sobota, 23 czerwca 2018

Amsterdam od strony wody

Można poznawać Amsterdam na wiele sposobów. Tym razem opowiem Wam o tym, co spodobało mi się najbardziej.
Bywałam w wielu miastach, gdzie jednym z lajtmotivów była woda. Sama mieszkam nad morzem. Ale kanały Amsterdamu to osobna forma życia. Bez nich to miasto nie miałoby krążenia, nie oddychałoby.

środa, 20 czerwca 2018

Trzy dni w Amsterdamie, dzień drugi - muzea

Witajcie ponownie w Amsterdamie.
Chcecie więcej? Powiedzieliście poprzednio, że chcecie, więc tym razem nie będę sobie żałować.
To teraz pochodzimy i popływamy sobie po Amsterdamie. Trochę powłóczymy się po tutejszych uliczkach, popatrzymy na wieczorne widoki (bo w dzień przecież pracuję).
Naszą wycieczkę zaczniemy od jednego z najbardziej rozpoznawalnych symboli Amsterdamu: każdy chyba kojarzy jego liczne kanały Amsterdamu. Tworzą je rzeka Amstel i kanały: Herengracht, Keizersgracht i Prinsengracht.
Nie rozpoznaję ich wprawdzie, ale mają bardzo pięknie brzmiące po holendersku nazwy.
Kanały tego miasta to jeden z moich ulubionych widoków. Poczęstuję Was więc większą ilością wodnych zdjęć.

wtorek, 19 czerwca 2018

Amsterdam i Green Tech 2018

Pojawić się w mieście z moich marzeń, ale do pracy i to na zepsutej nodze, to ironia losu.
Nie oczekiwałam zbyt wiele, nastawiałam się na całodzienną pracę. Targi dla wystawców to najczęściej prawdziwa harówka. W dodatku w nowej firmie. W dodatku z udziałem wszystkich nowych ludzi. W dodatku w obecności szefów. I do tego jeszcze, kiedy przeważnie zamiast szprechać swobodnie w dobrze znanym sobie języku jesteś zmuszona spikać na fachowe po angielsku, a chwilami nawet parlować po francusku. Z tym ostatnim to w ogóle u mnie porażka, bo znam tylko żetę i żeneparlefrąse.
Za to angielski prześladuje mnie od lat, czyli ja próbuję się go nauczyć, ale zawsze najwyżej po roku nauki tego języka w moim życiu występują przełomowe wydarzenia.
W każdym razie przeważnie przyszło mi rozmawiać z gośćmi na targach właśnie w tym języku. A że byłam pierwszy raz, a angielski nie jest moim najmocniejszym punktem programu, toteż starałam się jak najwięcej słuchać i uczyć się kolegów, którzy są w firmie już od lat.

Pytali mnie już niektórzy na blogu albo na fejsie, jakie to były targi. GreenTech 2018 (dopisek: Horticultures Forefront oznaczał, że prezentowano tam najnowszą wiedzę i rozwiązania w dziedzinie ogrodnictwa), czyli targi rolnicze, odbywające się cyklicznie w Amsterdamie. 

sobota, 16 czerwca 2018

Trzy dni w Amsterdamie, przyjazd

Kiedy kilka miesięcy temu dowiedziałam się, że mój nowy pracodawca planuje targi w Amsterdamie, z jednej strony się ucieszyłam, bo nigdy wcześniej nie byłam w tym mieście. A z drugiej trochę się zmartwiłam, bo zwiedzanie miasta po kilku godzinach pracy na targach to przeważnie mission impossible. 
Raczej liczyłam się z tym, że przyjdzie mi całe dnie pracować, a popołudniami będziemy mieli spotkania robocze, wieczorami służbowa kolacja a potem szybko do łóżka, żeby się wyspać na następny dzień i mieć siłę do pracy. Tak to zwykle wcześniej dla mnie wyglądało, kiedy jeździłam jeszcze na targi jako tłumacz.
Tym razem nawet w poniedziałek w dniu wyjazdu miałam jeszcze sporo pracy. Tym bardziej, że w sobotę wróciłam z Warszawy i za mną było 1000 km w samochodzie. Z Bremerhaven do Amsterdamu już tylko ok. 370 km, ale i tak jeden dzień na regenerację (niedziela) to było mało.
Tego dnia normalnie pracowałam, robiłam przelewy, siedziałam nad dokumentami i prowadziłam korespondencję.
Na ostatnią chwilę załatwiałam też wizytówki, o których wcześniej zapomniałam. Czyli opracowałam wzór i wysłałam do biura w siedzibie centrali, potem szef przywiózł je ze sobą na targi. Udało się, chociaż szef dotarł na drugi dzień i pierwszego dnia musiały mi wystarczyć robocze wizytówki wydrukowane w czarno-białej wersji na zwykłej kartce papieru, które zrobiłam sobie sama na wszelki wypadek.
Potem okazało się, że muszę jeszcze umyć samochód. Przejazd Warszawa-Bremerhaven pozostawił na nim grubą warstwę owadów, które pozostawione na lakierze niszczą go i nie da się tych śladów potem skutecznie domyć.
Myłam auto w sumie dwukrotnie i dopiero za drugim razem udało mi się doprowadzić je do użytku.
Zatankowany, umyty i załadowany rzeczami samochód wytoczyłam na trasę o 18. Do przejechania miałam około 4 godzin.
Przy czym nadal nie nauczyłam się pakować w jedną małą walizkę nawet wyjazd na trzy dni. Chciałam zabrać trzy pary butów, licząc na to, że ponoszę chociaż przez dwa dni eleganckie buty na wyższym obcasie. W jednych nawet udało mi się wytrzymać jeden dzień.
Dojechałam wieczorem i zameldowałam się w hotelu. Największą ochotę miałam paść do łóżka, ale okazało się, że przez nieporozumienie dostałam klucz do pokoju, który już był zajęty przez dwóch kolegów. Musiałam więc pójść do kolegów do pokoju, wyciągnąć stamtąd jednego z nich, żeby uzgodnił sprawy hotelu, bo to on zamawiał nam hotel, żeby sprostował pomyłkę. Potrzebowałam też pomocy kolegów przy wnoszeniu moich piętnastu toreb. Od czasu problemów z plecami pakuję się na wyjazdy w szereg mniejszych toreb, bo na raz mogę podnieść ciężar maksymalnie do 5 kg, rzadko coś cięższego.
Koledzy bardzo uprzejmie i grzecznie pomogli, ale wypadało spędzić z nimi jeszcze godzinkę i się czegoś napić, więc zeszło się w sumie do północy.
Pokój w hotelu Apollofirst Boutique w Amsterdamie przywitał mnie pięknym wystrojem i od razu zrobiło mi się ciepło w duszy, że spędzę tam najbliższe trzy noce. 
To zdjęcie powstało następnego dnia rano, przed wyjazdem na targi.

czwartek, 7 czerwca 2018

Migrena i inne zajęcia w podgrupach

MIGRENA
Migrena moja stała towarzyszka. Znamy się od lat, ale mimo to wcale się nie polubiłyśmy.
Migrena czyli silny ból głowy dopada mnie najczęściej po przebywaniu kilku godzin przy włączonej klimie. Albo w początkach przeziębień. Bywa też towarzyszem pierwszych dni okresu. Zdarza się też przy silnym stresie - czy to w sprawach zawodowych, czy prywatnych. Najczęściej kiedy czuję utratę kontroli nad częścią mojego życia. A najgorsza jest ta od zatok. Kiedy mnie przewieje, albo kiedy przypadkiem pobędę trochę za długo w przeciągu - na przykład zapomnę, że mam otwarte okno w sypialni i siądę w gabinecie i popracuję tam kilka godzin też przy otwartym czy uchylonym oknie. A przecież w lecie przeważnie wszystkie okna mam co najmniej uchylone.
Kiedy już czuję, że nadchodzi, to jest dobry moment, żeby wziąć środki przeciwbólowe. Nie ma na co czekać. Im dłużej pozwolę jej się rozgościć w moim ciele, tym gorzej dla ciała.
Niestety wczoraj mimo całego popołudnia spędzonego w osłabieniu, kiedy miałam siłę po pracy tylko polegiwać, i ledwo co ugotowałam sobie obiad, nie wzięłam proszków. Może liczyłam, że odpoczywając dam możliwość samoczynnej regenreacji. Jednak tym razem się nie powiodło.

piątek, 1 czerwca 2018

Suspens w kuchni, czyli jak zaskoczyć gości

Nowa kuchnia w warszawskim mieszkaniu wyszła ślicznie, producent się naprawdę przyłożył, a montażyści się wywiązali na tip-top.
Ale żeby nie było tak zwyczajnie, jak u innych normalnych ludzi, to u mnie na koniec instalacji nastąpił moment znanego z kina akcji suspensu, czyli element zaskoczenia i nagłego zwrotu akcji.
Bo widzimy oto tę moją nową kuchnię, wszystko niby ułożone, szafeczki jedna w drugą jednakowe, równiutko zamontowane i na błysk, szuflady na jednej wysokości, uchwyty jak się patrzy co do milimetra też.
No i oczekujemy, że po włączeniu urządzeń do uszu popłynie nam lekki jak mgiełka i cichy szmer nowoczesnego AGD, ledwo co zakłócający nam odbiór reszty eleganckiego dizajnu, jednocześnie śmiertelnie skutecznie wciągający i wypluwający w siną dal wszelkie kuchenne wyziewy. Właściwie do całości pasowałoby, gdyby w tle popłynęła Wiosna Vivaldiego, albo jakaś muzyka relaksacyjna. Taka na przykład. I tak właśnie działa zmywarka. Mogłaby usypiać do snu. Ale nie tylko zmywarką człowiek żyje, bo w kuchni jednak czasem się gotuje.
Tak więc wszystko jest przyjemnie i elegancko, zanim nie pokroimy tych warzyw, czy tam mięsa i nie wrzucimy na patelnię oleju tudzież powyższego krojonego urobku. Bo wtedy nadchodzi ten moment, kiedy trzeba włączyć okap (okapnik, jak mówi mój majster).
I wtedy w uszy nieoczekiwanie uderza nam Toccata i Fuga d-mol Bacha. Czyli mówiąc mniej elegancko, nagle z tej dizajnerskiej szklanej czarnej tafli JAK NIE JEBNIE!!!!
Przy pierwszym uruchomieniu Kicia w panicznym odruchu łapiąc się rolety, a po drodze obrusa i ściągając za sobą wszystko, co było po drodze, zeskoczyła z parapetu i popędziła schować się pod stół, a następnie rozglądając ostrożnie ewakuowała się do przedpokoju i tam lekko przyczajona została przez cały niechybnie wiedźmowy proces gotowania.
Mua z zaskoczenia też prawie odrzuciła precz drewniane szpatułki do patelni teflonowej dzierżone akurat w łapkach.
Sąsiadce z góry wciągnęło niechybnie laczki, (a raczej wciągnęłoby, gdyby nie fakt, że ostatnim rzutem przytomności umysłu wykonaliśmy z panem Wiesławem przebicie do komina kanału wiodącego do okapu, przeprowadzając ten kanał przez różne gustowne podwieszane części sufitu w kuchni i przedpokoju). Ale i tak buldog francuski sąsiadki z góry przez dłuższy czas od uruchomienia tego potwora nie mógł wstać z miejsca nad okapem, bo mu ogon a może i co więcej w okolicy ogona przyssało. Udało mu się tylko dlatego, że aby sprawdzić, czy aby na pewno jest to pierwszy bieg czarciego narzędzia, próbowałam przełączać biegi. Okazało się, że wyższe biegi wyciągu są jeszcze głośniejsze. Pies piętro wyżej uciekł więc z miejsca z błagalnym skowytem i o ile psia pamięć będzie pracować, w tym miejscu już więcej nie usiądzie.
Dobrze, że kuchenka równie szybko grzeje, co okap wciąga, bo udało mi się podgrzać warzywka na niej zanim nie powciągało okolicznych chmur i pobliskich flag rozwieszonych z okazji bożego ciała.

niedziela, 27 maja 2018

SeeStadtFest Landgang Bremerhaven 2018

Jeśli się mieszka w portowym mieście, takie wydarzenia są zawsze szczególnie oczekiwane. To dla nich to miasto żyje i to właśnie te święta są tu najważniejsze. 
Takim świętem morskim jest odbywające się po raz trzeci w Bremerhaven: SeeStadtFest Landgang Bremerhaven 2018.
Przy okazji tego święta marynarze schodzą na ląd, a na większość statków mogą wejść zwiedzający je turyści. W porcie nie da się już nawet wetknąć szpilki.
Święto SeeStadtFest Landgang Bremerhaven 2018 to trwające od 24 do 27 maja 2018 święto wszystkiego, co pływa i co ma ochotę przybyć do naszego portu.

sobota, 26 maja 2018

Jak wynająć mieszkanie w Niemczech

Poszukiwanie miejsca do życia to zawsze duże przeżycie, obejmujące bardzo wiele decyzji i etapów organizacyjnych. Chętnie podzielę się z Wami moimi doświadczeniami. A że zajmuję się tym już od jakiegoś czasu, mogę to w tym wpisie podsumować.
POSZUKIWANIE MIESZKANIA
Szukanie nieruchomości w Niemczech polega, podobnie jak w Polsce, głównie na przeglądaniu ogłoszeń na kilku serwisach.
Zaczynałam od szukania na ebay-Kleinanzeigen.de (bezpłatna strona z wszelkimi ogłoszeniami, jak polskie olx), na którym mieszkania umieszczają zarówno osoby prywatne, jak i spółdzielnie. Dalej przegryzałam się przez serwisy takie jak immonet.de, poza tym immobilienscout24.de, na których już płaci się za ogłoszenia.

poniedziałek, 21 maja 2018

Klamra

Jadąc na początku listopada 2016 do Niemiec, do nowourządzonego przez nas wspólnie domu zupełnie nie mogłam przewidzieć, że już wiosną 2018, czyli po około półtora roku będę intensywnie szukała mieszkania tylko dla siebie. No i dla koteczki oczywiście. A tak właśnie się stało.
Powoli żegnam się więc z tym miejscem, z domem, z ogrodem - w tym roku siłą rzeczy zaniedbanym, bo żadne z nas nie ma już do niego ani siły, ani energii. Czasem M. wpadnie skosić trawnik, a ja coś tam podleję. Ale to bardziej na odwal się, niż od serca.
Nadal na tarasie stoi stół i parasol, żebym mogła tu sobie w gorące dni posiedzieć i tyle luksusu i radości mi na ten moment wystarczy.
Może kolejni mieszkańcy tego domu będą mieli więcej szczęścia, czego im życzę.
To zdjęcie autorstwa mojej Córci
A to co było w międzyczasie pozostanie pomiędzy nami, bo to nasza prywatna sprawa i zupełnie nie mam potrzeby tego ani roztrząsać ani się tym publicznie dzielić. Decyzje już zapadły i to dość dawno temu, a mnie znudziło już taktyczne omijanie tematu na blogu.
Napiszę więc tylko na koniec, zamykając temat wielką klamrą, że nie żałuję niczego. 

piątek, 18 maja 2018

Idę, idę i nie mogę dojść

Stęskniliście się za mną? Pytacie może, co u mnie?
Znów nie pisałam kilka dni, bo wciągnęła mnie zawodowa i prywatna codzienność.
No więc, co u mnie: idę idę i nie mogę dojść do siebie, jak mawia moja Przyjaciółka I. 
Ciągle mi jeszcze zostaje mi w najlepszym wypadku tak z dwieście metrów.
Czyli kiedy tylko dokończę jedną sprawę, w jej miejsce, niby hydrze wyrastają trzy następne. 
Czy to w pracy, czy to w życiu prywatnym - jeden pies.
Zaczyna to być już męczące.
Pracuję i spędzam czas głównie domu, bo za daleko nie pójdę z tymi kulami. Po kilkudziesięciu metrach jestem zmęczona. A szkoda, bo w porcie właśnie trwa kolejny zlot pięknych żaglowców. Zresztą tam zawsze jest na co popatrzeć w sezonie.
Na szczęście mam tu jeszcze ogród. Podczas upałów mogłam sobie posiedzieć pod parasolem, popstrykać zdjęcia trawkom i kwiatkom.
Dla tych, którzy chcą wiedzieć, jak się czuję napiszę, że jest lepiej, ale daleko jeszcze do bardzo dobrze.