czwartek, 25 maja 2017

Okazje, daty, imieniny, urodziny czyli celebrowanie rzeczywistości

Imieniny, urodziny, ważne daty i okazje. Ostatnio rozmyślam nad moim stosunkiem do nich i stwierdzam, że nie jest on typowy. To znaczy to wszystko może i ma dla mnie znaczenie, ale chyba za bardzo nie umiem świętować czyli obchodzić moich okazji.
23 maja obchodzę imieniny. 17 sierpnia mam urodziny. I tego roku ci, na których zawsze mogłam liczyć, składają mi serdeczne i często bardzo osobiste życzenia. Ci, czyli najbliższa rodzina: mama, córka i kilkoro najbliższych przyjaciół.
W sumie sama tym razem zapomniałabym o moich imieninach, gdyby nie życzenia od mamy otrzymane SMSem tuż po 7 rano.
Mój chłop pochodzi z kraju, gdzie obchodzi się urodziny, więc dla niego nasze imieniny to niezrozumiała rzecz, dziwna data, jeszcze jedna do obowiązkowych prezentów. A on woli czasem kupić czy zrobić coś z zaskoczenia.
Tym razem poinformowany o tym fakcie (imieniny) rano w łóżku stwierdził, że w takim razie dobrze się składa, bo mi zostały jeszcze powitalne róże z piątku. Praktyczny z niego chłop, nieprawdaż? :)
No ale jak ktoś sam obrabia cały ogródek, na którym ja potem sobie tylko z kawą siaduję i podziwiam, to go o te kwiaty naprawdę molestować nie będę, bo mi ich nawet szkoda, tych ciętych.


To już wolę, żeby mszyce z krzewów róż na ogrodzie wyplenił, co też wczoraj już prawie zrobił, dziś musi tylko poprawić tę mszycową hekatombę kolejną dawką roztworu z szarego mydła.
Ostatnie imieniny obchodziłam robiąc imprezę... no właśnie. Nie pamiętam. Nawet urodziny chyba świętowałam ostatnio dwa lata a może rok temu. 
Za to miesiące i lata mijają tak szybko, jakby wskazówki na cyferblacie kręciły się w przyspieszonym tempie, niczym na zegarze pulpitu sterowniczego w "Wehikule czasu" czy "Powrocie do przyszłości".
Punktami zwrotnymi w moim życiu od dawna nie były i nie są imieniny, czy urodziny. Są to raczej ważne wydarzenia, jak kupno nowego miejsca do życia czy sprzedaż poprzedniego, pojawienie się nowego członka rodziny (pies, kot) czy jego odejście, albo przeprowadzka.
Poza tym ukończenie etapów edukacji, zdanie egzaminów państwowych, egzaminu na pilota wycieczek zagranicznych. Czy wywalczenie sobie uprawnień w innej dziedzinie. 
Początek związku.
Zakończeń czy dat śmierci bliskich czy podziwianych wolę nie pamiętać. 
Bo na co mi to obciążenie, dość złego widzę na co dzień i niestety ciągle nie obojętnieję. Ciągle przygnębiają mnie niepotrzebne ofiary zamachowców czy katastrof.
Wracając do osiągnięć, ważnych dat, jak na przykład ślubów czy urodzin, widzę wśród znajomych, że ludzie takie okazje zwykle zapisują w kalendarzach i świętują. I to jak świętują!
A ja zawsze jakoś tak skromnie, spokojnie, bez rozmachu.
Czasem z gośćmi, a czasem tylko z jedną najbliższą osobą. I specjalnie nie czuję, jakby mi czegoś brakowało...
Chociaż z drugiej strony moje okazje przelatują jakoś tak między palcami, bez szczególnego świętowania, podkreślania, chwalenia się. Kupiłam dom? A co tam, inni też kupują. Wyremontowałam całą instalację wod-kan? No i co z tego. Założyłam nowy piec? Inni by z tej okazji urządzili piecyk-party, a ja nic. Sama sobie zapaliłam, sama posprzątałam. A potem sprzedałam i wyprowadziłam się? Nie ma o czym mówić, inni świętują śluby, komunie, cudowne ozdrowienia, cóż nadzwyczajnego w sprzedaży domu...
Jedyną okazją, którą staramy się świętować we dwoje, jest początek naszego związku, który liczymy od daty naszej pierwszej randki. Ale powoli widzę, że i tak już tylko ja zaczynam tę datę pamiętać.
Może nawet ja sama pewnie za jakiś czas zapomnę...
Bo to przecież nie była wielka impreza, z dziesiątkami gości i drogą zastawą oraz dziurą budżetową, sięgającą długu na kilka lat, jak u niektórych. Ale za to Ci inni mają uroczyste suknie i garnitury, pamiątkowe zdjęcia od zawodowego fotografa, czasem nawet świetny film. I jest do czego wracać pamięcią, chociaż czasem bywa, że po dwóch latach jest rozwód z hukiem, a dziura budżetowa do załatania pozostaje.
A u nas była niezapomniana randka na Nowym Mieście. :) Szczegóły zostawię dla siebie.
W każdym przy tym wszystkim ja z moimi paroma tysiącami zdjęć, upamiętniających po prostu różne codzienne chwile mniej lub bardziej ważne dla mnie, nie wychodzę na tym tle zbyt efektownie.
Prezenty też sobie kupuję raczej niezależnie od tych okazji. Na przykład nowy rower sprawiłam sobie, kiedy do tego dorosłam i trafiłam tu na fajne wyprzedaże na początku marca tego roku.
Czasem myślę, że to pewnie niedobrze. Bo nie będę miała takich wspomnień, jak inni. I zdecydowanie zbyt mało mam spotkań z przyjaciółmi z tych okazji.
I tego mi naprawdę teraz chwilami brakuje.
Spotkań, rozmów, wymiany poglądów, popatrzenia, jak się ludzie zmieniają, rozwijają.
Ale czasem tak się zapędzę w moich obowiązkach, że po prostu nie daję rady zorganizować imprezy dla przyjaciół. A tym razem teraz tu na obczyźnie. Owszem, zaprosiłam rodziców M. na moje urodziny w ubiegłym i poprzednim roku. Było bardzo miło i sympatycznie, ale już to wspomnienie niemal zanikło.
Bo to nie to samo, co z moimi znanymi mi od lat ludźmi, rodziną, przyjaciółmi.
Dojrzewam do tego, że chciałabym częściej obchodzić swoje imprezy, zapraszać przyjaciół, cieszyć się z nimi z osiągnięcia kolejnego etapu, podobnie jak oni chcą towarzyszyć mi i wypić ze mną coś pysznego, choć niekoniecznie szampana, czyli być i celebrować razem ze mną te osobiste chwile symbolicznego zamknięcia czy otwarcia.
Widzę, że mi tego celebrowania brakuje już od dawna. I chcę to jakoś nadrobić, zaprosić gości, zorganizować szaloną imprezę albo chociaż spotkanie w knajpce czy na łonie natury w gronie najbliższych mi ludzi.
Bo jednak warto pewne zwycięstwa świętować, pewne rocznice obchodzić. Żeby mieć chwilę refleksji, że czegoś się jednak dokonało, coś ważnego udało się zrobić.
Ale póki co w moim życiu przeważnie dzieje się zawsze coś priorytetowego, co mnie całkowicie pochłania i nie pozwala skupić się na zorganizowaniu efektownego garden czy nie ale w każdym razie jakiegoś party.
Bo ja najwyżej czasem kupię jakieś wino, które potem stoi parę miesięcy, nie mogąc się doczekać wypicia "z okazji", aż wreszcie zapominam, co to właściwie była za okazja, aż wreszcie któregoś wieczoru wypijamy je ot tak do kolacji.
I jak tak dalej pójdzie, to już tak bez tego celebrowania dociągnę do setki, stwierdzając co roku, że nie było dość powodów do świętowania, bo wszystko jakoś tak szybko mi poszło, że nie ma o czym gadać. :)

33 komentarze:

  1. To zupełnie tak jak u mnie...
    Może to kwestia charakteru i innego podejścia do życia ?
    Ja nawet zdjęć nie zbieram,
    najważniejsze mam na blogu, a ludzkie zdjęcia i tak odejdą wraz ze mną,
    bo dzieci mają swoich tyle napstrykanych...
    A czas biegnie tak szybko ,że nie nadążam.
    czasami zastanawiam się,
    jak można się nudzić :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcia to ja akurat zbieram pasjami, ale głównie te w komputerze, dużo wody musi upłynąć, żebym zaczęła je wywoływać. A i tak najczęściej zbieram się do tego tak długo, że nie nadążam wybrać tych najlepszych. :)
      I ja mam wrażenie, że nie nadążam za czasem, który biegnie, leci i ucieka z prędkością ponadświetlną! :)
      I też nie pojmuję ludzi, którzy się nudzą. Kiedy!!!

      Usuń
  2. U nas tez minely czasy hucznego obchodzenia urodzin. I tylko urodzin, bowiem odkad tu jestem, imieniny poszly w zapomnienie. Teraz juz tylko kawa z ciastem dla niewielkiej grupy rodzinno-przyjacielskiej, bez wyszynku, nawet bez wina czy sekta. Nie ma sie czym cieszyc, kiedy czlowiek coraz starszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam rodziny, w których celebruje się, nawet w Niemczech te urodziny i rocznice, im starsi, tym huczniej. Ale przyznam, że to nie dla mnie.
      Chociaż skoro dzieci organizują, a starsi się nie narobią, to czemu nie. Byle bez przesady. Ja znam niestety przypadki olbrzymiej przesady, kiedy forma przerasta zdecydowanie treść.
      A u mnie - naprawdę skromnie: kawa i ciasto, czyli jak u Ciebie.
      Wino czy coś innego też najczęściej niekoniecznie.
      Jakoś tak się uspokoiłam i nie czuję potrzeby szaleńczego podkreślania znaczenia mojej osoby. Bo chyba to stoi za hucznym świętowaniem kolejnych urodzin czy imienin?

      Usuń
  3. Imieniny.... jak przypomne Najglowniejszemu, to sie pyta, co mi kupic? A ja nie ptrafie odpowiedziec, bo.... wszystko, co lubie, kocham, juz mam. No to biore od niego 5€ i die sobie kupic tort, ktory sama zjadam, bo on nie lubi a ja owszem :)
    Od kilku lat swietuje tylko urodziny, ale nie dobrowolnie, o nie!
    Niemieckie zwyczaje sa obowiazujace, i moje dwie grupy przyzwyczaily mnie juz, ze OBCHODZI sie urodziny.
    Grupa przadek i przadkow wydrukowala liste z datami urodzin.
    Solenizant stawia torta, a jakze :) Jest nas kilkanascie osob, wiec tych tortow jest tez kilkanascie w roku!

    Grupa "siostr spiewajacych", jak nazywaja siebie czlonkinie choru tez swietuje - co tydzien, na probie, wyczytywane sa jubilatki i moga soie wybrac piosenke, ktora im chor spiewa. Oczywiscie zyczenia tez dostaja :)
    Przy ilosci oolo 50 chorzystek nie ma co myslec o torcie.
    Jubilatka, ktora konczy -5 albo -0 lat dostaje jednak od choru "bon" na tort, ktory moze sobie wybrac.
    Ale niektore chorzystki swietuja okragle jubileusze w restauracji, zapraszajac tez chetne "siostry" i wtedy maja tez tam oprawe muzyczna :)
    Do mojego okraglego jubileuszu jeszcze piec lat, wiec mam na razie spokoj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, w Niemczech imieniny są nieznane. Ale te urodziny jednak jak widzę wszędzie zaznaczają. Fajnie jest mieć takie grupy zainteresowań, świętowanie w nich sprawia pewnie nawet czasem większą przyjemność, niż w rodzinie. Wyśpiewana przez 50 sióstr pieśń niesie, jak nie wiem! :)
      Chyba czas wstąpić tu gdzieś do chóru, kiedyś śpiewałam, ale to było bardzo dawno. Coś zamierzam sobie poszukać w każdym razie, tylko jeszcze bym najpierw chciała, żeby sprawy zawodowe się poukładały. :)))

      Usuń
  4. W Australii imienin sie nie obchodzi, urodziny tak, ale ja z tych nielubiacych tych wszystkich specjalnych dni, wiec juz dawno skonczylam z tym, wszyscy bliscy wiedza ze nawet lepiej nie przypominac mi o moich urodzinach. Celebracje normalnego dnia tez mozna miec, bo piekna pogoda, bo bylam w parku, bo ludzie nieznani usmiechaja sie do mnie a ja do nich. Impreze zawsze mozna zorganizowac, zaprosic znajomych tak bez specjalnej okazji, bo akurat mam nastroj do tego, no i czas. A jak jest bliska osoba przy Tobie to juz jest celebracja, wspolny posilek, moze byc przy swiecach i rozmowy o wszystkim czego dusza zapragnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli mieszkasz w Australii? Dla mnie to kraj magiczny, jeśli gdzieś bym chciała kiedyś pojechać, to właśnie tam.
      Widzę, że mamy podobne podejście do sprawy. Ja też uważam, że gości czy przyjaciół czasem fajniej zaprosić bez powodu i po prostu się spotkać i porozmawiać, miło spędzić czas. Jednak tym bez powodu trudniej jakoś się skrzyknąć. Ale przyznaję, że trochę mi tego jednak ostatnio brakuje. Coś czuję, że będę nadrabiać będąc w Polsce :).
      Faktycznie spędzanie czasu z najbliższymi często jest o wiele ważniejsze, niż wielkie huczne imprezy, na których właściwie z nikim tak poważnie nie porozmawiasz, tylko wszystko jest powierzchowne...
      Uściski Marigold!

      Usuń
  5. Ponoć w pewnym wieku nie chce się już obchodzić urodzin, za to celebruje się imieniny. Cóż, ja wciąż myślę, że urodziny są ważne, indywidualne, a imieniny? Sztucznie wybrane i wstawione do kalendarza, do tego kilka razy w roku. No ale co kto lubi. Już pojawiło się wyżej, że Twoje podejście to kwestia charakteru. Celebrujesz po swojemu, spokojnie, kameralnie, ale czy to znaczy, że coś tracisz? Nie wydaje się mnie. A skoro zaczynasz odczuwać pragnienie zmian, to prędzej czy później zorganizujesz się i będziesz świętować ważne wydarzenia hucznie. I to też będzie dobre :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że urodziny są tym jedynym osobistym świętem każdego człowieka, nawet jeśli tego samego dnia urodzili się też inni ludzie. :)
      Hucznie to ja chyba nigdy nie będę świętować, no chyba że z nagła mi się takie pragnienie pojawi, w co szczerze wątpię.
      Chciałabym jednak spotkać się w szerszym, dobrze mi znanym gronie, uściskać wszystkich moich przyjaciół, posiedzieć z nimi do późna nad lampką wina i przekąskami. To chyba jest właśnie to, czego mi brakuje. Już planuję okazję, okrągłą rocznicę, na którą coś takiego urządzę. :)))
      A póki co ciiiicho!

      Usuń
  6. Ja imienin nigdy nie obchodziłam, ale jakoś tak zapamiętałąm ten rok, w którym szłam do komunii, bo moje imieniny były 23 maja, siostry 24, komunia 25 a 26 maja był dzień matki. A rok to był 80...
    Urodzin też hucznie nie obchodzę, bo komu by się chciało ze mną świętować w Boże Narodzenie? I tak to, smutno jakoś.
    Chyba tylko rocznica związku pozostała, chociaż też umowna. Czy od pierwszego wyjścia do kina? Czy od pierwszej wspólnej kolacji? Czy od spaceru brzegiem morza? Pierwszego dotyku, pierwszego pocałunku? Jedyna pewna data to data zaręczyn :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urodziny na Boże Narodzenie to faktycznie niezbyt dobry dzień do świętowania, zawsze każdy może uznać, że w takim razie masz jeden prezent, będzie na dwie okazje. I goście pewnie też raczej wolą się spotkać z rodzinami, niż przyjść na Twoje urodziny. Smutno Ci musi być...
      My o tej rocznicy rozmawialiśmy na samym początku i ją sobie ustaliliśmy, dlatego wiemy, kiedy obchodzić. :) Tak to jest, jak się żyje na kocią łapę i nie ma rocznicy ślubu :).
      Jak już masz datę zaręczyn, to już jest jakiś punkt zaczepienia. :)
      Uściski!

      Usuń
    2. A i spóźnione życzenia imieninowe i nawzajem :-)

      Usuń
    3. Oczywiście dziękuję i nawzajem jeszcze raz! :)))

      Usuń
  7. Droga Imienniczko, miałam do Ciebie napisać w dniu naszego święta, ale we wtorek sama przeżywałam niewesoły dzień i zapomniałam. Spóźnione ale najlepsze życzenia ślę dzisiaj:oby było jak najmniej kłopotów ze zdrowiem własnym i najbliższych.Niechaj koci przyjaciel zdrowieje i żyje tymi 7 życiami, które ponoć koty mają. Moja matka też uważała, że obchodzić należy urodziny, choć o ironio zawsze szumnie celebrowała Barbórkę, bo dzień urodzin był tuż po dniu Matki i przez to umykał. Jutro masz kolejne święto, kto wie czy nie najważniejsze dla tych kobiet, które poznały blaski i cienie macierzyństwa.Ty o 7 rano zadzwonisz do swojej rodzicielki, a potem zrobi to Twoja córka. Tak naprawdę nie jest frajdą żebyśmy my pamiętały o naszych ważnych dniach ale żeby znajomi i bliscy nam o nich przypominali telefonem, smsem czy osobistą wizytą. Najważniejsze, by się cieszyć z bycia razem(w związku z partnerem, czy z rodziną), bo najgorsza jest samotność, gdyż w niej nie ma z kim świętować. Postaram się zapamiętać 18 sierpnia. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za życzenia Droga Imienniczko, jakoś tak mi wypadło, że dzień imienin spędziłam miło i relaksacyjnie, z życzeniami od kilkorga najbliższych członków rodziny i przyjaciół i poczułam się po prostu szczęśliwa!
      Dziś kolejny udany dzień, chyba mój odpoczynek w tym tygodniu czyni cuda, bo zaczynam wreszcie widzieć wszystko z powrotem w pozytywnych barwach.
      Bycie matką czy córką, choć czasem bardzo trudne, to jedna z tych bezcennych wartości, cieszę się że jestem jedną i drugą. :))
      Samotność faktycznie może być najgorsza, chociaż zawsze może być ciepła i spokojna, a na pewno lepsza od szarpaniny, którą niektórzy ludzie wybierają zamiast niej na resztę życia.
      Uściski! 17 sierpnia :)))!

      Usuń
  8. Gdy kiedyś tak marudziłam, jak Ty w tej notce, kumpel popatrzył na mnie i orzekł: "ty to jakaś niedopieszczona chyba jesteś!"
    Zacznijmy od imienin- to nie nasze imieniny się obchodzi a imieniny naszego patrona, którego imię nam dano wtedy, gdy nie mieliśmy prawa głosu w tej materii.
    Urodziny - znacznie ważniejsza data i bardziej osobista. Przestałam je świętować gdy skończyłam 50 lat. Bo nie jest ważne ile to lat ukończyliśmy, ale na ile się w duchu czujemy.
    Pamiętasz?- "już szron na głowie, już nie to zdrowie, a w sercu ciągle maj". I tak należy trzymać.
    Prezenty - najfajniejsze i najważniejsze są te bez żadnej okazji- to jest dowód, że ofiarodawca myśli o Tobie . I to jest najistotniejsze.
    Imprezy, przyjątka itp.- bardzo miłe gdy się samemu nie haruje wpierw w charakterze kucharki a potem nie musimy się zamieniać w pomywaczkę i sprzątaczkę. W Berlinie często robi się takie party w miejskim parku, zastawa jednorazowa, a to co na niej pochodzi z małej knajpki mieszczącej się tuż obok. Siedzi się na kocykach, jakichś poduchach , mini krzesełkach składanych.
    Od lat nie robię "imprez" w domu. Poza tym jeśli chcesz z kimś naprawdę porozmawiać to więcej niż 6 osób przy jednym stole jest tłumem i trudno myśli wymieniać.
    Osobiście nie żyję przeszłością- wyciągnęłam wnioski ze wszystkiego co mnie w życiu spotkało - starczy. Życie to ciągły ruch i zmiany i trzeba się do tego dostosować, żeby nie wpędzić się w depresję.
    Życie na "kocią łapę" - często lepsze i pełniejsze uczuciowo od związku formalnego a do tego "pokropionego" wodą święconą. Jak trafisz na nieodpowiedzialnego faceta to jest to obojętne czy masz świadectwo ślubu czy też nie.
    W Niemczech związki konkubenckie można rejestrować i to się opłaca.
    Moja dwa lata przed ślubem była w takim związku nim się pobrali.I była to inicjatywa jego, nie jej.
    Iw, do góry głowa, uśmiech na usta i najważniejsze żebyście oboje zdrowi byli!!!!
    Serdeczności;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje komentarze zawsze mi dają do myślenia. Był kiedyś taki o tym, żeby usiąść i się zastanowić nad swoimi priorytetami. I właśnie to od paru miesięcy, czyli od przeprowadzki zaczęłam robić. I chyba powoli dochodzę do tego, o co mi chodzi.
      Co do celebrowania - urodziny najfajniejsze, kiedy masz koło siebie tych, czy tego, którego kochasz. I kto o Ciebie zadba albo będzie przy tobie, kiedy tego najbardziej potrzebujesz.
      Związek ma być szczęśliwy, nie musi być formalny. Ale chyba to jest jedna z tych rzeczy, którą ewentualnie jeszcze rozważam. Może kiedyś sformalizować, jeśli nadal będzie wszystko OK. :)

      Usuń
    2. Wiesz, że Cię bardzo, bardzo lubię i życzę Ci wszelakiego dobra. Pomieszkaj spokojnie, bo co innego tydzień pod jednym dachem a co innego rok. Jeśli będzie wszystko w porządku- możesz sformalizować, czemu nie?
      Masz zapotrzebowanie na jakiś konkretny kolor??? Ostatnio zieleń w modzie. Napisz, nie obiecuję, że będzie szybko, ale będzie na pewno.
      Trzymaj się i nie zapomnij o gorseciku mięśniowym dla swego kręgosłupka;)

      Usuń
    3. Ten spokój Anabell to ja zaczynam odkrywać dopiero teraz po miesiącach problemów, kiedy już wreszcie się lepiej czuję i zdrowie mi wraca.
      Wcześniej czułam się tym wszystkim przytłoczona i niezbyt dobrze się tu nawet odnajdywałam.
      Powoli zaczęłam sobie też tworzyć mój własny raster spraw ważnych dla mnie.
      Kolor - muszę pomyśleć :)), Ty mi zrobiłaś takie piękne wisiorki już - ten czerwony jest nadal moim faworytem, kiedy się opalę wkładam białe koraliki od Ciebie, a na specjalne okazje zielony komplet. :)
      Może czas na granatowy :) Zawsze się dobrze czułam w tym kolorze. Zielony też mi się podoba, ale taki ciemny, soczysty z nutą błękitu nawet :)
      Dziękuję, że pytasz.
      A w ciuchach ciągle szukam koloru, a trafiam na rzeczy ciemne, szare, granatowe, a z jasnych najwyżej kremowe. Może jeszcze uda mi się znaleźć coś żywszego :)))

      Usuń
  9. W mojej rodzinie o urodzinach zawsze się pamięta i celebruje się je uroczyście. Natomiast czegoś takiego jak imieniny w ogóle nigdy się nie obchodziło, dlatego nawet do głowy mi nie przyjdzie w danym dniu, że mam jakieś święto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano widzisz, a w moim rodzinnym domu świętowano tylko imieniny. Nawet nie wiedziałam, że moi rodzice mają jakieś urodziny :))).
      Po latach się musiałam dopytywać kiedy, teraz składamy z córką mamie życzenia urodzinowe, ale nigdy nie było z tej okazji imprezy w domu. Jakoś tak mama była temu przeciwna, może nie chciało jej się piec tortu, a może nie chciała sobie przypominać, ile ma lat. :)

      Usuń
  10. U mnie raczej też mało co się obchodzi imieniny. Urodziny to takie ciut huczniejsze robię raz na 5 lat. A co mi tam. Teraz w tym roku wypada takie zrobić, ale nie wiem jak z funduszami. pomyślę.
    Fajnie jest w gronie swoich najlepszych przyjaciół, znajomych usiąść pogadać i wypić lampkę wina czy szampana.

    no i

    WSZYSZTKIEGO CO NAJLEPSZE W DNIU IMIENIN. :d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać, u każdego są inne zwyczaje, ja świętuję moje urodziny od czasu do czasu, nie żeby regularnie. Chciałabym za rok urządzić jakieś większe urodziny, bo data będzie okrągła. Jak się przygotuję i z góry zaplanuję, to może mi wyjdzie :))
      Oczywiście dziękuję za życzenia :)))

      Usuń
  11. a co to jest TYPOWE podejście do urodzin, imienin, rocznic, jubileuszy, świąt wszelakich?...
    ...
    natomiast co do swoich imienin, to moje podejście jest... no właśnie, jakie?... ano takie, że nie mają one dla mnie żadnego znaczenia... najbliżsi z grubsza o tym wiedzą /bo oni mają zresztą podobnie/ i zagadnienie znika... natomiast czasem wyskakuje ono w jakimś dalszym kręgu "krewnych i znajomych Królika"... ktoś na przykład ni z gruchy, ni z pietruchy składa mi życzenia... zwykle nie wiem, o co takiemu chodzi... dopiero potem sytuacja się wyjaśnia... owszem, bardzo miły jest taki przekaz pozytywnej energii, ale zawsze mam wtedy wątpliwości, czy ten ktoś robi to z sympatii do mnie, czy z potrzeby dopełnienia jakiegoś swojego rytuału i ze mną to nie ma nic wspólnego...
    jedno jest pewne, że piwa czy ciastka mu na pewno nie postawię, bo już dawno, tak dawno, że nie pamiętam kiedy, wyzwoliłem się z tych idiotycznych stadnych uwikłań, gdy solenizant miał wręcz obowiązek zrobić dobrze tym, którzy udają, że życzą mu dobrze, po to, by załapać się na jakiś bonus...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś w Polsce panowały takie zwyczaje, że na imieniny się nawet nie zapraszało, tylko przychodziło. Telefonów nie było wszędzie, w każdym razie nie były powszechne. No to rodzina urządzała imieniny stół się uginał pod obiadami i ciastami... Do dziś robi mi się gorąco na samą myśl!
      Ja urządzałam dla moich znajomych najwyżej nasiadówkę, trochę z muzyką, trochę z czymś do jedzenia i picia, ale nie to było najważniejsze. W każdym razie teraz jeśli już coś urządzam, to zapraszam najbliższych znajomych. Jeśli w ogóle nie urządzam nic, to powoli te więzi z czasem zanikają, a tego mi szkoda.
      Obowiązku nie ma, jeśli jednak jest chęć, to nie widzę przeszkód! :)
      pozdrowienia

      Usuń
  12. Iw największą bolączką moją ostatnia(no w zasadzie to jedną z wielu bolączek) jest brak czasu dla przyjaciół i znajomych i w związku z tym nie zapraszanie ich do nas na wieś...
    ale latem to nadrobimy, teraz mamy już PRAWIE zrobioną chałupę i wstydu nie ma już takiego jak przedtem ))) ale zupełnie spokojna będę, gdy zrobimy jeszcze dół chałupy...
    zarówno imienin jak i urodzin(zwłaszcza)) nie obchodzę z braku czasu...cholera jasna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby urządzić przyjęcie, to oczywiste, że trzeba mieć gdzie, czyli gdzieś coś postawić (na parapecie na przykład), coś gdzieś wstawić (wino do lodówki) i jeszcze czasem tych ludzików posadzić (czyli krzesła lub ławy sprawić).
      Doskonale Cię rozumiem, bo i ja na czas remontów mojej chałupy ani w głowie nie miałam żadnych imprez. I zmęczona byłam i nie chciało mi się już potem nic tylko poleżeć na tym wreszcie zrobionym tarasie!

      Usuń
  13. A wiesz, że i ja nie świętuję? Wolę spotkania w małym gronie sprawdzonych osób - kilogramowy tort, talerzyki i filiżanki cztery do sześciu i wystarczy. Trochę też z lenistwa, bo przy większej ilości gości świętowanie polega na byciu kelnerką na własnej imprezie. Imieniny - w tym samym dniu urodziny ma moja Babcia (w tym roku skończy 94 lata), więc jadę do niej i mamy dwa w jednym, z tym że większość odwiedzających ją tego dnia gości nawet nie wie, że świętujemy obie, a ja się nie przypominam.

    Sto lat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka wiekowa babcia to co innego, piękny wiek, fiufiufiu!!!
      Ale ogólnie rodzinnych imprez wspólnych to ja bym chyba nie lubiła. Wolę być gwiazdą na własnej imprezie. :)
      Poza tym mam zupełnie innych gości, niż mieli moi rodzice, różnią się grupą wiekową i zainteresowaniami. Nie bawiłam się nigdy dobrze na imprezach rodzinnych. Po latach nawet bym może czasem chciała kogoś spotkać z tych starszych członków rodziny, ale nie bardzo miałam chęć za nimi chodzić. A oni ze swojej strony nie wykazywali się żadnym zainteresowaniem. Być może wychodzili z założenia, że to ja mam tego pilnować, zapraszać. A ja nawet dla swoich znajomych mam za mało czasu, to co dopiero pilnować kogoś, z kim spotykałam się raczej z grzeczności.
      I tak oto prawie nie zostały mi kontakty rodzinne. Ale jakoś za tym nie płaczę, podobnie jak oni chyba za mną też nie.
      pozdrowienia!!!

      Usuń
    2. Z moimi kontaktami rodzinnymi jest podobnie, ale z drugiej strony, gdy przychodzi lato i urlop, byłoby o wiele więcej miejsc do odwiedzenia.

      Usuń
  14. O moich imieninach to pamięta tylko moja chrzestna. Czasami ja, ale na przykład w zeszłym roku to całkiem zapomniałam i się zdziwiłam kiedy rano dostałam SMS! A urodziny to obchodze poprzez nie pracowanie. Biorę dzień wolnego. Nie ma imprezy nie ma balangi nie ma nic szczególnego. Ot ogródek, ja, kot i książka na kolanach. Dokładnie jak dzisiaj ;) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie i mnie bliska jest idea takiego leniwego obchodzenia, czyli naprawdę świętowania swojego dnia! I tak trzymajmy :)))
      Pozdrowienia i wszystkiego najlepszego Ci życzę z okazji urodzin!!!

      Usuń