piątek, 7 grudnia 2018

Czarnoksiężnik z doliny otchłani

Czarnoksiężnik pojawił się znienacka, demonstrując na dzień dobry swój uroczy zawadiacki uśmiech. W oczach znów miał gwiazdy, dobrze je zapamiętała. Tryskały poczuciem humoru i były jak zwykle niedoścignione. 
Jego usta mówiły: "Pocałuj mnie, najlepiej od razu. Nie trać czasu. Zróbmy to tu i teraz". 
W jego oczach tak łatwo można było się zatracić, zatopić, utracić całą mozolnie krok za krokiem budowaną tożsamość.
Jego męski głos o niskim brzemieniu zapowiadał przenikanie do samego dna tak ciała jak i duszy.
I to jego właśnie napotkała, wychodząc ze swojej zaciemnionej komórki i podążając w stronę nieba, zieleni i wody.

sobota, 17 listopada 2018

Katakumby iw

Pierwsze kroki w blogosferze stawiałam na platformie Onet. Mój pierwszy blog założyłam pod nazwą i pseudonimem "iw.kobieta.wspolczesna" w lutym 2009. Byłam wtedy całkowicie zielona w blogosferze, o czym świadczy fakt, że mój pierwszy wpis... skasowałam i nigdy nie udało mi się go odzyskać.
Myślę, że moje obecne zdjęcie na tle kuchennego chaosu dobrze odzwierciedla moje ówczesne podejście do bloga - pisałam na całkowitym luzie i za każdym razem z wielką frajdą, chociaz były i gorsze dni. Ale powiem Wam, że już wtedy była to moja pasja i wiele wpisów powstawało na podstawie notatek w notesie leżącym przy łóżku, bo nie mogłam zasnąć, kiedy nie zanotowałam świeżego pomysłu na nowy wpis.
Często moje wpisy z tamtego czasu były polecane na Onecie, co zachęcało do pisania, choć i naganiało na bloga chwilami różnych dziwnych ludzi. Wtedy po raz pierwszy zetknęłam się ze zjawiskiem hejterów.
Nie powiem, na początku bolało, potem się uodporniłam na uwagi obcych ludzi, którzy wchodzili raz, nas....ali, a potem szli to robić dalej, tylko gdzie indziej.
Na onecie przestało mi się podobać, kiedy zaczęły się problemy z obsługą techniczną, nie można się było logować na własnego bloga albo odpowiadać na komentarze. Jakiś czas temu platforma Onet w całości zlikwidowała blogi. 

czwartek, 15 listopada 2018

Trzy ciekawostki Bremerhaven

Uznałam, że już czas pokazać i opowiedzieć Wam trochę o charakterystycznych miejscach w moim mieście. Bremerhaven jest największym miastem w Niemczech leżącym nad Morzem Północnym, u ujścia Wezery do Morza Północnego.
W ostatnią niedzielę mimo pochmurnego poranka wczesnym popołudniem postanowiłam się wybrać na spacer. Spacerkiem mam na nadmorski deptak jakieś 800 m. Jak na zamówienie pogoda się poprawiła, więc wykorzystałam całe popołudnie w najlepszy możliwy sposób.

niedziela, 4 listopada 2018

Priorytety: być czy mieć, a realia

Dla każdego człowieka istnieją pewne filary szczęśliwego życia, zależne od norm społecznych i miejsca, w którym przyszło nam żyć. Są one inne w innych, różnie rozwiniętych krajach.
Nie ma co się czarować, od czasu, kiedy wynaleziono kapitalizm w Europie środkowej synonimem dobrobytu jest posiadanie. Posiadanie dóbr materialnych jest uważane za nie mniej ważne, jak posiadanie dobrego wykształcenia, a co za tym idzie, wygodnego mieszkania czy domu, dobrej pracy, która z kolei umożliwia posiadanie innych dóbr, jak ładne umeblowanie, dobry sprzęt, wysokiej jakości nagrania muzyki, przedstawień i filmów, odbywanie udanych wakacji itp.


piątek, 2 listopada 2018

Pierwsza grypa i pierwsze zwolnienie w Niemczech

Nie wiem, czy złapałam to jakieś żyjątko na mieście, czy mnie przewiało, czy ktoś nachuchał na klatce schodowej. Fakty są takie, że ścięło mnie mocno w ubiegłą niedzielę. Poprzedni tydzień był zresztą deszczowy i pochmurny, bardzo sprzyjał hodowli wszelkich najbardziej złośliwych bakterii i wirusów.
Na szczęście zanim się rozchorowałam, była cudna pogoda, którą wykorzystałam w sobotę na spacer.

piątek, 26 października 2018

Jednym słowem nuda

Muszę się Wam do czegoś przyznać.
Pewnie nie ma się czym specjalnie chwalić, ale napiszę mimo to, bo blog mi trawą i mchem zarasta, więc powiem Wam, czym ostatnio żyję.
Ot zupełnie przeciętna potrzeba mi się ostatnio ujawniła.
A przyszło mi to dziś do głowy po przeczytaniu listu od mojej przyjaciółki, która była uprzejma mi opisać kilka swoich ostatnich dni, czyli życie codzienne, rodzinne, wyjście do sklepu, na spacer, ewentualnie opowiadanie o rozmowie telefonicznej ze znajomą. Po czym podsumować to wszystko stwierdzeniem: jednym słowem nuda.

piątek, 19 października 2018

Co robi IW w PL i dlaczego nie zażywa kultury i sztuki

Kiedy do Polski jedzie Róża Wigeland, to na tapecie ma spotkania autorskie, rodzinne i spędzanie czasu w ładnych, dobrych kawiarniach i restauracjach, galeriach sztuki, zwiedzanie zabytków.
Kiedy do ojczyzny wybiera się Kasia Hordyniec, to w planach ma głównie życie kulturalne: teatry, dobre kino, spotkania i targi literackie, ewentualnie bywanie w dobrych kawiarenkach, fryzjera, robienie paznokci itp.
źródło
Kiedy Dżoana Krupa jedzie do Nowego Jorku, to idzie na zakupy, do fryzjera i na paznokcie. A zaraz, to miało być akurat o Polsce i kulturze, więc wróć. Ale rozumiemy kierunek, prawda?
No właśnie. One wszystkie żyją pełnią życia, mają czas na to, na co każda z nas chętnie by czas znalazła.
I tego im właśnie życzę.

niedziela, 14 października 2018

Leję wodę

Pragnęłam i łaknęłam wody, od kiedy pamiętam.
Patrzeć na nią, wąchać i słuchać.
Czasem aż mi się wierzyć nie chce, że teraz mieszkam nad wodą i mogę na nią patrzeć codziennie. No więc dziś poleję Wam tej wody więcej, niż zwykle.
Wody a raczej jej zdjęć nazbierało się dzięki temu, że ostatnie trzy dni spędziłam na rowerze, jeżdżąc tuż obok wody po nadmorskich deptakach Bremerhaven, których odkrywam coraz więcej.

piątek, 12 października 2018

Embedding w Bloggerze, czyli Instagram dla niestowarzyszonych

Chcę się dziś czegoś nauczyć się, a mianowicie: jak wstawiać zdjęcia z instagrama na bloggera. Ale w takiej formie, w jakiej potem będziecie mogli je sobie obejrzeć i bezpośrednio z nich wejść na mój instagram. Czyli jako aktywne pola, z widocznymi komentarzami itd.
No to czas start! Pierwsze zdjęcie to wczoraj opublikowane zdjęcie Mozarta.
Taki groźny kot, że aż strach!

A teraz sprawdzimy, czy dodany w postaci embedding link z obrazkiem działa. 

wtorek, 2 października 2018

W gumowych rękawicach, czyli styl osób CNP

Ten tekst czekał trochę na publikację, bo zastanawiałam się, jak ująć w słowa to, co kiełkowało we mnie już od jakiegoś czasu. Ciekawa jestem Waszego zdania toteż postanowiłam napisać i usłyszeć, co Wy na to?
Jestem bardzo ciekawa, czy macie podobne doświadczenia i jak Wy postępujecie z osobami typu CNP.
Co to/kto to jest CNP?
Wyjaśnienie w tekście poniżej.
Czasami a może nawet częściej zdarza się sytuacja, kiedy kogoś czymś denerwujemy. Każdy z nas ma pewnie takie osoby w pobliżu. Może nawet nie wie, bo się nad tym nie zastanawia. Ale czy kiedy czytasz te słowa, nie przychodzi Ci przypadkiem od razu ktoś do głowy?
To nie musi być od razu, czasem mijają miesiące, albo lata. Czasem taka osoba wcale się do tego nie przyznaje, oficjalnie i z wierzchu wszystko jest nadal OK, odwiedzamy się, jesteśmy dla siebie uprzejmi, wręcz mili. 
Ze swojej strony zawsze większości ludzi daję pewien kredyt zaufania, bo czemu nie. A jeśli po pewnym czasie widzę, że drogi nam się rozmijają, po kilku próbach po prostu zanika moje zainteresowania tą osobą. Nie mam jednak zapędów naprawczych. Jego życie - jego sprawa. Nie mam misji, żeby naprawiać czyjeś życie, ani nie mam zapędów do nawracania na siłę na moją drogę, bo jest najlepsza.
Dla mnie - według mnie, oczywiście jest. A nawet jeśli nie jest, to ja i tylko ja poniosę konsekwencje swoich własnych wyborów.
Bo każdy musi swoje życie przejść po swojemu, popełnić własne błędy, wyjść naprzeciw wyzwaniom, sparzyć się lub pozytywnie zaskoczyć.
Wszystko jest dla ludzi.