niedziela, 19 listopada 2017

Podróżowanie i powolne ładowanie akumulatorów

Jutro mija tydzień od mojego przyjazdu do Polski. Ten pobyt był i jest na tyle intensywny, że czuję się już dziś mocno wyssana z sił. Praca, praca, remont, praca, zakupy firmowe, zakupy do samochodu (czeka mnie zakup opon i wymiana na zimówki), zero odpoczynku.
No może nie aż tak, ale to są chwile i godziny, a nie dni. Zanotuję więc kilka migawek z tych ostatnich dni z mojego prawdziwego, nie polukrowanego życia. Zdjęcie z modnej ostatnio serii "bez makijażu". Tyle, że moje naprawdę takie jest, w odróżnieniu od większości celebrytek, które takie zdjęcie "naturalne" najpierw bardzo starannie przygotowują i malują chociażby rzęsy. A niektóre dziewczyny ostatnio nawet wklejają sobie włosy do nosa.
Jako że nigdy nie podążałam do tego stopnia za modą, mnie z włosami w nosie raczej nie zobaczycie.

Wracając do opisu ostatnich migawek.

Najnowsza podróż upływała mi z początku głównie w deszczu, potem było już tylko cały czas duże zachmurzenie.

W czasie podróży na krótki postój zatrzymałam się w Marienborn, gdzie w czasach podziału Niemiec znajdowała się granica między NRD, a RFN.
Nie miałam tym razem czasu na zwiedzanie, ale zaplanowałam je w najbliższym czasie. Wejście do muzeum od 10 do 17 jest bezpłatne, jak głosi napis na górze.

Drugim punktem na trasie, który staram się odwiedzać regularnie jest Bar Nevada w Poźrzadle. Smaczne świeże obiady i miła obsługa sprawiają, że ciągle tam wracam

Dojechałam tym razem dość późno, a na drugi dzień, czyli od poniedziałku rozpoczęła się intensywna praca, trwająca z jednodniową przerwą, przez cały tydzień. 
W międzyczasie do dziś już dwukrotnie odwiedziłam plac budowy, czyli moje mieszkanie. Zdjęć na razie tam za dużo nie robię, bo tam teraz nadal głównie zaprawa i beton. W końcu jeden człowiek nie zrobi całego mieszkania w pół miesiąca. Póki co kuje ściany i rozmieszcza instalacje tak jak mi pasują, a nie tak jak były do tej pory.
Nowe miejsce na kaloryfer trzeba było więc poprowadzić nowe instalacje
Dobrze, że mam gdzie odreagować, bo nadal korzystam z uprzejmości mojej Przyjaciółki i zatrzymuję się samodzielnie w jej mieszkaniu przeznaczonym do remontu, ale jeszcze nie teraz, i to po kosztach. Mam tu teraz wszystkie moje rzeczy kuchenne ...

...własny pokój do spania, klucz i całą resztę potrzebną mi do szczęścia. Internet też mam, dobrze się sprawdza ten w komórce, wystarcza mi też do przeglądania stron w internecie.

Załatwiałam też ostatnie formalności związane z mieszkaniem, powysyłałam podpisane umowy z operatorami.
Może czasem dobrze jest wyjechać na kilka dni z domu, dzięki temu można odpocząć od gotowania obiadów dla dwojga. :) Samo gotowanie to pestka, ale to sprzątanie potem to dopiero wyzwanie, nawet ze zmywarką!

Ale co poradzę, jak lubię zrobić i porządną zupę krem z dyni i świeżą surówkę (tu na zdjęciu widać jeszcze sporo w misce surówki z marchewki i jabłka).
Z pobytu na miejscu mam też na sumieniu pewne grzeszki...
Ale poza tym jadam w zdrowych barach mlecznych. Ostatnio polubiłam mleczny bar w mojej okolicy, U Krysi. Tam serwują domowe jedzenie w przystępnych cenach.









Pani Krysia gotuje świetnie, klienci jedzą na miejscu, można też zamówić jedzenie na wynos.

Teraz akurat jest jakaś przebudowa ulicy po drugiej stronie, więc u Krysi żywi się cała firma budowlana, która tę przebudowę wykonuje.
Gdyby nie to, że przed wyjazdem z domu zaczęłyśmy z Mozartem intensywne sprzątanie, 

które trzeba koniecznie niedługo dokończyć, mogłabym powiedzieć, że jest mi tu dobrze i mogę zostać dłużej.
Na koniec galeria z naszą ukochaną Mozart.








Na koniec odbywa się rytualne udeptywanie.

A jak się już kot zmęczy, kładzie się na swoim ulubionym fotelu.


I potrafi tak spać godzinami.
Przed wyjazdem kupiłam jej dwie zabawki: wędkę i tunel, kotu trochę potrzeba rozrywki, szczególnie siedzącemu w domu i wychodzącemu najwyżej na spacery na smyczy.
Jakżeż ona pięknie skacze i bawi się tą wędką. Szczególnie, kiedy Mikael jej tę wędkę zapodaje!

Z kolei czasem dla uspokojenia swędzenia ogonka zagłębia się w tunelu. Tam się kładzie i uspokaja.

Kolejna migawka z podróży już nadchodzi.
Jutro ruszam w podróż na południe Polski, związaną również z pracą, a potem odwiedzam Przyjaciółkę chociaż na jeden wieczór. Wracam "do domu" znów we wtorek. A gdzie teraz jest mój dom? Właściwie wszędzie po trochu.
Trochę w Bremerhaven, bo tam mieszka najwięcej moich emocji. Trochę w Warszawie, bo tam buduję sobie tutejszy azyl. Jeszcze trochę zamieszkało już w tym mieszkanku Przyjaciółki, gdzie mogę na spokojnie przeczekać czas remontu.
A jak się czuję?
Chwilami nie nadążam za własnym ogonem, ale powoli staram się redukować to zabójcze tempo. W pewnych zakresach to możliwe. Niestety praca musi najczęściej być wykonana szybko i skutecznie. Tam nie ma czasu na przestoje ani wyrozumiałości dla ociągania się, nawet tego ze zmęczenia.
Tak wiem, potrzebuję odpoczynku. Po remoncie moje przyjazdu tutaj już będą bardziej na luzie.
Wtedy zacznę spotykać się nie tylko z mamą i córką, ale też z wieloma przyjaciółki, którzy na mnie czekają przez ostatnie miesiące, a dla których zwyczajnie nie udało mi się znaleźć czasu.

Wtedy też położę się na kilka godzin obok niej i tak sobie będziemy obie leżały... Dopóki nie stwierdzę, że nie mogę tak leżeć bezczynnie, bo przecież mam tyle do zrobienia!
No bo ja chyba tak już mam. I nie ma co z tym walczyć, lepiej wykorzystać dla siebie.
Chociaż naprawdę po skończeniu remontu znajdę chociaż tydzień tylko dla siebie, to taka moja wewnętrzna przysięga.
Niekoniecznie na leżenie bykiem, może znajdę inny sposób na regenerację. Ale to będzie czas tylko dla mnie.
Wybaczcie moje milczenie w ostatnim czasie. Na Wasze blogowe domy też nie zaglądałam od dość dawna, bo po prostu nie dawałam rady.
Pozdrawiam Was serdecznie!
Wasza iw

16 komentarzy:

  1. Iw ...lubię leżeć bezczynnie. obok koty i lubię się przytulić do Erny, uspakaja mnie to ... masz kobieto zdrowie z tymi remontami, mieszkaniami etcetera...ale i mnie czeka kolejne lato z remontem chałupy, przebudową-budową mam nadzieję ostatnią.
    A Mozart pieknie wygląda)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy mamy swoje obciążenia, obie chyba przez większość życia spędzamy dłuższe jego fragmenty w remontach, bo o to przecież chodzi, żeby sobie polepszyć i mieć wygodniej, cieplej, ładniej.
      Ale to bardzo męczące, o czym też wiemy obie. Oby to zmęczenie dało się jakoś wyciszyć. Do tego właśnie dążę, nawet pracuję dopiero kiedy na skutek odpoczynku mam na to znowu wielką chęć i z powrotem sprawia mi to frajdę!

      Usuń
  2. A może ty tak lubisz , wyjechać by wrócić, sprzedać by kupić ?
    Być w kilku domach zamiast w jednym...
    Hmmm...:-)
    Głaski dla Mozart , duzo głasków :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niekoniecznie aż tak lubię, planowałam inaczej, kupić coś fajnego używanego. Ale wszystko w moim zasięgu i tak wymagało remontu, to uznałam, że lepiej wykańczać gołe ściany i podłogi.
      Praca mi determinuje te domy. Akurat tak mam, że jestem od lat dużo w ruchu. :)

      Usuń
  3. Iw w podróży.. dajesz radę i widzę, że Mozart też daje, ją zwyczajnie nosi, tak jak Ciebie, nie lubi zbyt długo siedzieć w domu :) uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano staram się Małgosiu, Mozart zrobiła się kochanym przytulakiem po latach zdystansowanego wariatuńcia :).
      A nosi nas obie, to fakt niezaprzeczalny!
      uściski!

      Usuń
  4. Zaczynam się zastanawiać czy wybrałaś właściwy zawód.Może powinnaś kupować różne domy, remontować je i sprzedawać? Znam takie małżeństwo - ciągle kupują jakieś stare domy, przerabiają je i....sprzedają. A zaczęło się od remontu własnego, ciasnego, mało wygodnego domu.
    Podobno najlepszym sposobem by kot się nie nudził w domu jest- "dokocenie" domu, czyli wzięcie drugiego kota.
    Miłego dla Was;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę się zastanawiałam nad tym remontowaniem i sprzedawaniem. Nigdy nie jest za późno :). Nie dokocę domu, w którym tak często mnie nie ma. Poza tym Mozart jest wyraźną jedynaczką. To się nie sprawdza wobec wszystkich kotów. Ona woli towarzystwo ludzi, Piesio był wyjątkiem, jego akceptowała w całości i od niego nauczyła się życia ze mną, z nami.
      Uściski i dla Was!

      Usuń
  5. Jadłabym z Tobą. Oczywiście, nie te kotlety, ale tę zupę dyniową, te desery... Ależ mi narobiłaś ochoty tymi zdjęciami! :) A wyjść się nie chce, bo zimno i pada. Śmiać mi się chce z tych włosów w nosie. Moda ma swoich niewolników ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie zupa dyniowa własnego wyrobu była najlepsza. Deser był ostatnią ekstrawagancją w tym roku, bo już niestety za dużo tłuszczu uhodowałam. Teraz czas się odtłuścić :)
      Włosy w nosie, jakieś dziwnie ułożone brzuchy, prześwit między nogami, żeby lotnia mogła przelecieć, albo wargi nadmuchane pod wpływem podciśnienia, włosy pod pachami i na nogach zamiast ogolonych pach i nóg, nadrukowane ślady krwi na bieliźnie hmmmm, tyle tego już było, a ciągle mnie od nowa zadziwia każdy nowy trend...

      Usuń
  6. Iv masz takie życie w ciągłym ruchu. Troszke tu troszkę tam. Jak to robisz? Wszędzie Ciebie pełno i za to Ciebie uwielbiam. Mozarta ściskam. I życzę szybkiego uporania się z remontem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, od tego ruchu to mi się czasem już w głowie kręci, ale widocznie wolę to, niż rutynowe siedzenie w jednym miejscu. Zakładam, że nieźle mi to wychodzi, skoro nadal w tym ruchu pozostaję. :)
      Remont pewnie potrwa do wiosny, nic dziwnego, trzeba zrobić wszystko!
      serdecznie Cię pozdrawiam!

      Usuń
  7. Iwonko, no nie wierzę! Korkowa i okolice znów na tapecie? Cieszę się bardzo :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem wierna moim korzeniom, jak widzisz Iwonko :)

      Usuń
  8. Doklejane włosy w nosie? Obrzydliwe, fuj! Widzę, że przebudowa nowego mieszkania konkretna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślę, że fuj.
      Mieszkanie ma być ładne i spełniać swoją funkcję. A kupiłam kompletnie łyse i puste ;)

      Usuń