sobota, 29 lipca 2017

Gościna u Eli, Rafała i kotów

Kiedy człowiek nie ma innego wyjścia, robi się bardzo kreatywny w wymyślaniu rozwiązań. Tak było i w moim przypadku, kiedy już nie mając w Warszawie swojego domu, musiałam spędzać tu długie tygodnie. Opisałam Wam już poprzednio, jak to się stało, że tak często bywam w Polsce i dlaczego nie mogę podziać się ot tak po prostu u mamy.
Opowieść przerwałam w miejscu, kiedy zapytałam Elę, czy mogę się zatrzymać u niej.
Jak wynika z tytułu, i ona wraz ze swoją rodziną przygarnęła mnie pod swój dach, czyli do pokoju gościnnego, będącego w ciągu dnia roboczym gabinetem Rafała i pokojem telewizyjnym.

ELA
Ela mieszka w pięknym, przestronnym i słonecznym mieszkaniu z Rafałem i kotami.

Widoki na panoramę miasta zapierają dech w piersiach. Serce wprawdzie czasem nieco przystaje od odgłosów z ulicy. Ale to ścisłe centrum miasta. Tak musi być tuż nad linią tramwajową, szlakami autobusów i ruchliwą jezdnią.
Powyżej niektóre z pierwszych zdjęć, które zrobiłam u Eli w mieszkaniu, pomagając im podczas przeprowadzki przewozić rzeczy.
Do niedawna Ela i Rafał mieszkali jeszcze z trzema kotami. Niestety kilka dni temu po długiej chorobie zmarła jej wspaniała kotka, wieloletnia towarzyszka życia, autorka bloga i kochane stworzenie Mechatek. Mechatek była bardzo niezwykłym kotem, zawsze bardzo kontaktowa, przymilająca się i domagająca pieszczot i smakołyków. A jednocześnie bardzo malutka, ale taka, że nie dało się jej nie zauważyć. Poza tym nie każdy kot potrafi pisać bloga, a ona została Autorką bloga Mechatki
Mechatek - Sylwester 2014 r.
Teraz Ela i Rafał mieszkają już tylko z dwoma kotami, New i Leeloo.
Moja ulubienica New, kot mejnkun, jak pisała Mechatek, skradła całkowicie moje serce po tym, kiedy przyszła do mnie od razu po wprowadzeniu się do Eli. Kiedyś, pamiętam ją z tych czasów, New była bardzo płochliwym kotem, prawie niezauważalnym w domu, tak szybko się chowała i wychodziła tylko na chwilę obejrzeć z daleka, któż to przyszedł i czego chce. Większość obowiązków towarzyskich wypełniała wtedy Mechatek.
Ostatnio, podobno od czasu, kiedy New skończyła 7 lat, jej zachowanie się zmieniło. Teraz garnie się do ludzi, każe się miziać i głaskać. A może poczuła się odpowiedzialna za zabawianie gości, skoro Mechatka nie ma już w tej roli. Kto to wie.



W każdym razie ja tę zmianę w zachowaniu New, która od początku mnie fascynowała swoją wielkością i futrem, powitałam z wielkim zadowoleniem.
Na dowód New w różnych przymilnych sytuacjach.

Ponoć jeden z kocich afrodyzjaków to stopy. Zgadza się. Czułam się prawie jak na masażu tajskim, takim lekkim jak piórkiem.
New sypia często na drapaku, który stoi w pokoju gościnnym, w którym spałam i ja.
Koty lubią się układać na świeżo pościelonym łóżku.
Urocza, czarna, lśniąca Leeloo też domagała się pieszczot, przymilała i próbowała wymóc trochę uwagi dla siebie. Ten wspaniały kot został przygarnięty przez Elę z warszawskiej Koterii i dołączony do stada jesienią trzy lata temu.
Leeloo jest kotem mającym coś z historycznego Reytana. Jeśli już układa się na ziemi, to zawsze w takim miejscu, że nie ma sposobu jej ominąć. Nie schodzi z drogi, wprost przeciwnie, ustawia się w charakterze spowalniacza drogowego. Tak więc przechodząc gdziekolwiek trzeba przez nią przejść. Nie zdarzyło się, żeby poszła gdzieś w kąt. Jej miejsce jest zawsze w centrum wydarzeń. Jest bardzo towarzyska i miła. Lśni się cała, aż oczy bolą, tak błyszczącą ma sierść.
Na mnie, na moich ubraniach i torbach znajduje się zapach Mozarta. Może być też trochę zapachu kota mojej Córki Ferenca.
Koty Eli doskonale wyczuwały te zapachy. Wąchały i patrzyły mi w oczy, jakby zadając pytanie: 
- A k(o)to t(k)o(t)?
Tu w akcji Leeloo.


KWIATY
Oczkiem w głowie Eli, oprócz kotów, są jej rośliny, czyli kwiaty. Nie zdziwiłabym się, gdyby przy mojej kolejnej bytności u Eli za kilka miesięcy, a może rok, jej mieszkanie zaczęło przypominać zieloną dżunglę amazońską, a do kuchni być może przyjdzie przebijać się meczetą pomiędzy kłączami bluszczu, w międzyczasie tak mocnego jak liany. Nie miałabym nic przeciwko, żeby po tych lianach skakał jakiś przystojny ładnie umięśniony Tarzan, jakby co.
Niestety nie ma co liczyć na papugi i kolibry, koty raczej by wytrzebiły fruwające towarzystwo.
Już teraz Ela cieszy się pokazując z dumą spod bloku swoje kwiaty widoczne z dołu w oknach mieszkania. W każdym razie ona kocha rośliny, a rośliny odwzajemniają tę jej miłość ślepo i z pełną siłą.
U niej zakwitają nawet kupione w sklepie krzaczki bazylii!
Za mojej bytności Ela zapodała na parapet zioła. Nie te, co myślicie, te dodawane do posiłków. Tak, te legalne.
Proszę bardzo, przedstawiam od lewej:
lubczyk, tymianek, rozmaryn, bazylia, mięta, a na końcu ten taki wysoki kwiat to alokazja.

Pewnego dnia Ela zauważyła, że zakwitł jeden z jej kwiatów. Ten przedostatni wysoki, niestety przerasta mnie zapamiętanie nazwy tego kwiatu. A Ela jest z nimi wszystkimi po imieniu, chapeau bas!
Kwitnąca alokazja Eli
Ten kaktusowaty poniżej ma bardzo modne kolory, to właśnie kobiety noszą na włosach w tym sezonie. Miałam podobne kaktusy w moim ogrodzie w moim poprzednim domu.
Eszewieria
I jeszcze kilka zdjęć New, mojej faworyty. Jest tak dostojna, że nic tylko patrzeć i podziwiać jej grację i wdzięk.
Tu właśnie postanowiła skoczyć na półkę, co udało mi się złapać w obiektyw. Oto 2/3 kota podczas skoku.
Ulubiona półka na drapaku.
Mościmy się ...
Układamy .. (trochę to dla mnie za małe, ale doceniam wysiłek, w końcu jestem kotem, to się zwinę).
No proszę i jeszcze mizianie w komplecie... zamruczała mrrrrrr
Jeszcze za lewym uchem, trochę z tyłu, oooo ......... tototototo!
Elu, Rafale i Dziewczyny, czyli New i Leeloo bardzo Wam dziękuję za przyjęcie mnie pod Wasz dach i za gościnę. 
Fajne też były te nasze długie rozmowy, na które wreszcie miałyśmy więcej czasu.
A już na pewno nie zapomnę Twojej opowieści o tym, jak postanowiłaś zrobić Dziadkom niespodziankę. :)

20 komentarzy:

  1. Koty są boskie, a drapak rzeczywiście odrobinę za mały :-)))
    Lubię "maincony" bo takie duże :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla New te półeczki wydają się faktycznie stanowczo zbyt małe, ale i ten maincoon jest szczególny. :) Tego kota uwielbiam, chyba właśnie ze względu na jego nieprzeciętną wielkość. Ale i to, że sam do mnie przychodzi się łasić i miziać też mnie jeszcze bardziej urzekło. :)

      Usuń
  2. Podczytywalam Mechatka, zaiste Kot przez duze K.
    Przerazaja mnie mieszkania przy ruchliwych ulicach, im jestem starsza, tym wiecej ciszy i spokoju potrzebuje, tym bardziej chce mi sie na wies i odludzie.
    A ktory to z kotow byl uprzejmy osikac Ele podczas przeprowadzki, bo nie pamietam? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie Mechatek była kotem niezwykłym do tego piszącym. Brakuje jej tam, jeszcze się z nimi przeprowadzała dwa miesiące temu. Ech ...
      Dla mnie też takie miejsce przy ruchliwej ulicy byłoby zbyt głośne, ale oni lubią mieć wszędzie blisko :)
      Kot który olał to była Reszka, kotka z którą Ela spędziła kilkanaście lat i odeszła niestety niedługo po przeprowadzce do Warszawy. Bardzo mądry i groźny kot obronny (wobec obcych, ale samemu trzeba było uważać na jej zęby i pazury).
      Leeloo podobno jest do niej bardzo podobna z umaszczenia, bo nie z charakteru.

      Usuń
  3. Postanowiłam wrócić do świata żywych, o czym niniejszym informuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo się cieszę, że jesteś i że zajrzałaś też do mnie poinformować! :)

      Usuń
  4. Bardzo mi miło gościć u Ciebie na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak się nawzajem gościmy, tyle że moja gościna u Ciebie była nieco bardziej fatygująca. :)

      Usuń
    2. E tam, fatygująca... Było bardzo fajnie. Cieszę się, że u nas trochę pomieszkałaś.

      Usuń
  5. imbir fajnie się przyjmuje w doniczce... byle tylko w miarę świeże kłącze kupić i wychodzi sympatyczna roślinka...
    o kotach nie napiszę nic... bo jak zacznę, to... sama zresztą wiesz, o kotach mogę bez końca...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się pomysł z imbirem, na pewno spróbuję !

      Usuń
    2. Dla mnie ten imbir to też nowość Piotr, ale jeśli ma się ten imbir gdzieś udać, to u Ciebie Elu. :)

      Usuń
  6. Co za mili ludzie - Ela i Rafal. A koty piekne i fajne zdjecia im zrobilas, ten skok w powietrze imponujacy. Podziwiam ziola na parapecie, pieknie i pozytecznie miec zielonosc w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oboje są bardzo serdeczni i wspaniali. Było mi tam po prostu dobrze i wygodnie. :)
      Jak dotąd nie znałam Eli aż tak dobrze od strony roślinnej, ten pobyt otworzył mi oczy, jaki jest jej stosunek do roślin. I sama chyba trochę zmieniłam własną perspektywę.
      Zieloność dodaje romantyzmu, oddechu i łączności z przyrodą.
      Pozdrowienia serdeczne droga Marigold

      Usuń
  7. Wprosiłabym się do takiego mieszkania na kawę. Cudowne, pełne dobrej energii miejsce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, w sumie po raz nie wiem który stwierdzam, jak wiele mam szczęścia, że mam wokół siebie i dla siebie takich wspaniałych ludzi jak Ela, Rafał i pozostali przyjaciele opisaniu w poprzednich postach!

      Usuń
  8. Ale kita! I kicia, a raczej kicie. Fajną miałaś kwaterę :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobrze mieć przyjaciół, a Ela dobry człowiek jest :* śliczne kocie fotki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba najwspanialszy komplement, jaki można mi podarować :)

      Usuń