeba mieć, bo nigdy nie wiadomo!
      Telefon - w zależności od potrzeb. Gdyby nie moja praca, nie musiałby być taki wypasiony.
      Jazda na oparach zdarzyła mi się w życiu chyba ze dwa razy i za każdym razem mało nie umarłam ze strachu, że będzie holowanie i stracę mnóstwo czasu, więc pilnuję baku jak najlepsza strażniczka. :)
      Dysk zewnętrzny, czyli chmurę mam, tam są bieżące pliki.
      No i zgrywam regularnie te pliki na dwóch komputerach (stacjonarny i laptuś) oprócz chmury.
      Nie wiedziałam o tych graczach, nigdy mnie ta zabawa nie pociągała.
      Klamka jest pionowa, bo drzwi są przesuwne i mają taki haczyk zatrzaskowy zamiast zwyczajnego języczka.
      Z treningami jestem ostatnio na bakier, ćwiczę jak jestem w domu w BHV, ale w Warszawie zwykle mam za dużo jeżdżenia i załatwiania i się z tym nie wyrabiam.

      Usuń
    2. To to się 'chmura' nazywa? Nie wiedziałam.
      Jestem graczem ale tylko jeden świat mnie wciągnął i nie przesiaduje jakoś przy tym Bóg wie ile. Gram np. w deszczowe weekendy kiedy z mężem nigdzie w góry wyjść nie możemy. Gry mnie nigdy nie uzależniały, to tylko bezmyślna i nic nie wnosząca do życia, forma idiotycznej rozrywki - tak, wiem to wszystko :P
      Po prostu widziałam u koleżanki tak ustawioną klamkę i mi wyjaśniła, że kot uciekał do pokoju, do którego miał zakaz i od tej pory przestał to robić.
      Jak jestem w Polsce, nie ćwiczę. Po prostu nie ma na to czasu. Zabieram tylko ze sobą strój do biegania, ale nie zawsze mam okazje go wykorzystać.

      Usuń
    3. Z gier grałam tylko w kulki, tzw. Bubbles, bardzo nieskomplikowane, choć wymaga pewnej sprawności i przewidywania żeby kulki zestrzelić w tym momencie, kiedy jest ich najwięcej w kupie. :) Ale to już dla mnie rozrywka tak odmóżdżająca, że przy tym najgłupsze seriale to rozrywka intelektualna!
      W Polsce też nie mam czasu na ćwiczenia, tu w Niemczech już drugi dzień w domu jestem, to się pewnie jutro z treningiem pozbieram. Wczoraj odpoczywałam po podróży w niedzielę, byłam jeszcze do niczego fizycznie.
      Podziwiam Cię z tym bieganiem. Jeszcze jak jest ładna pogoda, to lubię sobie czasem potruchtać, ale w zimie to w ogóle odpada. Jak już to stacjonarnie w domu na orbim czy w siłowni na bieżni. :)
      Buźka

      Usuń
    4. Trening przede wszystkim zimą. Świetnie hartuje, a latem jest dla mnie za gorąco niestety i zawieszam cardio poza domem.

      Usuń
  12. Czytając Twój wpis doszłam do wniosku ,że jesteś bardzo podobna z charakteru do mojego starszego syna, to samo podejście i logika, taki sam sposób kupowania sprzętu, podobny sposób podchodzenia do komfortu, ciekawe :) Samochód zawsze czysty na zewnątrz i w środku nawet gdyby stado dzieci przez nie przebiegło... zawsze mnie zastanawia jak on na to wszystko ma czas..Ale on jest Bykiem zodiakalnym i perfekcjonistą :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się przebywać w czystości, więc nie tylko mieszkanie mam w miarę czyste, ale i auto, którym przecież niemal codziennie jeżdżę. Nie sprawiałoby mi radości jeżdżenie brudnym, szczególnie w środku samochodem. A kiedy ma brudne szyby i kamery parkowania, to taka jazda jest wręcz niebezpieczna.

      Usuń
  13. Moje minimum to jakiś dach nad głową, ciepła woda - nie ważne czy w kranie czy w wannie czy w czajniku, kawałek podłogi oraz coś niecoś do jedzenia i picia. Tv, radia nawet smarta może nie być. No z laptopem byłoby ciężko.
    Mi szczęście daje to by dawać. Mogę nie mieć ja, ale druga osoba musi miec

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęściem jest dawać, ale o sobie nie można zapominać, bo to gdzieś kiedyś i tak wyjdzie jakimś niepotrzebnym wyrzutem - Ty też masz swoje potrzeby, które powinny być zaspokajane. Nie da się żyć w całości dla kogoś. Dla siebie też trzeba. :)

      Usuń
  14. Jestem na zyciowym etapie ze moje zycie musi byc wygodne. Najwiecej czasu spedzam w domu, mam to szczescie ze mieszkam w bardzo spokojnym, cichym miejscu, uliczka jest zamknieta a moj dom prawie na koncu, wiec praktycznie nie ma ruchu samochodowego. Cenie sobie spokoj i to jest wokol, poza tym zielono, duzo drzew, swieze powietrze, wszystko to cenie sobie.
    Wazne jest dla mnie duze, wygodne lozko, dobry materac i poduszki, lubie luksusowa posciel. W ciagu dnia duzo czasu spedzam na kanapie, musi byc przytulna z fajnymi poduszkami-przytulankami.
    Musi byc czysto i uwielbiam miec kwiaty i w doniczkach i duzo bukietow.
    I bardzo wazne jest jedzenie, musi byc najlepszej jakosci, ekologiczne i na to wydaje najwiecej pieniedzy.
    Na nowosciach takich jak laptop czy telefon zupelnie mi nie zalezy, nawet wole miec stare, bo juz znam. No i duzo ksiazek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym z tego, co opisujesz, jeszcze sobie kiedyś kupić luksusową piękną pościel, bo jak na razie zawsze na tym oszczędzałam. :)
      Poza tym też cenię spokój, zieleń, ciszę.
      Poduszki do wtulania, wygodne meble, czysto. I tylko za dużo kwiatów mieć nie mogę, bo za często wyjeżdżam. Chyba, żebym wynajęła kogoś do podlewania i dbania o nie.
      Jedzenie zdrowe, najlepiej ekologiczne to kolejny punkt, którego staram się trzymać. Sporo nam się pokrywa, jak widzę :)

      Usuń
  15. takie wartości jak "wygoda", czy "komfort" nie są w czołówce moich priorytetów, zaś wspomniana kaszanka ze skwarkami, razowiec z cebulą /nieco posolone/, czy jakieś inne proste jedzonko potrafią mi dostarczyć wiele frajdy...
    ale...
    no, i właśnie... jest w tym haczyk...
    nawet ta kaszanka i razowiec, a także cebula i skwarki muszą spełniać pewne moje wymogi, zwłaszcza ów razowiec, który często bywa "oszukany", pełen mąki ziemniaczanej i barwiony karmelem... a sól ma być kamienna, bo warzona to syf...
    kwestia higieny... no cóż, higiena to podstawa, więc choć potrafię sobie poradzić w survivalowych warunkach, to bez porządnego "odgrzybienia się" na cywilizowanym poziomie zaczynam się po pewnym czasie naprawdę źle czuć...
    długo by to wszystko rozwijać, więc może dla uproszczenia wymienię parę deprywacji, które naprawdę źle znoszę... o higienie już było, pozostaje więc kobieta, rower i muzyka, taka, jaką lubię... no, i rzecz jasna kot... życie bez kota to głupota i naprawdę żal mi ludzi, którzy z obiektywnych przyczyn /alergia/ muszą się od kotów trzymać z daleka...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak higieny to coś, z czym absolutnie żyć nie mogę. Z wiekiem zaczyna nabierać znaczenia to, jak wygląda łazienka i w ogóle moje otoczenie. I moje własne musi być takie, jak lubię. Chociaż wakacyjnie mogę się przystosować do warunków prostszych, jeśli jest czysto i w miarę estetycznie.
      Co do jedzenia - jak sobie sama nie robię większości posiłków, to się źle kończy dla mojego ciała, więc tego pilnuję teraz najbardziej. Kupny tylko chleb pełnoziarnisty najchętniej na zakwasie, bo nie daję rady piec na bieżąco. A poza tym mnóstwo warzyw, ser ostatnio głównie kozi, trochę mięsa, trochę jajek i różne eksperymenty ze strączkami, jak hummus.
      Poza tym muzyka w zasięgu ucha z dobrego odbiornika.
      Bez kota życie faktycznie jest ubogie, więc kot a najlepiej kot i pies to to, co być powinno częścią życia.
      Pozdrowienia serdeczne :)

      Usuń
  16. Mieć święty spokój i nic nie musieć, móc usiąść z książką i kubkiem gorącej herbaty. Właśnie zastanawiam się nad zmianą Huaweia na Samsunga lub Xperię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłam najnowszego Huaweia model mate 10 pro, bo jest po prostu zaje...fajny. I tych opcji technicznych, pojemności, szybkości itp. nie ma żaden Samsung czy Xperia. Tylko jeszcze się na niego nie przesiadłam, bo czasu nie mam. Na dniach pewnie w weekend będę się przenosić. :)

      Usuń
  17. Iwono, a na co Ci, u licha, radio skoro masz i laptop i komórkę?
    kOMFORT dla mnie to - mój fotel (mój, najmojejszy), dostęp do książek i gorącej kawy. No, i żeby nie było zbyt ciepło. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano wiesz, bo lubię mieć sprzęt grający. Z laptopa i komórki korzystam głównie do pracy, radio internetowe żre np. bardzo dużo internetu, a jak go mam z komórki (bo póki co pomieszkuję nie u siebie, tylko w mieszkaniu przyjaciółki na czas remontu i nie mam stałego łącza), to mi się niesamowicie szybko wyczerpuje.
      Ja lubię z kolei jak jest ciepło, w zimnie wszystko mnie boli. :)
      Dostęp do wygodnego miejsca do poleżenia, posiedzenia, wygodny przytulny kocyk, prosta kuchnia, żeby nie tylko kawę wypić, ale coś sobie upichcić i jestem zadowolona. :))

      Usuń
  18. lampa mnie przykuła wzrokowo , coś pięknego

    macham wieczorowo - Dośka

    OdpowiedzUsuń