niedziela, 31 grudnia 2017

Wszystkiego Najlepszego na 2018 rok!

Moi Drodzy,
Dziś w ostatni dzień roku 2017, życzę Wam spełnienia Waszych większych i mniejszych marzeń.

Rok 2017 był dla mnie pełen zmian lepszych i gorszych, darów losu, ale i dotkliwych ciosów.
Krótko mówiąc nie będę za nim tęsknić, chociaż będę o nim jeszcze długo myśleć.

Liczę na to, że nadchodzący właśnie rok 2018 przyniesie mi więcej dobrego, niż złego.
Że będę zdrowa, będę miała godziwe dochody, będę zadowolona z życia i będzie mi się układało w życiu osobistym, a moi bliscy też będą zdrowi, zadowoleni z życia i szczęśliwi.
Tego Sylwestra spędzę nietypowo.
Czyli po części z konieczności, po części z wyboru samodzielnie w Warszawie.
Wczoraj po dotarciu do Bremerhaven i wniesieniu rzeczy, Mikael chciał podnieść temperaturę w domu, bo zostawił trochę skręcone kaloryfery (na ok. 19 stopni Celsjusza).
Niestety piec chyba źle zareagował na to ustawienie, albo po prostu złapał awarię i w domu było zaledwie 10 stopni!
Dziś udało mu się tylko zorganizować jakieś dmuchawy, żeby trochę podgrzać w domu do wtorku, kiedy dopiero ma się pojawić serwisant ze sprzętem diagnostycznym i może nawet tego dnia naprawi piec. 
Pojechał więc na trochę do mamy, zostawiając dom podgrzewany dmuchawami i grzejnikami, żeby oboje z Kicią nie zmarzli. 
 
Na szczęście cwana Kicia chowa się do pojemnika na pościel w pokoju gościnnym i pewnie tam zawinięta w kołdrę spędzi również ten jedyny w swoim rodzaju trudny dla niej bo głośny wieczór.
Cóż było robić. Musieliśmy podjąć dość przykrą ale jedynie rozsądną decyzję.
Niestety ja z już trochę podziębionymi plecami nie zaryzykuję przebywania teraz w tak zimnym domu. Bo następną stacją byłaby dla mnie najbliższa stacja opieki medycznej.
Cóż, w tym wieku zdroworozsądkowe wybory przychodzą łatwiej, niż to bywało jeszcze koło 30-tki.
Po prostu nie czuję już, żeby było coś szczególnego w przejściu jednego roku w drugi.
Najważniejsze święta, czyli Wigilię i święta Bożego Narodzenia spędziłam z Bliskimi. Od lat nie chodzimy na szampańskie zabawy i jakoś nie mamy potrzeby szaleństwa sylwestrowego.
Głównie z uwagi na to, że wolimy w tym czasie wypić wspólnie szampana i pogłaskać wystraszone zwierzaki. 
W ostatnim roku były z nami oba, Piesio już słaby, ale jeszcze był z nami. 

I kicia, która wtedy wyszła koło 11 przed południem i wróciła dopiero od drugiej jak wszystko trochę przebrzmiało. Jak dobrze, że w tym roku nie wychodzi na dwór!

W tym roku Mikael sam zajmie się Mozartem. A ona w ten ziąb najczęściej wciska się w jakieś ciepłe miejsce.

A ja spędzę ten wieczór spokojnie pewnie przed telewizorem, komputerem i w wygodnym domowym stroju.
Nie mam specjalnie chęci na alkohol, może zrobię sobie za to dobry zdrowy deser owocowy albo coś w ten deseń. 
Czuję się spokojna i zrelaksowana, że właściwie to nie muszę robić nic.
Byłam dziś na długim spacerze, dokupiłam to, czego miałam za mało, więc złapałam też trochę świeżego powietrza.
A co w tym roku ze postanowieniami noworocznymi?
To, co miałam postanowić, zaczęłam już realizować ponad miesiąc temu, a niektóre dziedziny od paru miesięcy. Nie mam więc też potrzeby układać sobie żadnych nowych postanowień noworocznych.
Dostatecznie dbam o siebie i moich bliskich.
Dostatecznie zarabiam, chociaż każde kolejne zlecenie z porządnym zyskiem jest mile widziane.
Naprawdę nieźle sobie poradziłam ze wszystkimi troskami i trudnymi sprawami w mijającym roku.
Toteż nie tonę w żalu z żadnego powodu, ani nie czuję się dziś nawet jakoś specjalnie smutna.
Jakby co powisimy sobie na telefonach, jak za dawnych czasów z początków naszej znajomości.

To będzie zresztą pierwszy przełom roku od 4 lat, który spędzimy oddzielnie. Nic takiego się nie stanie. Przeżyjemy to. Oby ludzie mieli tylko takie problemy, to świat byłby cudownym miejscem.
Mam zaproszenie na lampkę szampana do mojej Drogiej Przyjaciółki, ale szczerze mówiąc jak sobie wyobrażę, że w tym celu będę się musiała umalować i ubrać w coś mniej wygodnego, chyba będę wolała jednak spędzić te kilka minut wystrzałów noworocznych samodzielnie we własnym (to znaczy chwilowo wynajmowanym od tejże Przyjaciółki) mieszkaniu.
Cieszę się, że nie jest to dla mnie jakaś wielka tragedia, jakby to było kilka lat temu.
Ot po prostu - jeszcze jeden wieczór, kiedy inni się umówili, że będą świętować, a ja poświętuję w spokoju i po swojemu.

Oczywiście Wam wszystkim życzę takiego świętowania, jakie Wam najlepiej wychodzi i które Wam się najbardziej podoba.
Moje świeczki zapachowe już są przygotowane, ja sama wygodnie ubrana, może się jednak trochę umaluję sama dla siebie. 
Paznokcie u nóg zrobione. U rąk muszą odrosnąć.
Jednym słowem - mogę zaczynać Nowy Rok!
  

  

I Do Siego Roku oczywiście!
p.s.
I jeszcze mały apel ode mnie osobiście.
Proszę powstrzymajcie się i nie strzelajcie tego roku petardami w Sylwestra, miejcie na względzie te wszystkie śmiertelnie wystraszone takimi wystrzałami zwierzaki, które czują się tym tak strasznie zestresowane, jakby nagle znalazły się w epicentrum wojny.
p.s. 2 No dobra, umalowałam się i założyłam kolczyki i wisiorek, które dostałam od Lubego pod choinkę. Nie mogłam się Wam taka w dresach pokazać przecież.

17 komentarzy:

  1. Te wszystkie apele o powstrzymanie sie od strzelania w sylwestra mozna psu o kant dupy rozbic. Ci, ktorym dobro zwierzat lezy na sercu, i tak nie beda strzelac, a idiotow zadne apele nie powstrzymaja, bo oni maja to gdzies.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o tym myślałam, żeby ten fragment skasować, bo to nic nie wnosi do sprawy. Sama niejeden raz w przeszłości brałam w tym udział, raz nawet wzięłam Piesia na dwór i stał obok, to chyba w sumie było najlepsze rozwiązanie, bo był psem przyzwyczajonym do strzelnicy i jak widział, z której strony strzela, to tylko trochę poszczekał, ale miał mnie obok i zniósł ten pokaz dzielnie. A potem w domu sam się bał. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że nie należy go wtedy pocieszać. Ech, tyle się robi w życiu błędów!
      No cóż, nie można ludziom zabronić zabawy, odrobina fajerwerków koło północy to też by nie był aż tak wielki problem, ale ta kanonada przeważnie jest wielka i trwa zbyt długo. A zwierzaki się denerwują.

      Usuń
  2. Aniu, nie to, żeby wcale nie strzelali, moja Przyjaciółka z dziećmi też mnie zaprosiła na maleńki pokaz sztucznych ogni i trochę petard, a na koniec zabawę zimnymi ogniami. Ale dziś miałam wrażenie, że to wszystko trwało znacznie krócej, max. pół godziny. I z tym mogę żyć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cha, cha, cha, a mialo byc domowo, zwyczajnie. Slicznie sie zrobilas, zreszta za duzo nie musialas, bo jestes bardzo ladna, milo popatrzec, fajna bluzka, taka sylwestrowa. Dobrze ze utrwalasz w zdjeciach, beda pamiatki.

    U mnie bylo cicho i spokojnie, zadnych wybuchow po sasiedzku, wiem ze co niektorzy wyjechali, tak wakacyjnie, a ci co chcieli uczestniczyc w kanonadach pojechali do centrum Melbourne, tam byly pokazowki, u mnie ledwie slychac i jest to dokladnie polnoc i moze pol godziny.

    Szczesliwego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, outfit był zaplanowany, to musiałam go chociaż założyć i wysłać Mojemu zdjęcia :).
      W centrum i w Warszawie było najwięcej fajerwerków, ale i tu na osiedlu sporo tego spadło. Słychać było wystrzały już późnym popołudniem, a kanonada rozgorzała tuż po północy i trzymała dobre pół godziny.
      Potem na szczęście już był spokój, parę pojedynczych wystrzałów do 1 i koniec.
      I nawzajem Marigold!

      Usuń
  4. dobrego roku i zdrowia Iw, zrealizowania planów a wyglądasz na rezydentke balu sylwestrowego ))) natomiast zdjęcie z lubym ekstra jest ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Tobie również. Nigdy nie byłam na takim prawdziwym balu sylwestrowym i chyba nie bardzo bym wiedziała, co mam na nim ze sobą zrobić :).
      Pozdrowienia noworoczne!

      Usuń
  5. No to ja jeszcze jedno życzenie dorzucę - żebyśmy się mogły dość często spotykać. Wiem, egoistka ze mnie ogromna!.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wielką przyjemnością też sobie tego życzę Anabell! :))

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Bardzo tego chcę i będę się starała, żeby był lepszy, jednym słowem zrobię wszystko, co w mojej mocy. I Tobie też Frau Be.

      Usuń
  7. Ja już kilka lat temu zrozumiałam, że jak nie będę świętować Sylwestra, to rok i tak przeminie i nic się nie stanie. ;) Kiedyś to było jednak obowiązkowe.
    Suma wydarzeń z tamtych imprez jest jednak katastrofą. Dasz wiarę, że każda miała jakiś tragiczny skutek? Zawsze zdarzała się na imprezie osoba, która stwarzała trudną sytuację. To na Sylwestrach dochodziło do zdrad. Na Sylwestra dochodziło do załamań nerwowych, bo ktoś się upił na smutno i tama wezbrała. Albo do jakichś krzywych akcji także pod wpływem alkoholu, bo się nagle okazywało, że jeden delikwent to w ogóle nie powinien pić.
    I się dziwić, że na abstynentkę wyrosłam jak przez pół życia obserwowałam "procentujące kataklizmy".
    I przestałam świętować z powodu awersji do tego dnia.

    Mieszkając w Polsce, robiłyśmy z mamą noc filmową. To było fantastyczne... szykowałyśmy sobie ulubione przekąski na słodko, po lampce ulubionego wina i oglądałyśmy 3 albo 4 filmy.

    W tym roku Sylwestra spędziliśmy na autobanie, wieczorem byliśmy już w domu. Nowy Rok przywitałam pod pierzyną i nie widzę w tym nic złego.

    Pozdrawiam i życzę Ci pomyślności i zdrówka na Nowy Rok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie wczoraj czytałam taki artykuł bodajże w Der Spiegel, którego Autorka była tego samego zdania, co Ty, że każdy organizowany Sylwester to była jakaś totalna klapa i pomyłka. Nawet u mojej Córki też się ta niechlubna zasada powtórzyła. Wynika to pewnie z wygórowanych oczekiwań co do tej imprezy.
      Nie mam żadnych zwyczajów sylwestrowych, co roku spontanicznie decyduję lub decydujemy, co będziemy robić.
      I Tobie Hexe też powodzenia i zdrowia w nadchodzącym roku 2018!!!

      Usuń
  8. Fajnie na zdjęciach wyglądasz, pięknie i taka zadowolona i szczęśliwa :-)
    Szczęśliwego Nowego Roku, niech Ci się wszystko układa jak najlepiej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, aż sama się zdziwiłam, że tak fajnie wyszłam :).
      Tobie też Krysiu, powodzenia w najważniejszych sprawach!

      Usuń
  9. Pomyślności iw, niech Ci się spełnią wszystkie Twoje życzenia :-)

    Sylwestra spędzałam u Mamy na wsi i o 22 grzecznie poszłyśmy obie spać. O północy obudziły nas fajerwerki z miasta położonego na przeciwnym brzegu Wisły, ale zasnęłyśmy od razu, jak tylko się skończyły. Gdybym została w domu nie spałabym przynajmniej do 1, bo mieszkam przy głównym placu miasta, na którym co roku jest organizowany miejski sylwester - co prawda kończy się w okolicach 0:30, ale zanim się ludzie rozejdą, to chwilę trwa, a zaraz potem do akcji wkraczają ekipy sprzątające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wsi to pewnie ciszej było, dobrze że dzięki temu się wyspałyście. :)
      Nie wiem, kto sprzątał w centrum, ale w tych mniejszych osiedlach wszystko muszą usunąć przeważnie sami mieszkańcy.

      Usuń