poniedziałek, 1 stycznia 2018

Kim jestem i dokąd zmierzam w roku 2018

Początek roku, jak każdy inny początek nadaje się doskonale do tego, aby rozpocząć inne, najlepiej lepsze życie. Dla każdego to lepsze życie oznacza coś innego.
Niektórzy czekają na erupcję miłości.
Niemal wszyscy chcą tego roku schudnąć, zdecydowana mniejszość przytyć albo zmężnieć lub urosnąć.
Są też tacy, którzy chcą osiągnąć jakieś cele zawodowe. Nie ukrywam, że też nad tym teraz pracuję.
Ale większość ludzi myślących i refleksyjnych, a dla takich Osób tutaj piszę, prędzej czy później dochodzi do takiego etapu, w którym zadaje sobie pytanie: o co mi właściwie chodzi?
Bo to, że latami podążamy mniej lub bardziej utartą ścieżką przez drogi, lasy i bezdroża, wcale nie znaczy, że już znamy siebie, swoje możliwości. Swoje słabe i mocne strony. Swoje poczucie własnej wartości, metody poprawiania jakości swojego życia i swoje małe radości.
Niektórzy dobrze wiedzą, czego chcą i konsekwentnie idą wybraną drogą przez życie. 
Inni może właśnie stanęli na rozdrożu i rozglądają się, chcąc wybrać najlepszą dla siebie drogę.
Albo stwierdzają, że chcieliby lepiej poznać samą/samego siebie.
Miewałam długie lata poczucie absolutnej siły, mocy konsekwencji i przekonania, że idę wytrwale dążąc do postawionych celów, pokonując wszelkie przeszkody, podnosząc się z porażek albo zwyciężając.
Okazało się jednak, że nie wszystko w życiu da się zaplanować i nie wszystko przewidzieć.
A po podjęciu niektórych decyzji, trzeba wziąć na klatę nieuchronne, czasem nieprzewidywalne konsekwencje.
Czasem życie przypomina grę Jumanji. Nigdy nie wiadomo, co wyrzucisz kostką i gdzie w związku z tym wylądujesz oraz z czym się zmierzysz.
A ja powoli chciałabym wiedzieć, dokąd wybrana przeze mnie droga mnie zawiedzie.
I czy tym razem zamiast rzucania kostką uda mi się odnaleźć nieco mniej losową metodę wybierania mojej własnej przyszłości?
Ale żeby dojść, trzeba określić swój cel, czyli wiedzieć, do czego się dąży i wyznaczyć sobie pewne priorytety.
Moje priorytety i cele jakiś czas temu się zmieniły. 
W roku 2015 i 2016 moim celem była sprzedaż domu i przeprowadzka do Mikaela do Niemiec. Cel zrealizowałam, ale jednak poczułam potrzebę posiadania swojego azylu także we własnym kraju.
Tak więc w roku 2017 kupiłam mieszkanie, które teraz wykańczam. Okazało się też, że moje auto też już czasem zawodzi, toteż kolejnym krokiem była wymiana samochodu po latach jego szczęśliwego użytkowania.
Najtrudniejsze sprawy toczyły się wokół stworzenia moich podstaw egzystencji w Niemczech. Nie, nie jestem kobietą, która uwiesza się na mężczyźnie, ale to chyba wie większość osób odwiedzających mojego bloga. Nawet gdyby mi coś takiego zaproponował, wolałabym móc się utrzymywać sama.
A tu po przeprowadzce do Niemiec nagle okazało się, że nie mam wpływu na to, na co miałam od dawna, czyli na moją pracę, a w szczególności na opieszałe działanie tamtejszych urzędów (sądów) i ich inercję w kwestii uznania moich uprawnień do pracy jako TP (czyli tłumacz przysięgły).
Mimo to cały rok przepracowałam w swoim zawodzie i utrzymałam się z mojej pracy. Tyle że musiałam w tym czasie przez ponad pół roku jeździć do Polski raz na miesiąc oraz przyjmować zlecenia głównie z ojczyzny. Na dłuższą metę jednak takie funkcjonowanie jest boleśnie trudne.
Czekam jeszcze trochę na rozwój wypadków, bo do końca ub. roku nadal nie otrzymałam uznania moich uprawnień wg prawa niemieckiego.
Wszystkie dokumenty złożone, opłaty poniesione. Nie mogę w tej sprawie już nic więcej zrobić, tylko czekać. Może i przez kolejnych parę miesięcy.
Ale ja nie jestem z tych, co to umieją tak siedzieć i kręcić młynki palcami. 
Poza tym nie mam nawet na to czasu, bo na biurku ciągle piętrzy się sterta pracy do zrobienia.
Jak na razie brakuje mi jednak w tym wszystkim jakiegoś zabezpieczenia przyszłości na najbliższe lata.
A właściwie to już powoli zaczynam myśleć, co zrobić, żeby urządzić sobie za ileś tam lat znośną emeryturę. Wszak to już za około dziesięć lat, a wszystkie zmiany w naszym kraju nie zachęcają do ufnego i spokojnego czekania na ten etap życia.
Działam więc wielotorowo i mam nadzieję jednak osiągnąć sukces w tym zakresie, a w każdym razie wyczerpać wszystkie potencjalne możliwości, aby osiągnąć w tym roku to, co zamierzam.
Często w przerwach w pracy siadam i zastanawiam się, czego teraz chcę? Co jest obecnie moim celem? Jakie mam priorytety na dziś, a jakie chcę zrealizować za lat 5 - 10 - 15?
I właśnie dlatego zadaję sobie właśnie teraz także pytania z zupełnie innej bajki: 
Kim jestem?
Co bym chciała robić od dziś do końca życia?
A przynajmniej przez kolejne lata?
Jak chciałabym żyć?
Czy moje obecne życie mnie satysfakcjonuje? 
A co uszczęśliwia? 
Co chciałabym zmienić? 
Jak się do tego zabrać? 
Czy potrzebuję wsparcia i w jakiej formie? 
Gdzie go szukać? 
Gdzie już mam wsparcie?
Czego potrzebuję do realizacji siebie?
Czy warto zrobić coś nowego?
Czy mogę zaryzykować to czy tamto?
A ta sławna strefa komfortu? Czy może już dawno z niej wyszłam, bo przeważnie mi jakoś tak mało komfortowo.
Gdzie są moje granice poznania?
Czego nowego się chcę nauczyć w nadchodzącym roku? Co chcę przeżyć?
Czego doświadczyć?
Na jakie filmy, sztuki, koncerty pójść, które książki przeczytać?
Jakie miejsca chcę poznać?
Itd.
I właśnie odpowiedzi na te pytania będę szukała w sobie w ciągu tego roku.
A jak tam Wasze przemyślenia Noworoczne? Już coś, ktoś? Czy nadal odsypiacie Sylwestra?

16 komentarzy:

  1. :-) Ja przestałam już planować, tak się porobiło w moim życiu, że jak coś planowałam, to i tak mi się nie zawsze udawało. Jeśli plany, to krótkoterminowe...
    :))) Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zakładam, że żyję w świecie idealnym i wyjdą mi wszystkie plany, ale najczęściej realizuję z tych spisanych jakieś 75%. I jeszcze coś nieoczekiwanego na dokładkę. Więc nadal uważam, że warto planować. :)
      Poza tym ta metoda doskonale pcha do przodu!
      I nawzajem!

      Usuń
  2. Planuj, planuj. Rozbawisz tylko opatrznosc - jak powiadaja starozytni Etruskowie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planuję i zawsze będę planować. Taka już moja natura i potrzeba. I jednak większość z tych planów realizuję. A co z innymi? Czasem cieszę się, że nie wyszły, z perspektywy czasu widzę, że tak jest lepiej dla mnie lub dla innych osób.
      Myślę, że mamy jednak dość duży wpływ poprzez nasze codzienne wybory na to, co nas spotyka, jak żyjemy i które z naszych planów udaje się ziścić. :)
      Pozdrowienia

      Usuń
  3. Dodałabym jeszcze dodać do tego powiedzenia Etrusków - zwierz się kilku osobom ze swoich planów a możesz wtedy być pewna, że nic z tego nie wyjdzie.
    Całe życie planowałam, niemal wszystko miałam "rozpisane na godziny i minuty" a teraz- uczę się żyć bieżącą chwilą.
    Zapewne musimy przejść z życiu wszystkie etapy - i planowanie i spontaniczne reagowanie na zaistniałą, nieplanowaną sytuację.
    Nadal czekam na na wiadomości z AAOK, ale mamy już meldunek i konto w banku. Sukces? Chyba tak, bo tu urzędnicy działają w ślimaczym tempie.
    Buziaki,;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W niektórych sprawach nie planuję, w innych jednak muszę, bez tego by mi się cała praca rozsypała. Co do życiowych zmian - też planuję, bez planów taplałabym się ciągle w tym samym życzeniowo-roszczeniowym błotku.
      Całe moje życie zawodowe to nieoczekiwane i nagłe zlecenia, ich przyjmowanie, chodzenie na tłumaczenia, rozliczanie się z nich. Wszędzie czai się przygoda. :) Dlatego w pozostałych dziedzinach muszę mieć trochę spokoju i porządku. :)
      Urzędy niemieckie mają faktycznie ślimacze tempo, trzeba mieć cierpliwość!

      Usuń
  4. 1 stycznia jest dla mnie już tylko kartka w kalendarzu, datą taka samą jak inne.
    Nie osiągnęłam w życiu niczego, co chciałam osiągnąć, a to, co osiągnęłam, utraciłam.
    Nie wierzę już w nic i na nic nie mam nadziei.
    Jeśli na coś mogę jeszcze w życiu liczyć, to tylko na jego zakończenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma coś w życiu, z czego może być dumny i zadowolony, Ty chociażby fantastyczną córkę. Nie rób jej tego, nie myśl już tylko o odchodzeniu, bo pociągniesz ją w dół, toż to jeszcze o wiele za wcześnie na memento mori.
      Nic nie trzeba zaczynać od nowego roku, chociaż często ta magiczna data dodaje siły i energii, ma jednak w sobie moc, jeśli tylko chcieć po nią sięgnąć.
      Taka inteligentna, oczytana, bywała Babka jak Frau Be przecież powinna znać swoją wartość nie przeliczalną ani na eurasy, ani na bitcoiny!
      Pozdrowienia!

      Usuń
  5. Nigdy nie robiłam postanowień noworocznych, ale cale życie okreslałam cele i do nich dążyłam :-)
    Życzę tobie osiągnięcia swoich celów :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja robię i to zawsze. W tym roku zaś projekty już są w trakcie realizacji, bo zaczęłam wiele planów realizować wcześniej. Osiągnę na pewno te, które rozpoczęłam, chociaż nadal nie jestem pewna efektu końcowego moich starań.
      Myślę poza tym, że twierdzenie, że się nie ma żadnych planów jest swego rodzaju kokieterią. Większość ludzi jednak co miesiąc planuje chociażby codzienne menu i jak wytrzymać do pierwszego. Nieco odważniejsi, co robić, żeby nie tylko wytrzymać, ale i zarobić na poczucie bezpieczeństwa swoje i rodziny. Albo zrealizować jakieś swoje marzenia. Wielu się udaje, jeśli tylko sięgną po te cele. :)
      Tobie również powodzenia i szczęścia!
      pozdrowienia!

      Usuń
  6. Data i kolejny dzień a zawsze kojarzy się z czystym zeszytem :) to co się zmieni jest zależne od nas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda otwarta na nowo karta to nowe możliwości, a do własnego pamiętnika tylko my sami mamy klucz. Chyba, że nieopatrznie oddamy go komuś innemu. Wtedy trzeba założyć nowy...

      Usuń
  7. Imponujaca lista pytan na nowy rok, niektore pytania sa takie filozoficzne, podoba mi sie ze mozna miec takie podejscie, taki 'glod na zycie'
    U mnie zycie uproscilo zdecydowanie dazenia, marzenia, plany, ale nie narzekam, dopoki jestem samodzielna ciesze sie kazdym dniem, ciagle udaje mi sie cieszyc moja codziennoscia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wreszcie mam czas (ach te długie podróże samochodem), żeby się nad niektórymi sprawami zastanowić. I na przykład skupić bardziej na tym, co bym jeszcze chciała przeżyć czy zrobić, niż na tym, co mnie wnerwia i denerwuje. Mam jak każdy z nas 24 godziny na dobę i w tym czasie muszę się zmieścić ze wszystkimi moimi sprawami, wolę więc wybrać te, które coś wnoszą do mojego życia. Ponarzekałam sobie w życiu już do woli :), to teraz czas zmienić przynajmniej te drobne sprawy, na które mam wpływ, te z mojego życia. I to właśnie zaczynam robić.
      Buziaki!

      Usuń
  8. Iw raczej nie planuję nic poza egzotycznym urlopie we Włoszech! Życzę Tobie zdrówka, raodości i marzeń spełnienia oraz mniej tej gonitwy!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Powodzenia w szukaniu swojej drogi :-)

    OdpowiedzUsuń