czwartek, 1 czerwca 2017

Dzień dziecka iw

Choć to może się wydawać niewyobrażalne, ale dawno, dawno temu i ja byłam dzieckiem.
Od małego mój Tata, Autor wszystkich zdjęć tutaj, miał talent do nadawania im pewnego dramatyzmu. Nie sądzę, żebym wtedy zdawała sobie sprawę, z jak niebezpiecznym narzędziem mnie fotografował. A może to miało być zapowiedzią mojego surowego charakteru. Tak czy inaczej częściowo mu się udało przewidzieć przyszłość.

Powyżej moja pierwsza karoca. Lubiłam się wtedy jeszcze bawić. Poniżej grałam w piłeczkę z moją ciocią, siostrą Taty, na tym zdjęciu jednak jej nie ma.

Bawiłam się piłeczkami i innymi dziwnymi rzeczami. 
I tak mi już zostało.
Rzadko można mnie było uwiecznić z lalkami. Częściej z innymi przedmiotami domowego użytku.
Od małego byłam dość samodzielna. A po co mi trzymanie za rączkę...
Robiłam różne dziwne minki, o których wiem tylko dzięki temu, że wtedy mój Tata robił mi tak wiele zdjęć.
Rzadko bywałam królewną, a jeśli nawet, to taką specyficzną. Chyba bardziej wyglądałam na królewicza :).
Na zdjęciu poniżej widać mój pierwszy podarowany mi przez Tatę aparat fotograficzny.
Kiedy trochę podrosłam, od razu odebrałam w domu od Taty osobisty kurs samoobrony.
Pamiętam, że kochałam zwierzątka.
Moi dziadkowie mieli gołębie i kury. To nimi więc zachwycałam się od małego.
Potem czasem jakiegoś kota czy psa pogłaskałam. Ale starałam się zostawiać je w spokoju. Grałam też w różne gry, raczej było to budowanie z klocków czy kapsle. 
Z jakichś powodów moja mama nie uważała, że muszę mieć lalki, a jeśli już - były to lalki czy zabawki reklamowe dostawane przez nią na różnych wyjazdach do tzw. demoludów. 
Czasem najlepsza była zabawa samochodzikiem na schodach. Jakie to było twórcze!
Ogólnie mama (bo to ona u nas decydowała o takich sprawach) inwestowała w moje umiejętności. Kurs gimnastyki, gitary, potem żeglowania. A potem kursy językowe.

Kurs gitary zresztą wybrałam sobie sama w Pałacu Młodzieży. Przetrzymałam z nauką na nutach rok. Potem uczyłam się dalej sama grałam na akordach. Opuszki palców już nie są takie twarde, teraz trudno by mi było coś zagrać, ale nadal mam tę gitarę. Chętnie też do niej śpiewałam, tylko już teraz nie wiem, gdzie mam swój śpiewnik, gdzie wpisywałam jeszcze ręczniewszystkie piosenki z obozów Pałacu Młodzieży w Pieczarkach.
Miłość do zwierzaków mi pozostała. Ten psiak dziadków nazywał się Misiek. Wszystkie zresztą to były Miśki.
Mieszkał w budzie obok i z łańcucha dziadek spuszczał go na wieczór, żeby sobie polatał po wielkim podwórzu.
Od małego uczono mnie samodzielności, tu pierwszy raz idę sama do przedszkola, znajdowało się na końcu tego chodnika, a potem trzeba było jeszcze skręcić w lewo, żeby dojść.
Nie wiem, czy marzyłam o tym, żeby kiedyś przejechać się tym motocyklem, ale tata woził mnie nim ze sobą.

Czasami natrafiał na jedno z moich zamyślonych spojrzeń i chętnie mnie wtedy prosił, żebym mu zapozowała do zdjęcia. I te zdjęcia dziś dają mi najwięcej do myślenia.
Tu już nie jestem małym dzieckiem, raczej dorastam do wieku młodej kobiety. Do dziś pamiętam te fioletowe spinki do włosów i ten kożuszek zszywany z kawałków. Długo o nim marzyłam. A potem ponosiłam może ze dwa sezony.
Od dzisiejszych dzieci nasze dzieciństwo dzieciaków urodzonych w latach 60-tych, wychowanych w 70-tych i chodzących do szkół w latach 80-tych dzieli przepaść.
W najśmielszych marzeniach nie przypuszczaliśmy, że kiedyś do kontaktów z innymi będą służyły komputery, a takie zdjęcia jak te powyżej będę mogła wprost z papieru przenieść do sieci i podzielić się z setkami, tysiącami ludzi na całym świecie (zakładając, że tu przyjdą i zajrzą istnieje takie prawdopodobieństwo). Do jakiej sieci do jasnej niespodziewanej!?
Mało kto miał wtedy telefon! My przez pierwsze kilkanaście lat mojego życia nie mieliśmy telefonu, a na początku mieszkaliśmy w domu bez bieżącej wody i tzw. wygód, to jest była wygódka - na podwórzu. W zimie człowiek zamarzał w drodze do niej i na niej.
Ale za to latem osobiście urządzałam w ogródku z cegieł grilla, na którym piekłam kiełbaski i ziemniaki. To był taki posiłek, zanim mama przyszła z pracy, na który często zapraszałam córkę sąsiadów.
Bawiłam się też jeżdżąc na rowerze po okolicy, miałam swój składak.
Mieszkaliśmy z rodzicami we trójkę w przedwojennej, naznaczonej jeszcze strzałami na fasadzie kamienicy w Wawrze, dość wówczas odległej dzielnicy Warszawy.
Uwielbiałam chodnik wokół domu, jeździłam często przy domu na tym chodniczku na rolkach przypinanych do butów.
Telewizja z dwoma programami nie była dla mnie jako dziecka i młodej osoby zbyt ciekawa. Dopiero później, kiedy zaczęli pokazywać ciekawsze filmy amerykańskie, francuskie czy włoskie, zaczęłam czasem ją oglądać.
Większość czasu swojego dzieciństwa spędzałam na dworze. Bawiłam się w ogrodzie, na ławce, potem jeździłam z kolegami na rowerach. Sama jednak najczęściej nie ruszałam się z domu. Ale od podstawówki chodziłam sama do szkoły.
Dzisiaj mało kto wypuściłby samo dziecko na taki spacer. Dzieci dowozi się samochodami pod samą furtkę, patrzy, czy na pewno weszły do budynku, a większość rodziców odprowadza je i pomaga się w przedszkolu rozebrać.
Bywa, że wspominam tamte lata i czas, szczególnie w dobrej pamięci zachowałam ten czas, kiedy sama coś urządzałam, jak choćby te ziemniaki i kiełbaski z własnego ogniska zorganizowanego na cegłach we własnym ogrodzie.
Inną zabawą były tzw, grobki. Jako dziecko wracałam często ze szkoły koło cmentarza żołnierskiego, w obrębie którego rosły oczywiście też różne kwiaty i krzewy ozdobne. Zawsze znalazła się też jakaś szybka, czyli kawałek szkła.
Wykopywało się jamkę w ziemi, układało w niej trawkę, kwiaty, jakąś konstrukcję ozdobną w każdym razie, po czym przykrywało się to szybką. Coś jak trumna śpiącej królewny. I na drugi dzień szło się sprawdzić, czy kwiatki jeszcze żyją, czy może trzeba zrobić nowy zestaw.
Może z opisu to brzmi trochę makabrycznie, ale mnie ta zabawa uspokajała. Nie kojarzyłam tego miejsca z nieboszczykami, a cmentarz (chyba był tylko symboliczny z pomnikiem ku czci) nie budził we mnie grozy. To było raczej jak park. Uważam, że dzięki temu robieniu czegoś z niczego rozwinęłam w sobie pokłady myśli nowatorskiej, których dzieciaki z pokojami pełnymi drogich zabawek czy dzisiejszych tabletów nie są sobie w stanie wyobrazić. Albo też ich wyobraźnia pracuje teraz w zupełnie innych wymiarach.
Mnie się to moje dzieciństwo z prostymi zabawkami wprost z otoczenia podobało.

18 komentarzy:

  1. Mialam podobne dziecinstwo, tylko wczesniej i biedniej. Wprawdzie "wygody" mialam od poczatku, ale do telewizora, roweru, telefonu, samochodu musialam dlugo dorastac. Szczesliwa bylam, dopoki mieszkalam u babci, potem musialam wrocic, zeby pojsc do szkoly. Nie wracam chetnie do tamtych czasow, wolalabym zapomniec, ze kiedykolwiek bylam dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U dziadków na wsi mieszkałam tylko do 3 roku życia, potem kurcgalopkiem przeniosłam się do rodziców do Warszawy, poszłam do przedszkola.
      Szkoła moja nie była taka zła, nieźle ją wspominam, ale w ogóle z tego okresu niewiele pamiętam. Nie mam zbyt wielu złych wspomnień, chociaż jak się pogrzebie, to zawsze u każdego coś się tam znajdzie...
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. dziękuje za komentarz u siebie.
    przeglądam zdjęcia czytam komentarze do nich oraz można by rzec wspomnienia przed xx laty :) i uznałam, że czas biegnie, pędzi bardzo szybko do przodu.
    a do dzieciństwa mojego bym wróciła. Niektóre rzeczy jeszcze sama praktykowałam czy znałam, widziałam włącznie z wyprawą do 'wygody' u dziadków :D

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas chwilami tak popędza (a może to my popędzamy), że mijają jak z bicza strzelił miesiące i lata. I to nie wiadomo kiedy. Strasznie szybko licznik bije. :))
      Czasem chciałabym wrócić do beztroski życia u rodziców. Ale z drugiej strony kompletnie sobie wtedy z tej beztroski nie zdawałam sprawy, raczej czułam, że szybki muszę wydorośleć, żeby poukładać sprawy po swojemu.
      pozdrowienia

      Usuń
  3. Twój Tata był fantastyczny, robił Ci świetne fotografie...
    Bardzo świetne...
    Te zdjęcia opowiadają...
    Na Dzień Ojca by ten wpis równie by pasował :-)
    Fantastyczne wspomnienia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś część tych fotografii gościła we wpisie na dzień ojca, niewiele się pomyliłaś. :)

      Usuń
  4. Na zdjęciu z Miśkiem wyglądasz prześlicznie :-)Bardzo fajny wspomnieniowy wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uwielbiam ten wpis i tego psa, mam ostatnio często takie autobiograficzne refleksje...

      Usuń
  5. Nigdy bym nie przypuszczała, że taka "ostra" z Ciebie dziewoja: siekiera, dubeltówka. Jedno z pierwszych zrobionych mojemu dziecku zdjęć było z lalką mojej siostrzenicy, chociaż urodziłam chłopaka. Upodobanie do kobiet pozostało mu do dziś. Czy Tobie do niebezpiecznych przedmiotów także? A może tylko do zwierząt? Bardzo ciekawe ujęcie Dnia Dziecka, wspomnienie o sobie jako dziecku(urocze zdjęcia), a nie o swojej latorośli. Pozdrawiam Was obie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano widzisz, może i nie wyglądam, ale dużo takich miewam i miewałam upodobań :))
      Swego czasu też bardzo szybko jeździłam samochodem, teraz też mi się zdarza, ale ogólnie jestem już o wiele ostrożniejsza. :))
      Latorośl już odchowałam, mam prawo teraz zająć się trochę bardziej sobą :)

      Usuń
  6. Iwonko,jesteś cuuuudowna!Ło matko jedyna! Całe złoto świata bym dał,aby z Taką kobietką być w kajaku..Ech..marzenia jak ptaki szybują po niebie..kiedy nie pada..bo jak pada,to nie szybują..
    A hoj maleńka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło o mnie piszesz, dziękuję. :)
      Ale w kajaku pływałam sama, a mój mężczyzna w drugim. Taka to już samodzielna jestem. A hoj! :)))

      Usuń
    2. Wolał bym"tego mężczyznę"mieć pod wodą..

      Usuń
    3. A ja wolałabym, żebyś już nie dzielił się ze mną tego typu przemyśleniami.

      Usuń
  7. Twoj tato mial fantazje, takie zdjecia z dziecinstwa to fajne wspomnienia. Dobry pomysl mialas z takim postem na 'dzien dziecka'
    Mam sentyment do tych starych zdjec czarno-bialym, a Twoj tato robil bardzo dobre zdjecia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, mój Tata robił świetne zdjęcia i uwielbiam je od czasu do czasu oglądać.
      Pozdrowienia!

      Usuń
  8. Byłaś kochanym dzieckiem,to widać.Dlatego wyrosłaś na wspaniałą kobietę.
    Pozdrawiam i życzę dużo dobrego!
    Martek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja pozdrawiam Cię serdecznie Martku :)!

      Usuń