wtorek, 2 stycznia 2018

Przestawiam się na skowronka

Zmiany noworoczne, Punkt 1: 
Zmienić mój rytm dobowy na zdrowszy.
Mimo że nie robiłam jakichś wielkich planów noworocznych, samo życie mnie zmusiło, żebym sobie parę rzeczy przemyślała. I skoro coś mi nie służy, to to zmieniła. Zaczynam od drobnych codziennych nawyków, które mi generalnie nie służą. Papierosów nie palę, nie piję nawet za bardzo alkoholu, czasem lubię białe wytrawne wino. Ale za to często zarywam noce. Co ja wtedy robię? Ano coś oglądam, coś czytam, czasem nie mogę ot tak zasnąć, bo mi się myśli jakieś nieznośne po głowie kłębią i nakręcam się nowymi pomysłami, a czasem problemy ryją mi dziurę w czaszce. W każdym razie raczej już o takich porach nie pracuję.
A potem trudno mi wcześnie wstać, marnuję czas na wybudzenie się zamiast wcześnie zacząć i wcześnie skończyć obowiązki i mieć czas na inne przyjemne zajęcia, sport czy chociażby wyjście na siłownię czy na spacer.
Postanowiłam więc postarać się spać lepiej, czyli w zdrowszych godzinach i odzyskać ten głupio przeputany czas.
Szczególnie ostatnie świąteczne i noworoczne dni sprawiły, że zgubiłam mój rytm dobowy. Chodziłam spać coraz później, między drugą a trzecią w nocy, a czasem i po trzeciej. A potem wstawałam na pewno po dziewiątej rano, a czasem i około dziesiątej.

Nie jest to dla mnie i mojego organizmu ani zdrowe, ani pożyteczne. Tym bardziej, że dziś już mam sporo pracy, więc trzeba ją zaczynać wcześniej.
Najlepiej nie później niż o 9 rano. Już po całym porannym rytuale wstawania, zabiegach pielęgnacyjnych i szklance wody z cytryną.
Dziś po raz pierwszy od wielu dni udało mi się wstać o 8. A docelowo zamierzam się przestawić dokumentnie najpóźniej na 7 rano.

Tylko wtedy będę w stanie realizować powzięte plany i realnie korzystać z dnia pracy.
Zawzięłam się więc i od jutra będę skracać sobie spanko poranne o 15 minut codziennie (czyli jutro pobudka o 7.45, pojutrze o 7.30 itd.), i chodzić do łóżka coraz wcześniej, Po 4 dniach budzik będzie już ustawiony na 7, a potem na 6.45, bo zwykle muszę w łóżku trochę poleżeć - nie wyskakuję z niego jak petarda, potrzebuję nieco wolniejszego startu.

Po tygodniu powinien mi się ten zegar wyregulować z powrotem. Mam nadzieję, że dzięki temu na trwałe przeskoczę na wcześniejsze godziny, a potem będę tego pilnować.
To dobre i dla zdrowia, i dla stracenia jeszcze tych paru kilogramów, które chcę zgubić w tym roku, i dla mojej aktywności w ciągu dnia, i pracy.
Nie będę się więc trzymać szkodliwego dla mnie przyzwyczajenia, tylko przez miesiąc postaram się to z powrotem zmienić na lepsze. Po 30 dniach podobno nawyk wchodzi w krew i już człowiek nie musi o nim myśleć, tylko stosuje. 
Znam siebie i wiem, że jestem wyjątkowo krnąbrna w tych swoich nawykach, dlatego musiałam o tym publicznie napisać, wtedy wstyd się będzie wycofać. Nie tylko przed samą sobą, ale i przed Wami, moimi Czytelnikami.
Będę się Wam chwalić, o której mi się udało wstać, możecie to uważać za śmieszne, ale to dla mnie bardzo ważne.
Trzymajcie kciuki za mój trening konsekwencji w tej sprawie.
Cel jest realistyczny, miałam w swoim życiu bardzo długi czas, że wstawałam o 6 rano, jeszcze rano robiłam trening, potem jechałam do pracy i cały dzień miałam dzięki temu o wiele pełniejszy i dłuższy. A sen zdrowszy. I czas do tego wrócić.
No i dość już tych życzeń noworocznych, rok zaczął się na dobre już wczoraj, a życzenia trzeba zamieniać w plany i realizować. Jeśli się tego nie robi, to nic dziwnego, że nici wychodzą z marzeń.
To do dzieła! :)

34 komentarze:

  1. Chyba pomylilas slowika ze skowronkiem, bo to skowronki raniutko wstaja, a slowiki klaskaja wieczorami. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tu wychodzi moja nieznajomość świata ptaków, bo przecież nie moja nieszczerość intencji! Cholercia, już poprawiam :) Dzięki!

      Usuń
  2. Czyli zajęłaś się higieną snu. Pracowałam nad tym kiedyś, a to co wypracowałam: nauczyłam organizm wołać do kołderki około 23. Przez to na (rzadkich) spotkaniach ze znajomymi, miewam kryzys jak małe dziecko ;) I zaskakująco szybko potem przestawiam się na cykl sowy.
    Właśnie zastanawiam się jak to znów odwrócić, bo jestem już w domu i znów chciałabym się wcześniej budzić, by nie tracić dnia.
    Nie wiem czy to dla mnie takie niezdrowe... bo chodzenie spać o 1 albo 2 i budzenie się po ośmiu godzinach, ewidentnie mi posłużyło, czułam się naprawdę dobrze. Ale szkoda mi dnia...

    W ciągu lat (dopasowując się do zmiennych godzin pracy), naturalne stało się dla mnie chodzenie spać o 12 i budzenie o 7. Sama, bez budzika. Tylko na emigracji czas snu się wydłużył i kompletnie nie mam pojęcia dlaczego. Musi być 8/9 h snu, bo inaczej czuję się, jakbym w ogóle nie spała. Tutaj jest inne ciśnienie i może ono jest przyczyną? Tak więc o 23 chodzę spać, a o 7 lub 8 wstaję. I nie podoba mi się to, ale cóż... czuję się dobrze.

    Pisz o swoich postępach, bo z doświadczenia wiem, że to auto-mobilizacja i ona daje naprawdę świetne rezultaty. Na blogu pochwaliłam się, że rok wytrwałam w trudnej (początkowo) diecie dla zdrowia i że weszło mi to w nawyk i już nie chcę zmieniać swojego systemu żywieniowego, bo naprawdę przyniósł mi wiele korzyści i pozbyłam się upierdliwego schodzenia.
    Też trenuję rano :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miewałam okresy w ostatnim roku, że sama wstawałam między 7 a 8 rano, ale kiedy potem miałam dużo pracy, przenosiłam często niewykonane zadania na wieczór i noc. Wtedy mi się naprawdę dobrze załatwiało różne sprawy urzędowe, papiery, dokumenty. Może stąd mi się to późne chodzenie spać wzięło. No i najlepiej czyta mi się właśnie wieczorem w łóżku, przed snem.
      Uwielbiam ten czas tylko dla mnie.
      Z drugiej strony mogę przecież czytać od 22 do 23 i też będzie dobrze, czas się przestawić, to i twarz będzie gładsza i cały człowiek zdrowszy :).
      Często jest tak, że lokalne warunki pogody wpływają na nasz rytm dobowy.
      Mnie się na przykład dłużej śpi w Bremerhaven, kiedy M. mi zostawia całkowicie opuszczone żaluzje antywłam. Jak mój organizm nie odbiera naturalnego światła, to śpi dłużej.
      Ale ostatnio podnosimy te żaluzje od razu po jego wstaniu, a często i nie zasuwamy do końca, żeby właśnie nie było tak ponuro i ciemno.
      Dziś mam bardzo dobry dzień do pracy, a liczę, że będzie jeszcze lepiej!

      Usuń
    2. Mam to samo, za czasów szkolnych to własnie wieczorami i nocami uczyłam się najefektywniej, pisałam prace, czytałam lektury.
      Ale niestety kosztem porannego niewyspania i małej wydajności na lekcjach.

      Też na początku myślałam, że to przez żaluzje an. tak długo śpię. Ale teraz zostawiam je lekko uchylone i ten dopływ światła jest. I co z tego, że budzę się, jeśli mam ochotę zamknąć oczy na jeszcze chociaż godzinę, bo czuję się po prostu potwornie niewyspana, że aż oczy szczypią.

      Byłam na krótko w Polsce, znowu spałam po 7h (bez budzika). Wróciłam do Szw., i znowu potrzebuję 8 albo nawet 9.

      Nawet sobie nie wyobrażasz jak się męczyłam, kiedy tu do pracy chodziłam na ranną zmianę. Po prostu wychodziłam zapuchnięta z domu.

      Usuń
    3. To w takim razie na pewno kwestia klimatu u Ciebie. A u mnie - niestety chodziłam tak późno spać przez całe święta i Nowy Rok w Warszawie, teraz to muszę przestawić, bo się z pracą przestałam wyrabiać a i tak czułam się niewyspana.
      Wczoraj poszłam spać o godzinę wcześniej (o 1 w nocy), dziś będzie jeszcze wcześniej, tj. o północy. Siłą rzeczy godzina wstawania wreszcie też się przesunie na wcześniejszą. Być może muszę się kłaść o 23, żeby przynajmniej teraz zimą móc się wyspać do 7.
      Póki co staram się zmiany wprowadzać małymi krokami, dziś obudziłam się wprawdzie o 7.30, ale nie dałam rady wstać dopiero po 8 i wtedy to już od razu dzień rozpoczęłam szybko i aktywnie.

      Usuń
  3. Też bym chciała zmienić swój rytm dobowy , bo z natury jestem skowronkiem a nie sową , ale ostatnio za nic w świecie mi to nie wychodzi nie wiem dlaczego ech...
    Moje dziecko wstaje o 5:00 dzień w dzień...Taki sobie rytm wypracował.
    Trzymam kciuki by ci się udało wstawać o 6:00 :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie za dużo czasu ucieka potem po południu na pracę, kiedy już umysł zmęczony, a ja wolałabym mieć wolne. Stąd pomysł na zmianę. Bo inaczej pracuję do późna a i tak z niczym ostatnio nie nadążam, jakbym chciała.
      Trzymaj, będę opowiadać, co i jak. :)

      Usuń
  4. A moje postanowienie to nie robić postanowień

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem zwolenniczką zmian, bo tylko zmiany mogą pomóc w poprawie jakości życia. No chyba, że urodziłabym się najbogatszą dziedziczką jakiegoś wielkiego majątku, jak Paris Hilton. Ale i ona nie lubi się nudzić, tylko próbuje coś zrobić.
      A jak już zaspokoję wszystkie potrzeby swoje i bliskich, albo nawet jak je zaspokoję dostatecznie, to jest też parę innych celów, które są mi bliskie i na którymi warto się pochylić i wesprzeć.
      Także ja jednak postanawiam i realizuję, tyle że nie tylko raz w roku, ale znacznie częściej. :)

      Usuń
    2. Zmieniam swoje życie po swojemu a 1 styczeń to tylko data w kalendarzu i dla mnie nic z niej nigdy nie wynika :)

      Usuń
    3. Każdy ma prawo żyć jak chce, dopóki nie szkodzi innym. :)

      Usuń
  5. "Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje", niechaj więc i Tobie da wytrwałość w realizacji zamierzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano walczę ze sobą o siebie. :) Są postępy, ale powolne. Liczę jednak na mądrość mojej głowy w przekonaniu mojego organizmu dla tego, co dla niego lepsze i zdrowsze. :)
      pozdrowienia

      Usuń
  6. Sama doswiadczam tego wstretnego stanu niemoznosci wybudzenia sie rano i juz od jakiegos czasu powtarzam Chlopu, ze musze cos z tym zrobic tylko nie wiem jak. Bo to i dzien za krotki i pospac by sie chcialo te 8 godzin. Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powoli osiągam postępy, na przykład wczoraj poszłam spać godzinę wcześniej, czyli o 1, a nie o 2 czy 3. Obudziłam się nawet o wspomnianej 7.30, ale wstać dałam radę dopiero po 8. Czyli łatwo nie jest. Ale trzeba małymi krokami pokonywać ten nawyk, tylko wtedy wg mnie jest szansa na powodzenie, czyli na zmianę. Zbyt ostro postawione zadania mogą wykończyć organizm. Np. mogę postanowić, że jutro wstanę o 6, ale jeśli dziś pójdę spać dopiero o 12, bo taki mam zamiar, to jeszcze o 7 będzie mi trudno wstać. No to ja trzymam kciuki za Ciebie, o ile chcesz ten mechanizm u siebie zmienić. :)

      Usuń
  7. Też powinniśmy wstawać wcześniej lecz urlop jeszcze mamy do 7go to wykorzystujemy czas na lenistwo. pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako że zrobiłam sobie wolne w święta i do nowego roku, musiałam ostro zabrać się do pracy od 2 stycznia. Dlatego moje plany korekty rytmu dobowego. Póki co niestety przeziębiłam się i trochę mi to pokrzyżowało plany. Byle nie na długo. Pozdrowienia serdeczne dla Was Skowroneczków :)

      Usuń
  8. Tak jak nie da się zamienić krowy w łabędzia, tak i ja nigdy nie zostanę skowronkiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak w takim razie dajesz radę wstawać do pracy?

      Usuń
    2. NIE DAJĘ RADY. Codziennie, od lat, toczy się ta sama krwawa walka, która kosztuje mnie bóle głowy, rozmamłanie, totalną rozpierduchę przez cały dzień. To był pierwszy powód, dla którego powiedziałam sobie: nigdy w życiu więcej dzieci! Gdy dziecko było małe i budziło w nocy, działo się ze mną coś takiego, że sądziłam, że umieram. Ból głowy trwający po 3 - 4 dni uniemożliwiał mi funkcjonowanie, zażywałam po 16 tabletek przeciwbólowych dziennie. Badania niczego nie wykazały, a myślałam, że to rak mózgu i mój koniec.

      Usuń
    3. To faktycznie powinnaś mieć zawód umożliwiający Ci pracę w godzinach popołudniowych i nocnych! Jak Ty w ogóle dajesz radę, dalej masz te bóle głowy?

      Usuń
    4. Nie tak często jak wtedy, gdy dziecko mnie budziło po nocach, ale często. Praca w godzinach nocnych absolutnie nie jest dla mnie. Noc jest do spania...

      Usuń
  9. A już pomysł z przestawieniem organizmu w tydzień doprowadził mnie do łez śmiechu po prostu. Życie usiłuje mnie przestawić od 25 lat (praca, dziecko) - nadaremnie. Po prostu NIE DA SIĘ tego zrobić. A jeśli się da, to znaczy, że nigdy nie było problemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u mnie bywało raz tak, raz inaczej, być może jestem i w tym zakresie wielofunkcyjna :).

      Usuń
  10. Jestem nocnym Markiem, podobnie, jak Ty, ale ponieważ pracuję do późna, nie mogę sobie pozwolić na wstanie o 6:45, bo w pracy nie dociągnę do 21. Wagę trzymam od 2 lat, więc postanowiłam zadbać o twarz. Młoda przygotowała mi zestaw pielęgnacyjny i zaczęłam... 26 grudnia, podobnie, jak zaczęłam chudnąć 10 maja. Takie są te moje postanowienia noworoczne 😉 Zgubiłaś mi się na chwilę, ale już jesteś. Najlepszości w Nowym Roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Położenie się przed 12 w nocy wymaga ode mnie siły woli. Chyba że pójdę za ciosem i idę od razu spać, jak tylko poczuję pierwszą senność 22.30. Niestety mycie się i przebieranie rozbudza mnie skutecznie i wtedy znów przesuwa się godzina pójścia spać do 23.30 - 24.00.
      Zgubiłam już na szczęście większość z tego przybytku, co mi przybył przez ostatnie trudne i chorobliwe miesiące w 2017 r. Powoli wychodzę na prostą.
      U mnie teraz czas na przefarbowanie głowy, ale czekam na luty, bo wolę to zrobić u mojej fryzjerki, do której mam zaufanie (będę rozjaśniać na brąz), niż tu, gdzie w zasadzie jeszcze z nikogo nie byłam zadowolona.
      A twarz też rzecz ważna, może o to zadbam w następnej kolejności. :)
      Póki co robię makijaż. I nawzajem Dreamu!!!

      Usuń
  11. Bardzo dobre postanowienie, tez juz myslalam o tym ze za dlugo siedze w nocy, wiec mnie zmobilizowalas do tych zmian. Ze mna jest jeszcze gorzej, bo rano budze sie wczesnie, okolo 6 a nawet przed, bo juz jest jasno, a ja spie przy zaluzjach podniesionych, okno otwarte a ptaszki dziobki dra jak oszalale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się i na razie udało mi się chodzić spać przed północą lub koło północy. Napiszę o tym niedługo, co się udało i jak mi idzie dalej.
      Też lubię mieć podniesione żaluzje, słuchać ptaszków mogę tylko w sezonach cieplejszych wprawdzie, ale słońce lubię oglądać i poza nimi. :)

      Usuń
  12. nie wiem, do którego typu się zaliczyć, do sów, czy do skowronków... chyba jednak do tego drugiego... poza tym mam taki nieco ekscentryczny zwyczaj, że raz na kilka nocy nachodzi mnie ochota na spacerek w okolicach godziny trzeciej... to jest prawdziwa "godzina duchów", a nie standardowa północ... ulice są wtedy najbardziej wyludnione, powietrze najczystsze, jest także najciszej...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O trzeciej jednak rzadko spaceruję, chociaż ochota na różności mnie czasem nachodzi. Lubię nocne spacery w letnich kurortach, kiedy jeszcze ciepło, ale już nie upalnie. I latarnie oświetlające wtedy morską toń. :)
      Ja niestety za długo chodziłam późno spać. Teraz to trudna walka, żeby się przestawić na wcześniejsze godziny, ale powoli jest lepiej.

      Usuń
  13. Ja zawsze lubiłam siedzieć w nocy i to w koncu stało sie zabójcze dla mojego zdrowia.Bo rano musiałam wstawać tak czy siak wcześnie i chodziałam cały dzień do tyłu. Nie tak dawno temu udało mi sie przestawić i chodze spać o 22.W łóżku jestem jeszcze wcześniej,ale daję sobie godzinke na książkę. Wstaję o 6.Tak jest mi dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taki plan, żeby się kąpać wcześniej, bo potem rozbudzam się, jeśli się chcę umyć przed samym pójściem spać, nawet jeśli zostanie mi tylko mycie zębów.
      Na razie przesunęłam godzinę pójścia spać na 23.30 - 24.00, potem zamierzam przestawić się jeszcze o godzinę półtorej wcześniej, żeby zacząć wreszcie normalnie i zdrowo funkcjonować. :)
      Powodzenia i w Twoich planach i witaj u mnie na blogu :)

      Usuń
  14. Nawyk regularnego wstawania i kładzenia się spać wypracowałam chyba dzięki pobytom w sanatoriach, do których jeździłam w podstawówce. A może to sam organizm się dopomina, bo po 21 powoli przestaję kontaktować ze światem, dlatego staram się nie kłaść później niż o 22, choć nie ukrywam, że ostatnio i o północy się zdarzało, a w dni robocze wstać trzeba tak samo wcześnie, czyli o 6. Nawet w weekendy mój budzik dzwoni o 7 (nawyk związany też z posiadaniem kiedyś psa), bo szkoda dnia, ale ostatnio, po grudniowych stresach i związanych z nimi kłopotach ze snem, wyłączyłam go i wstaję, gdy się wyśpię.

    OdpowiedzUsuń

Zostaw ślad, będzie mi miło.
Komentarze nie na temat lub hejterskie będą wysyłane w siną dal, gdzie ich miejsce.