środa, 24 maja 2017

Mozart mądrzeje, my niekoniecznie

Od soboty minęło dosłownie trzy dni, a Kicia już się zadomowiła w naszym ogrodzie. Chciałam napisać z powrotem, ale tak naprawdę mam wrażenie, że dopiero teraz poznała go na wylot. Podobnie, jak wszystkie opcje poza ogrodem. Zdarza się jej wprawdzie w ciągu dnia, że oddala się na trochę poza ogród, ale skoro my siedzimy tutaj, lub bardzo blisko tarasu w środku, to Kicia też się nie pcha za daleko poza nasz (swój) własny rewir.
Zaliczyła też już dwie kocie pyskówki ze swoją sąsiadką, czarną kicią z domu obok. Ale obie skończyły się polubownie, czyli pokazem siły, prychania i pokazywania sobie nawzajem, która jest silniejsza i tyle. Niebezpieczeństwa żadnego oprócz hałasu nie stwierdziliśmy.
Przy czym kiedy przedstawienie to jest kocia pyskówka rozgrywa się na naszych oczach i na naszym tarasie, Mozart czuje się oczywiście pewniej i już tak nie ustępuje, ani nie ucieka przed czarną diablicą. A my - nie ukrywam - przepędzamy czarną.
Nie trzeba do tego nawet specjalnie się wysilać, parę wodnych pryszniców wylanych na jej łebek lub w jej kierunku pokazało czarnej, gdzie jest jej miejsce.
I nagle ta czarna jakaś taka mniejsza się zrobiła.
Mozart z kolei nabrała odwagi, czując że jest u siebie.
Poza tym kiedy już nic jej nie boli i jest zdrowa, też na pewno łatwiej staje na placu boju na pyskówki.
Najchętniej teraz siedzi czy poleguje koło nas na tarasie, czyli na płytkach w ogrodzie, ułożonych wzdłuż domu. Zupełnie, jak pies stróżujący. Czyli jak nasz Piesio.
Piesia przypomina też chowaniem się w cieniu pod krzesłami lub pod stołem.
I nie opuszcza nas praktycznie prawie przez cały czas. 
Kiedy jest gorąco, jak w ostatnich dniach, chowa się w rogu ogrodu, siada na ziemi, która daje jej chłód.
Albo siada na trawie i obserwuje teren.
A kiedy się czegoś boi, szuka ucieczki w domu. Nie przepada na przykład za odgłosem śmieciarki. Dziś jeździła trzy razy, bo różne śmieci odbierała. Za każdym razem Mozart wbiegała do domu i czekała, aż ustanie hałas.
Kiedy nie widzę jej w ogrodzie, wystarczy, że zawołam i przybiega niemal zaraz. Czyli jest blisko, w zasięgu głosu. A to już dla nas bardzo dużo. Bo możemy być o nią o wiele spokojniejsi.
Zależy mi na tym, żeby nauczyć ją korzystania ze schronienia w garażu. Wstawiłam jej już tam miseczki z chrupkami i wodą, z których już korzysta.
Już nawet dwa razy przez swoje kocie wejście wyszła z garażu. Ale nadal nie umie do niego wejść. Muszę jeszcze raz sprawdzić, czy faktycznie dobrze zaprogramował się jej chip i czy ustępuje, kiedy się Mozart zbliża. Ale nie chciałam jej tego robić na siłę.
Teraz jednak powoli nadchodzi czas, że dobrze by było ją tego nauczyć. Także czeka nas kolejne wyzwanie. Oby i do tego wystarczyło jej kociego rozumu, a mnie ludzko-kociej perswazji.
Ulubione kocie miejsce do siedzenia znajduje się teraz tuż obok nas, w litościwym cieniu tego świerku.
Frontem do klienta ...
... albo zadkiem do klienta.
A czasem też kiedy nieopatrzenie zostawi się kilka gazet, na ogrodowym plastikowym fotelu.
Ale i tak najfajniej wytarzać się w świeżej ziemi!
Nie wiem na czym to polega, ale od razu jej się od tego wychodzenia na dwór futerko wygładziło i wypiękniało. Poza tym nie ma to jak kocia inspekcja po skoszeniu trawy.
Niestety podczas tej inspekcji ja też coś zauważyłam:
Jedna z glinianych wielkich donic, którą przywiozłam jeszcze z Warszawy, popękała. Chyba przez przymrozki. Trzeba będzie dokupić nową.
A teraz ta mniej przyjemna część, czyli samokrytyka.
Czas się przyznać, że za szybko zaufałam w koci instynkt i nie trzymałam się własnych zasad. Mieliśmy taki zamiar, żeby wypuszczać kicię tylko za dnia, postanowiliśmy nie stresować się jej wieczornymi wyjściami. Ostatni raz miała wychodzić o 19, maksymalnie o 20 pod wieczór.
Teraz jednak o 21 jeszcze jest jasno. I pewnie dlatego wczoraj tuż po 21 zgodziłam się, żeby Mikael wypuścił Mozarta jeszcze raz na dwór.
No i się zaczęło.
Mijały godziny za godziną, a tej jędzy nie było. Co minuta wyglądaliśmy za okno, jak nie ja, to on. Wreszcie byliśmy tym kompletnie wyczerpani i zmęczeni. Mikael poszedł spać na górę, żeby choć jedno z nas się wyspało. A ja zostałam w sypialni i czekałam na tego urwipołcia.
Kicia ewidentnie odeszła za daleko, bo nie słyszała wołania i nie przychodziła na nie, co zwykle za dnia robi.

W sumie zepsuła nam (vel: sami sobie zepsuliśmy) wieczór. W rezultacie zostawiłam uchyloną roletę i drzwi w sypialni na uchylnie, żeby ją usłyszeć, jak wróci. Wróciła menda tuż przed 3 w nocy. I to jeszcze do domu się jej nie spieszyło, trzeba mi było wyjść w piżamie i ją przynieść. Co szokujące od razu od miski wskoczyła zrobić siusiu do kuwety, czyli na dworze była zbyt wystraszona, żeby załatwić potrzeby fizjologiczne. W pobliżu mamy ruchliwą za dnia ulicę. I parking z kilkoma punktami usługowymi, jak poczta, apteka, bank itp. Przypuszczam, że nocą mała wybiega gdzieś za tę ulicę, a potem oczywiście boi się powrotu.

Decyzja zapadła: kot więcej po 20 nie będzie wypuszczany. Nie mamy ochoty wracać na koci ostry dyżur ani na lekarzy i kliniki weterynaryjne. W dzień raczej nikt jej krzywdy nie zrobi, a i my często wtedy chętnie siadujemy na tarasie. A wtedy kot chętnie siada z nami, jak widzieliście na górze. Ale noc jest od spania i to we własnym domu. No! To tyle na temat naszych mądrości.

14 komentarzy:

  1. Ha ha ha, coś mi to przypomina. W tymczasowym domu u Chłopa spędziliśmy kilka nieprzespanych nocy w oczekiwaniu na Tigusia. A on miał nas wszystkich w odwłoku :-)
    Z klapką to sprawdź, bo jeśli masz drzwi z metalem w środku to może nie działać tak jak trzeba i trzeba specjalny adapter do takich drzwi: http://www.zooplus.de/pictures/product/136978_Montageanleitung_Metall_de.pdf
    Ja się namęczyłam, bo programowałam koty i programowałam i nie działało, więc wyjęłam to z drzwi, przeciągnęłam koty przez klapkę i działało. A w drzwiach nie działa bo jest metal. Wkładkę już zakupiłam, tylko czekam aż Chłop wytnie większą dziurę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Iwonko, wydawało mi się, że w tych drzwiach jest tylko plastik, to są cienkie drzwi, takie typu balkonowego.
      Ale oczywiście sprawdzę i jeśli tak jest, czyli jednak jest metal, to dziękuję Ci za rozwiązanie. Póki co zostawiam opcję otwartej klapki w obie strony. Ale nie słyszę, żeby się odblokowywała, kiedy Kicia jest w pobliżu, a powinna. No nic, będę pisać jak się ta klapka sprawuje. :)
      Aż na tydzień Was Tiguś zostawił!!!? Mój się do kici od dziś nie odzywa. I zapowiedział, że jak teraz wyjadę (muszę znów na dwa tygodnie), a ona mu taki numer wytnie, to zmieni się na tydzień z powrotem w kota niewychodzącego!

      Usuń
  2. Aha, i jak chcesz sprawdzić czy Mozart umie wchodzić do garażu, to zostaw klapkę otwartą manualnie bo faktycznie może działać w jedną stronę, tak jak napisałam powyżej. Myślę że jak umie wyjść to wejść tym bardziej. Tylko jej się nie otwiera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak jej uchylam, to wchodzi, wychodzić też już umie, ale też musiałam ostatnio nieco pomóc. Mam więc wrażenie, że jeszcze raz to ustrojstwo muszę zaprogramować na jej chipa.

      Usuń
  3. No co, dziecko po tylu dniach, a nawet tygodniach niewychodzenia poczulo nagle zew natury i poszlo sobie pozwiedzac, a Wy zaraz taki Aufstand robicie. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano nie da się ukryć, że zew natury był silny :), na szczęście jednak znalazło drogę do domu jeszcze tej samej nocy. Za to dziś dziecko na wieczór już nie wyszło. Musi się nauczyć wracać do 20, nie mam zamiaru się tak męczyć i denerwować kolejny raz. Mikael w każdym razie dziś się do niej nie odzywał, chociaż normalnie to były tylko zachwyty: ach patrz, jaka ona śliczna, jak pięknie: leży, patrzy, przeciąga się, je, nie je, poluje, złapała myszkę itd. :)))

      Usuń
  4. Chyba każdy kociarz robi te same błędy ;-)))
    Ileż to ja nocy nie przespałam czekając na koty.
    Teraz zamykam o określonej godzinie i nie ma zmiłuj się, siedzimy w domu one i ja :-)))
    Napisz więcej o tych drzwiach do garażu , pierwszy raz coś takiego widzę :-)
    Co za czasy ??
    Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam już za sobą wiele takich nocy, dopóki to było w Warszawie, jakoś jeszcze to znosiłam. Ale tutaj ciągle się boję tych bardziej ruchliwych jezdni, chociaż kierowcy tu akurat jeżdżą spokojniej niż w PL.
      Teraz też będę już zamykać najpóźniej o 20 i tak jak Ty nie dopuszczę do tego, żeby nas jeszcze później denerwowała.
      Drzwi do garażu są zwyczajne, od zewnątrz jak inne, opuszczane. A od strony domu jest drugie wejście - do ogrodu, zamykane na porządny klucz, solidny zamek. Na górze szyba, a na dole - no właśnie muszę sprawdzić...
      Pozdrowienia :))

      Usuń
  5. A to Mozart kochana narozrabiala ze nocnej wyprawy zachcialo jej sie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potem cały dzień przespała :), a wieczorem wczoraj już nie wyszła. I noc spokojna, chociaż kuwetę musiałam sprzątać. Dziś rano też wyjście na 2 godziny, a teraz odsypia wrażenia. :))

      Usuń
  6. Jest szansa, że Mozart Was wychowa;)))
    Niestety, posiadanie dziecka, kota, psa a nawet męża stwarza zawsze drobne niedogodności;)
    Serdeczności;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano szansa jakaś jest, chociaż niewielka :))
      Drugim zdaniem mnie powaliłaś na kolana!!!

      Usuń
  7. No cóż, kot to kot, kiedyś musi pójść własnymi drogami i ma za nic to, że właściciel się zamartwia i nie śpi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego czasem trzeba kotu zamknąć drzwi przed nosem i być twardym w kwestii niewypuszczania. Musi się przestawić na wcześniejsze korzystanie z kuwety albo wcześniejsze powroty, bo się potem za bardzo denerwujemy oboje. :)

      Usuń