środa, 9 sierpnia 2017

Mój sposób na aktywność, czyli orbitrek

Wiele z nas ma pracę zza biurka. Nasze codzienne rytuały nie uwzględniają zbyt wiele ruchu. A bez ruchu to wiadomo, najlepiej tłuszczyk nam rośnie. Oprócz wyjątków ten problem dotyczy już od lat znacznego procenta społeczeństwa. Sport uprawiam od dawna, ale dopiero od ok. 2-3 lat była to forma na tyle regularna, że mogę powiedzieć: chodziłam na siłownię. Potem przyszła przeprowadzka z Warszawy do Bremerhaven, rezygnacja z karnetu, bo i tak nie było czasu na regularne odwiedzanie siłowni. A po problemach z kręgosłupem nie bardzo mogłam nawet pomarzyć o powrocie na siłownię.
Poza tym przy mojej pracy tłumacza wyrwanie się na siłownię, czyli przerwanie pracy, ubranie się do wyjścia przygotowanie torby ze świeżymi ciuchami sportowymi, dotarcie na miejsce, przebranie się w szatni, trening, prysznic, przebranie się do wyjścia, dotarcie do domu, coś do jedzenia, często zabiera tyle czasu, że po prostu tego czasu nie znajduję. Albo znajduję zbyt rzadko. A abonament na siłownię sobie leci i kieszeń obciąża, za to moja frustracja za każdym razem, kiedy nie pójdę na tę siłownię chociaż dwa razy w tygodniu rośnie.
Dlatego w pewnym momencie, kiedy już poczułam się lepiej i zaczęłam już w miarę normalnie czyli w miarę w zdrowym tempie chodzić, jeździć na rowerze, postanowiłam zapewnić sobie jakiś sprzęt treningowy w domu.
PLAN
Przeanalizowałam różne sprzęty treningowe i postanowiłam wybrać spośród nich taki, który spełni moje założenia i który lubię, ponieważ już go wypróbowałam wielokrotnie na siłowni.
Założenia były takie, że 
- musi to być coś, na czym się będę mogła zmęczyć i spocić. 
- będzie to sprzęt, na którym będę mogła ćwiczyć w domu, np. zaraz po wstaniu z łóżka, przed śniadaniem i całym dniem. Albo wieczorem, po całym dniu pracy, jeśli za oknem będzie padało, a ja nie będę miała ochoty iść choćby na spacer.
- sprzęt musi się mieścić w domu być akceptowalny w tym pomieszczeniu, które dla niego wybierzemy.
REALIZACJA
Wszystkie powyższe warunki udało się spełnić, a ja zdecydowałam się na orbitreka firmy Kettler. 
Wpis nie jest sponsorowany, możecie więc być pewni, że będę całkowicie neutralna w moich ocenach. Mój model nazywa się Kettler Situs Cross (3)+ i jest z niego całkiem spory byk. Wchodziłam na kilka z nich w sklepie i ten miał dość duże koło zamachowe, dzięki temu sporą amplitudę kroków, których długość można jeszcze indywidualnie dostosować. 

Zakupu dokonałam już ponad miesiąc temu (24.06.2017 r.), ale nie chciałam o tym pisać, zanim nie okaże się, że jednak z niego korzystam, a nie tylko sobie patrzę albo odwieszam na nim ubranie.
Miałam pewną obawę, że moja początkowa euforia może nie wystarczyć do regularnych treningów. Tak się kiedyś stało, kiedy pożyczyłam od koleżanki rower stacjonarny. Pojeździłam dwa miesiące i potem już tylko stał i łapał kurz.
W tym przypadku tak się jednak nie stało.
TRENINGI
Od pierwszego dnia zaraz po wniesieniu do domu orbiego (brawo tata Mikaela za pomoc!), bo taką ksywkę otrzymał, złożeniu go (brawo mój Mikael!) i ustawieniu w sypialni, przystąpiłam do działania.
Pudło udało się zapakować Mikaelowi do samochodu korzystając z pomocy sprzedawczyni z tutejszego Decathlonu. Ja mam absolutny zakaz dźwigania. 
Wniesiony do sypialni.
W tle specjalnie pod niego zakupiony dywanik, żeby mieć byka na czym postawić. Te sportowe z pianki nie nadawały się do nas, kot by je podrapał, bo uwielbia drapać takie materace i wyglądałoby to żałośnie po kilku dniach.
Praca w toku.
Tak wyglądał po złożeniu.
Był poranek 26. czerwca 2017 r. Wiedząc, że czeka mnie wtedy wyjazd do Polski na dłuższy czas, postanowiłam wykorzystać cały dostępny mi wtedy czas i rozruszać się na całego. Podliczyłam, że od samego początku, czyli od 26 czerwca do 8 lipca trenowałam codziennie, no może jeden dzień mi wypadł. Czyli 13 dni treningowych dość intensywnego, jak na mnie w mojej początkowej formie cardio.
Żeby nie przesadzić, nie przeciążyć się i nie dostać kontuzji, wybrałam na początek opcję treningów bez obciążenia. Mój model i tak jest dość duży, co sprawia, że trening podstawowy i tak jest bardziej obciążający, niż na mniejszych rozmiarami modelach.
Zaczęłam od 20 minut, a chyba po trzech dniach stwierdziłam, że mogę pochodzić 30 minut i 4 km. Ten rytm zachowałam na początek do końca pierwszej serii treningów.
Okoliczności dodatkowe też mają dla mnie znaczenie.
Dzięki temu, że sprzęt stoi przed oknem na ogród, mam z niego przyjemny widok podczas ćwiczeń.
Co ma niemałe znaczenie, w komodach i szafie obok mam wszystkie ciuchy, przebieranie jest więc bardzo szybkie.
A potem można odpocząć i chwilę odtajać przed prysznicem wygodnie na dywanie.
Mój orbitrek ma wygodny duży wyświetlacz, na którym jest licznik czasu, liczba pokonanych km, średnie tempo i automatyczny czujnik tętna, który jest średnio dokładny, ale na moje potrzeby wystarcza. W razie chęci dokładniejszego pomiaru można (muszę to sprawdzić) połączyć urządzenie z dodatkowym pulsometrem, który już posiadam na stanie, ale do tej pory bardzo rzadko używałam.
To na górze to półeczka na ewentualną książkę czy tablet lub czytnik, tak więc można włączyć film czy muzykę, albo książkę i dawaj do przodu.
Ja przeważnie rano próbuję złapać moją psiapsiółę i pogadać, w tym celu mam telefon podpięty na słuchawkach, ale w przyszłości być może też będę korzystać też z tego udogodnienia.
Fotografowanie się bezpośrednio po treningu: widać zmęczenie na twarzy, ale przecież o to w końcu chodzi.
A tu zdjęcie kilka minut po już w fazie łapania pierwszego oddechu, nazywam to odtajaniem.
Ale twarz i ciało nie kłamie: jest pot i krew pod skórą, czasem w chwilach niemocy bywają też i łzy.
Zaraz po treningu lecę pod prysznic, a potem do kuchni przyszykować sobie śniadanie.
DALSZY PLAN
Co teraz? Jaki mam dalszy plan?
Moja podróż z PL do DE tym razem obfitowała w nieprzewidziane wydarzenia, o czym możecie przeczytać w części pierwszej i drugiej odpisu mojego powrotu. Tak więc doszłam do siebie dopiero po kilku dniach i dopiero wtedy zdecydowałam się znów wejść na orbitreka i powrócić do treningów.
Powoli jednak znowu wchodzę w rytm ćwiczeń. Ale teraz trenuję co dwa dni. I kiedy mogę wsiadam na rower.
PODSUMOWANIE
Dla mnie orbitrek to doskonały sprzęt na rozruszanie się po przerwie w treningach i na poranny (każdy) rozruch. Trening nie obciąża stawów tak jak zwykłe bieganie, najczęściej w okolicy po betonie lub chodnikach.
Miałam szczęście, że w mieszkaniu mojej przyjaciółki Justyny, gdzie znów mieszkałam ostatnio w Warszawie, właśnie w pokoju jej córki, gdzie spałam, też stoi orbitrek. To trochę mniejszy model od mojego, toteż obciążenie też mniejsze.
Ale i na takim sprzęcie można zrobić trening i się spocić, z tym że bez obciążenia na nim nie czułam za bardzo treningu. Można też pójść w szybkość, wtedy też będzie wysiłek, który się opłaci dla ciała i dla duszy.

MOJA OCENA ORBITREKA firmy KETTLER
Polecam go tym wszystkim osobom, które mają na niego miejsce w domu (bez tego się nie obejdzie) i podobny tryb pracy w domu do mojego z niezbyt przewidywalną liczbą wolnych godzin w tygodniu.
Treningi można sobie planować ze zwiększającym się stopniowo obciążeniem, albo robić gotowe programy dedykowane na różne typy pracy, np. trening interwałowy. Można też zaprogramować sobie swój indywidualny trening.
Jak napisałam, u mnie na razie obowiązuje tryb podstawowy, żeby się rozruszać. Ale już w tym trybie mogę śledzić czas treningu, pokonaną odległość, bieżącą prędkość, puls, obciążenie, spalone kilodżule. Zwykle jednak wpisuję trening do programu aktywności sportowej na smartfonie i aż tak się tymi danymi nie przejmuję. Pilnuję dystansu i czasu. Widzę w nich już jakiś postęp w tym zakresie.

PODSUMOWANIE
PLUSY:
1. cicha praca
2. dokładność i powtarzalność ruchów
3. wyraźny duży wyświetlacz
4. wysoka jakość wykonania
5. cena w promocji
6. możliwość ustawienia różnych programów treningowych

MINUSY:
1) spore wymiary, trzeba mieć miejsce w domu, żeby wstawić tak duży sprzęt.
2) A tym modelu niestety nie ma miejsca na wstawienie butelki, w modelach w fitness klubach zawsze jest.
3) Do treningów w domu potrzebna jest dostatecznie silna motywacja.

Naprawdę ważny jest ten ostatni punkt. Jeśli nie umiesz się sama/sam zmotywować do treningów, idź lepiej poćwiczyć do klubu, to lepszy pomysł, patrzenie na trening innych też mobilizuje. Od samego zakupu bez treningów nawet najlepszy sprzęt nic ci nie da.
Mnie udało się kupić ten sprzęt za cenę o 100 EUR niższą od standardowej (tak go przynajmniej reklamowali). Podczas poszukiwań orbitreka zauważyłam, że różne firmy mają sporo promocji na te czy inne modele, szukaj a zawsze znajdziesz coś dla siebie. I jeśli nie musisz mieć najnowszego modelu wyposażonego we wszystko, co akurat jest nowością na rynku, zawsze dasz radę kupić sprzęt w akceptowalnej cenie.
A jak Wy organizujecie sobie aktywność? Chodzicie do klubu? Trenujecie w domu? Czy może wybieracie aktywność na świeżym powietrzu? Podzielcie się Waszymi metodami w komentarzu.

21 komentarzy:

  1. A co z ćwiczeniami na wyrobienie gorsetu mięśniowego, czyli mięśni podtrzymujących Twój kręgosłup?
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na orbitreku ćwiczę też ramiona, a więc i mięśnie okrężne kręgosłupa. Co do innych masz rację, poradzę się mojego fizjo.

      Usuń
  2. Ja mam taki maly stepper, ktory moge wsunac pod lozko, bez wypasow, ekranow, programow i podporki na telewizor. Tez dziala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mniejszej powierzchni też bym sobie wolała sprawić stepper, o ile bym na nim chętnie ćwiczyła. Bo chęć i mobilizacja są w tej zabawie najważniejsze. :)

      Usuń
  3. Czasami zastanawiam się po co ludzie kupują takie urządzenia.
    Potrzeba ruchu czy chęć posiadania formy ?
    Co u Ciebie decyduje?
    Masz problemy ze zdrowiem, więc czy wolno.
    Pytania, bo ja może dlatego ,że mam zupełnie inny tryb życia.
    Ja jestem cały czas w ruchu.
    Schody góra dół na 3 poziomach czyli piętrach.
    Codzienne jazdy na rowerze, bo nie mam samochodu i nie chcę mieć.
    Pływanie pod żaglami również jest to niezły fitness ,
    bo na początku wszystkie mięśnie mnie bolały.
    U mnie jest ciągły ruch.
    U Ciebie jest siedząca praca. Tak to rozumiem.
    A swoja drogą zaciekawiło mnie te urządzenie,
    czy dałabym rady :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Forma jest tylko wtedy, kiedy ludzie się ruszają. Ty pewnie, skoro jesteś w ciągłym ruchu, masz dobrą formę i nie masz potrzeby ruszać się jeszcze dodatkowo w domu. Dla mnie, przy pracy siedzącej ta potrzeba istnieje i to jest silna. Często po paru godzinach przesiedzianych przed ekranem komputera marzę tylko o tym, żeby gdzieś wyjść i wtedy biorę rower i kręcę się po okolicy lub idę na spacer. Ale żeby się spocić, potrzebuję już czegoś do pomocy. Jak pisałam powyżej próbowałam chodzić na siłownię, ale trzeba znać swoje granice. Skoro wiem, że do końca tego roku mam tyle a tyle dni, kiedy mnie nie będzie na miejscu, to po co kupować karnet. Nie lubię marnotrawstwa pieniędzy. Dlatego wybrałam urządzenie, które będę wykorzystywać jeszcze za kilka lat :).
      Poprzednio też poruszałam się po 4 poziomach (parter, dwa piętra i piwnica), a mimo to ruchu było za mało. Pływania pod żaglami mogę tylko pozazdrościć, ale dla mnie to zawsze było finansowo dość mocno obciążające, dlatego nie za często pływałam. Jeśli macie własną łódź, to co innego, są tylko koszty portów i koszty zimowania oraz konserwacji.
      No i ja nawet na łódce potrafiłam przytyć, ruchu tam było dla mnie jednak za mało. :)
      Musiałabyś spróbować. Ja na siłowni zawsze od tego urządzenia zaczynałam i często na tym kończyłam moje zajęcia sportowe. Dlatego wiedziałam co i po co biorę. I tak pewnie w końcu wrócę na siłownię, ale cardio już zawsze będę mogła zrobić w domu :)
      pozdrowienia

      Usuń
    2. Taki sprzęt to świetna sprawa w twoim przypadku.
      Ja mam fitness na okrągło i inny tryb życia.
      panowie mają jakąś siłownie w domu, ławeczka hantle,
      ale to nie dla mnie :-)))
      A twój rower bardzo mi się podoba.
      Pozdrawiam :-)

      Usuń
    3. No właśnie, dziś rano nie miałam siły zrobić treningu, ale zrobię go na wieczór ok. 22, o tej porze przeważnie siłownie już są zamknięte. A ja - wskakuję na orbiego i robię swoje :))

      Usuń
  4. U mnie to ostatnio masakra. Generalnie wole na swiezym powietrzu, ale nie idzie mi w tym roku. Od dawna mysle o takim orbitreku, ale boje sie ze nie bede uzywala. Chlop ma rower stacjonarny, wiec jak nie ma dobrej pogody to jezdzi w domu. Chociaz orbitrek byloby chyba dla niego lepszy, bo ma problem z kregoslupem a na rowerze tylko nogi pracuja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dla mnie rower jest za mało obciążający na resztę ciała. Na same nogi to mi nie wystarcza. Przy tym pracują i ramiona i cały korpus (przekręca się), o ile oczywiście trzymamy ręce, gdzie trzeba.
      Powiem tak - nie mam innego wyjścia, bo widzę, że coraz trudniej mi gubić te nieszczęsne tłuszczyki :), a z wiekiem raczej lepiej nie będzie.
      Mam nadzieję, że udoskonalę jeszcze metodę na siebie. Będę o tym pisać. :)

      Usuń
  5. Klik dobry:)
    Moja metoda nie jest żadną metodą. Nie lubię wszelkich tego typu urządzeń i nie potrafię zrozumieć, po co są na nich liczniki i jakieś wyświetlacze? Czy to jest potrzebne do szczęścia czy do księgowości? ;) :) Preferuję ruch i "ćwiczenia" innego rodzaju. Szaleńcze tańce, marsze po zakupy i biegi na przystanek autobusowy /co oczywiście oznacza brak samochodu/, schody a nie winda, turystyka, ale taka bez meleksów dowożących na plażę odległą o 50 metrów od hotelu. Nigdy nie potrafiłam zrozumieć np. ludzi na wakacjach leżących 10 godzin z drinkami i lodami na leżaku przy basenie, a potem idących katować się na siłownię. Z ćwiczeń, które można ćwiczeniami nazwać, to może być ewentualnie pływanie, skakanka i parę rozciągających "akrobacji" po przebudzeniu lub przy myciu ze stołka żyrandola.

    Nie oznacza to jednak, że ganię ludzi korzystających z tych różnych urządzeń i wynalazków do chodzenia w miejscu, pływania na sucho i biegania na stojąco. Co kto lubi i co kto może...

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wakacjach raczej rzadko udaje mi się przeleżeć dzień nad basenem przy hotelu, a nawet pół dnia. Zawsze chodzę na spacery. Zawsze też staram się pływać ile można. Na zakupy od lat jeżdżę na rowerze, ale na dłuższe odległości czy po cięższe zakupy wybieram się jednak samochodem, bo dźwigać nie mogę.
      No i niestety nie wystarczają mi ćwiczenia rozciągające.
      Każdy robi co może, żeby czuć się komfortowo. Jeden potrafi wyciągnąć maksimum ruchu podczas zwykłych czynności w ciągu dnia, ktoś inny musi w tym celu wsiąść na innego rumaka, jak orbitrek czy na wiosła :).
      Poza tym bez specjalistycznych urządzeń na poszczególne partie mięśni naprawdę masz małe szanse na wyrobienie tych mięśni. No chyba, że harujesz cały dzień na budowie, to wszystkie mięśnie uruchamia :).

      Usuń
    2. Podczas pływania zostają zaangażowanie wszystkie partie mięśni. A na kręgosłup nie ma nic lepszego od pływania, ponieważ wzmacnia ono przede wszystkim mięśnie grzbietu i głębokie mięśnie pleców, które trzymają człowieka w pionie. A dodatkowo pływanie koi i relaksuje, to po co się katować i wyciskać poty na siłowniach? Lekarz, który twierdzi inaczej, jest według mnie reklamodawcą jakiegoś urządzenia lub siłowni.

      Usuń
    3. Zdaję sobie sprawę z dobroci płynących z pływania, ale mam z tym ten sam problem, co z siłownią: trzeba mieć na to regularnie czas. Wyjść, przebrać się, popływać, wrócić.
      I jeszcze do tego nie mieć problemów z zatokami (mam od lat).
      Żaden lekarz nie zalecał mi siłowni, to ja sama uznałam, że za jakiś czas będę tam ćwiczyć te ćwiczenia, na które będę miała przyzwolenie mojego fizjoterapeuty.

      Usuń
  6. Ja takich rzeczy nie lubię - mam stepper, miałam rower stacjonarny, ale nie korzystam, właściwie tylko sie obecnie kurzy. Lubię skakanke i hula - hoop, taki z obciążeniem, świetna zabawa. Jedyny sport, który moge uprawiać bez ograniczeń, do upadłego, z rozkosza i dziką satysfakcją to sa narty, co tez każdej zimy uskuteczniam. Spacerow i chodzenia wręcz nienawidzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać każdy lubi coś innego. Od dawna nie jeździłam na nartach, a żałuję. Ciągle odkładam i tak z roku na rok. Mój rowerek poprzednio też się kurzył, ale orbi o dziwo - jest w użyciu nadal :).
      Spacery uwielbiam, od kiedy znów mogę łazić na dłuższe dystanse. Ale nadal jeszcze czuję efekty mojego "dysku", więc i tak póki co 6-7 km i jestem dętka. :)
      pozdrawiam

      Usuń
  7. I super, że masz orbiego. To przydatna rzecz. Orbiego nie mam ale jest rowerek. W leci prawdziwy w zimie stoi w mieszkaniu rodziców.
    No i jeszcze te chęci... hihihih.
    pozdrawiam i samych pozytywnych rezultatów życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orbi pozwala poćwiczyć wtedy, kiedy nie daję rady pójść nigdzie indziej. Oczywiście najchętniej jeżdżę na rowerze, ale nie zawsze się da, albo nie zawsze się chce. :)
      Tobie też powodzenia!

      Usuń
  8. nie mam miejsca niestety a i wszyscy mi odradzali rowery stacjonarne i orbitreki, ale i mam pola dokoła i łażę z kijami albo z psem)) i też można się spocić, minusy przychodzą jesienią i zimą, aura fatalna to i chodzić się nie chce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Posiadanie miejsca jest oczywiście warunkiem koniecznym. Pola czy lasy dookoła to świetne miejsce na kije (ja tego z kolei nigdy robić nie będę) czy spacery z psem... No ale właśnie przy fatalnej aurze.
      Jestem dość odporna na to, co mi doradzają "wszyscy", bo to nie oni żyją w mojej skórze i nie oni będą potem sobie musieli radzić z konsekwencjami. Najwyżej rozważam te argumenty ale jeśli mi nie odpowiadają, i tak robię to, co uważam za słuszne. :)

      Usuń
  9. Leniuchuję :-) Był taki czas, że chodziłam regularnie do klubu - była siłownia, ćwiczenia na tych dużych piłkach, rzeźba sylwetki, aerobik, teraz mi wolno tylko pilates lub jogę. Na pilates miałam chodzić od jesieni ubiegłego roku, ale pod koniec wakacji plany pokrzyżował mi krztusiec, który długo nie chciał mnie opuścić. Może teraz spróbuję od września. W domu mam Vitarid-R - kupił go sobie mój ojciec, żeby poprawić swoją kondycję po udarze, ale że ma jednostronny niedowład, to ciężko mu na tym pedałować, więc sprzęt zbiera kurz, bo i ja na nim już nie "jeżdżę".

    OdpowiedzUsuń