wtorek, 7 lutego 2017

Czasem każdy ma pod górkę

Od dłuższego czasu nie odzywam się na blogu i ciągle czekam na lepszy moment. Ale chyba tak to już jest, że nie ma czegoś takiego jak lepszy moment. Trochę spraw się na mnie zwaliło. Po prostu o nich napiszę, bo inaczej nie ruszę tutaj z miejsca.
Pobyt w PL
W sobotę wróciłam z Polski z dwutygodniowego pobytu. Podczas niego miałam dwudniowe zlecenie, a potem wróciłam do domu do mamy i zajęłam się załatwianiem zaległych spraw urzędowych.
Przed wyjazdem jakoś nie miałam czasu się z Wami tym podzielić, ani po powrocie się odezwać.
Powodów były setki, ciągle coś ode mnie chciały jakieś urzędy lub instytucje. A kiedy kończyłam jedno pismo, przychodziło następne. 
Najwięcej jednak zajmowały mnie dwie operacje u moich bliskich, które odbyły prawie jednocześnie.
W takich momentach zacinam się i nie umiem pisać, dzielić się tym, co mnie obciąża. Mobilizuję wszystkie siły, żeby pomóc, jak tylko mogę i przejść przez to.
Korytarz szpitalny kliniki, w której operowano moją Mamę.

W ubiegły piątek tuż przed moim wyjazdem pod skalpel chirurgów poszła moja mama. W tym samym czasie, czyli jednocześnie Mój Luby był na konsultacji u lekarza w Oldenburgu, z której nie przyniósł zbyt dobrych wieści. Okazało się, że w jego gardle na strunach głosowych po jednej stronie coś się rozwija. Ale o tym będzie dalej.
Mama
Od dłuższego czasu czekała ją operacja, i na szczęście udało się ją przyspieszyć. Ale przyspieszenie mama uzyskała dopiero po tym, jak dwukrotnie (w tym raz ze mną jeszcze przed przeprowadzką) wylądowała na ostrym dyżurze na skutek upadków, bo już naprawdę mocno niedowidziała. W tym wieku to normalne, że na oczach rozwija się zaćma. Nienormalne są terminy operacji przewidywane po 1,5-2 latach. Mama po tych upadkach złożyła podanie o przyspieszenie operacji i w styczniu uzyskała informację, że operacja odbędzie się na początku lutego.
Operacja
Jak dobrze, że mogłam ją zawieźć na miejsce i odwieźć potem do domu. O konieczności zastosowania tylko znieczulenia miejscowego dowiedziała się na parę minut przed wejściem. Wiem, że jest mało odporna na ból, więc nie mówię jej o tym, bo po co ma się denerwować. A potem już nie było odwrotu. Sama operacja, chyba teraz to nawet nazywają zabieg, przebiegła bez komplikacji.
Dzięki zabiegowi usunięcia zaćmy i wszczepienia nowej soczewki już niedługo będzie widziała lepiej na lewe oko, a za około miesiąc podobna operacja czeka ją na drugim, prawym oku. Mama jest bardzo zadowolona z opieki w Centrum Medycznym ENEL-MED przy ul. Gilarskiej w Warszawie, tym bardziej, to od niej naprawdę niedaleko, a jej operacje przeprowadza świetny specjalista od chorób oczu, dr Maciej Koszałkowski. Nie, to nie jest wpis sponsorowany, ale jeśli ktoś coś robi dobrze i to przy finansowaniu z NFZ, warto o tym napisać.
Oczekiwanie za drzwiami sali, w której odbyła się operacja, to zawsze stres - także dla oczekującego.
Niektórych chorych po operacji odwożono do sali pooperacyjnej na wózku. Mama była chyba w lepszej formie, bo została przyprowadzona przez pielęgniarkę.
Z kolei wczoraj, czyli w poniedziałek 6.02. mój Miły miał zabieg pod narkozą, podczas którego pobrano mu do zbadania wycinki strun głosowych. Póki co nikt z całą pewnością nie umie powiedzieć, co tam się dzieje, więc potrzebne było to badanie. Zabieg odbył się w Szpitalu Evangelisches Krankenhaus w Oldenburgu, ok. 50 km od Bremerhaven.
Wejście do Szpitala Ewangelickiego w Oldenburgu
Taki prosty krzyż powieszono w holu szpitala.
Hol szpitala od środka z widokiem na wejście.
Nowoczesny hol, ładne meble.
Nowoczesny hol, ładne meble, a mimo to człowieka jednak ściska za gardło, kiedy to chodzi o niego lub kogoś bliskiego.
Pobrane podczas zabiegu wycinki pójdą do badania histopatologicznego i dzięki temu okaże się, co to jest. Oboje liczymy, że cokolwiek to jest, okaże się stanem do wyleczenia.
Ale dwie godziny czekania przed salą operacyjną i cały poranek, dojazd, czekanie po badaniu CT (tomografia komputerowa) na swoją kolej na sali operacyjnej dały nam popalić. Ileż w końcu można czekać. Nareszcie. Odprowadzam go pod same drzwi. Te drzwi. Za którymi potem czekam ok. dwóch godzin. A raczej wracam pod nie i potem znów na salę.
To przed tą salą czekałam na Niego.
Tuż za zakrętem odkrywam ten napis wmurowany teraz w ścianie, wcześniej zapewne umieszczony na fasadzie szpitala.
W środku trwa zabieg, który przeprowadza ordynator szpitala, dr Andreas Becker. Po wszystkim nareszcie przywożą mi Miłego na salę. Jest w porządku, wybudził się, jest świadomy i czuje się nieźle, nic go nie boli. Opowiada mi, że takie znieczulenie mógłby dostawać częściej, że fajny odlot. Potem obiecuje mi różne miłe rzeczy, czyli jest w porządku.
Po jakimś czasie przychodzi siostra, pomaga ustawić łóżko, bada ciśnienie, ale nie może udzielić żadnej informacji. Trzeba czekać. Po około pół godziny przychodzi ordynator, wyjaśnia osobiście, co zostało zrobione i na co teraz czekamy.
Po kilku minutach zostajemy sami. To znaczy we dwoje plus drugi pacjent na trzyosobowej sali, miły dziadek 91 lat, zdążył opowiedzieć nam o niewoli w czasach 2 wojny światowej, obozach jenieckich przez 5 lat. I o wszystkich swoich chorobach, w pogodny sposób. Mimo wszystko trochę dużo tego.
Mój szepcze. Opowiada, jak się czuje, co dalej. Cieszymy się, że mamy to wreszcie za sobą.
W przerwach, dla relaksu i odwrócenia uwagi od tego, co najważniejsze, robię zdjęcia kliniki, unikając fotografowania ludzi. Jakoś mnie to odpręża.
Hala wejściowa, w tle pomarańczowe okienko INFORMACJI
Co jakiś czas dzwonię do jego rodziny, opowiadam, co się dzieje. Proszę dziadka, czyli Ojca Lubego, żeby wyprowadził psa, bo wrócę późno.
Mentliku w głowie nie czuję, zajmuję się bieżącymi sprawami. I tak przez cały wczorajszy dzień. Wracam i mam od razu pod opieką psa i kota. One chyba też czują, że muszą być grzeczne, bo są.

STAN OGÓLNY
Nie wiem, jak inni mobilizują się w takich momentach do pisania, ale ja w ostatnich dniach nie byłam w stanie napisać na blogu nic.

Za bardzo zajmowały mnie sprawy bieżące, nie tylko zdrowotne moich bliskich, praca, a potem wreszcie podróż, a wcześniej bycie przy mamie i próba przygotowania jej na pierwsze dni po operacji, kiedy jeszcze nie będzie mogła nawet patrzeć w różne strony, bo oko się przez to mogłoby nie zagoić. Trening wskazywał, że będzie to dla niej z jej niespokojną naturą raczej dość trudne.
Wyjazd z Warszawy do domu, zmiana warty
W sobotę rano jeszcze odwożę Mamę na badanie kontrolne po zabiegu do Klinki, gdzie na szczęście przed wejściem wpadła wprost w ramiona teściowej, która przejęła tego dnia opiekę nad nią. Zaraz potem zawracam samochód, żeby o 10.30 wyruszyć do domu, a po drodze... odwieźć moją córkę do Poznania, skąd odebrała z domu tymczasowego swojego drugiego kota. 
To jeden ze spokojnych momentów, kiedy oba kociaki córki się dogadują. Zobaczymy, jak będzie dalej.
Dojazd do Poznania zajmuje nam nieco mniej od planowanych 3 godzin, a córka z mojego samochodu przesiadła się od razu do auta znalezionego na BLA-BLA-CAR, którego bardzo miły kierowca odwozi ją w Warszawie wprost pod blok. Przynajmniej po drodze trochę sobie pogadałyśmy, jak już dawno się nam nie udało.
Tymczasem ja jadę dalej do domu do Mojego. Dojechałam na 20.30, czyli dość wcześnie.
W przeddzień operacji
Na niedzielę dostaliśmy od Mamy Mojego jedzenie na obiad i dobrze, bo nie miałabym jeszcze siły na gotowanie. Rozpakowałam się do końca, a Miły zaczął się szykować na poniedziałkowy zabieg.
Niedziela, dzień przed: Po południu podsypialiśmy, trzeba było wyprowadzić psa. 
Poniedziałek: dzień zero.
Pobudka o 5.45, żeby wyjechać do szpitala na 1,5 godziny wcześniej. Szkoda tylko, że nie powiedzieli nam, że o 9 będzie tylko wykonane badanie CT, a na stół trzeba będzie się położyć dopiero po kilku godzinach oczekiwania...
Łóżka szpitalne chyba zawsze wzbudzają podobne uczucia: dam wszystko, żeby nie musieć tutaj leżeć!
Korytarz, którym jedzie się na salę operacyjną...
I czekanie. I różne myśli...
Miły zostaje w szpitalu do środy rano, odbierze go jego siostra, która mieszka w Oldenburgu, przyjechała też wczoraj pod koniec dnia i odwiedzi go też dzisiaj.
Wczoraj jakoś dobrnęłam ze wszystkim do wieczora. Dziś od rana próbuję pracować: nici z tego.
Zamiast tego powoli próbuję dojść do siebie i jakoś to sobie wszystko poukładać. Przyznam, że nie do końca mi wychodzi. Cały dzień mija mi na czynnościach pobocznych, trochę sprzątam, coś jem, potem spacer z psem.
Dzwonię do zleceniodawcy, instytucji, która zleciła mi tłumaczenie, że z uwagi na sytuację rodzinną spóźnię się z terminem wykonania zlecenia. Na szczęście reagują ze zrozumieniem. Ale co zrobić z tą kluchą zamiast mózgu, z której w tej chwili nie jestem w stanie wykrzesać zbyt wiele?
Na dobrą sprawę teraz i ja, podobnie jak moi chorzy, potrzebuję tylko relaksu i odpoczynku. I uporządkowania myśli.

Strata czasu, szalona strata czasu.
W Warszawie w wolnych chwilach w lataniu między urzędami i bankami oraz sprawami zdrowotnymi moich bliskich dla odprężenia zajmowałam się wszystkim innym, co się tylko dało. Obejrzałam na playerze do końca wszystkie odcinki Singielki. I zaległe odcinki Na Wspólnej. W Niemczech na Player nie da się niestety oglądać polskich programów - ograniczenia licencyjne, ograniczające obszar oglądania na teren Polski. Na co dzień jakoś umiem bez tego żyć, ale tam byłam bardzo zadowolona, że wreszcie przydał się internet założony przed wyjazdem u mamy. Szkoda, że ona teraz po operacji musi unikać telewizji właściwie przez dwa miesiące, bo po drugiej takie samo zalecenie.

Podsumowanie
Jakoś nie umiem dziś jeszcze dokonać nic konstruktywnego, nawet posta napisać po kolei i konsekwentnie nie umiem. Zdziwię się, jeśli dobrnąłeś do tego miejsca... Ale cóż, tym razem piszę głównie dla siebie.
Mam do siebie o to żal, choć rozumiem swój stan. Dziś niespecjalnie nikogo do niczego nie zmotywuję. Chyba tylko do tego, żebyście dbali o swoje sprawy na bieżąco, bo kiedy trzeba je załatwiać w otoczeniu takiego rozgardiaszu, to jest o wiele trudniej.
A ja? Z pracą zrobiłam co mogłam przed wyjazdem. Od tego czasu nic nie ruszyłam. Czy mam  dla siebie jakieś wytłumaczenie? Czy dokończę jutro, do końca tygodnia? Nie mam pojęcia.
Teraz może jakoś po spisaniu tego wszystkiego się poskładam, zabiorę za pracę. Może ...
Ale chyba już nie dziś. Dziś kończę pisać najdłuższy wpis na tym blogu chyba od początku. 
I idę na spacer z psem.

20 komentarzy:

  1. Iw, jesli chcesz ogladac sobie polska telewizje i ukochane seriale, polecam kupno dekodera Polsatu w Polsce i wywiezienia go do niemieckiego domu. Oczywiscie wiaze sie to z kupnem i zainstalowaniem anteny satelitarnej, ale we wlasnym domu nie bedzie z tym problemu. W przeciwienstwie do nas, bo spoldzielnia podala nas do sadu za te antene na balkonie, ale wygralismy. ;)
    Poza tym nie zazdroszcze Ci emocji zwiazanych z chorobami najblizszych, ale trzeba byc dobrej mysli, obydwoje sa pod dobra opieka. Nie rozdwoisz sie, zeby byc przy kazdym, ale w PL jest Twoja corka i tesciowa w razie czego.
    Trzymaj sie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Aniu za wskazówkę, poczekam z tym dekoderem na chwilę, kiedy się tu bardziej stabilnie urządzę zawodowo. Póki co redukuję moje wydatki do niezbędnych kosztów. Antena na domu już jest, trzeba będzie tylko się dowiedzieć i ew. dołożyć ten dekoder.
      Pamiętam Waszą walkę i fajnie, że wygraliście!
      Niestety nie mam szans się rozdwoić, ale na szczęście jest tak, jak napisałaś, Mama jest pod dobrą opieką. A Miły mam nadzieję, już jutro wróci do domu :).
      Uściski!!!

      Usuń
  2. Iwonko, współczuję tych przeżyć z chorobami najbliższych. Ale trzeba być dobrej myśli! Twoja mama po zabiegu na zaćmę na pewno będzie lepiej widzieć. Nie wiem czy pamiętasz, bo chyba Ci pisałam: ja to przeżywałam kilka lat temu, byłam załamana, bo nie mogłam prawie pracować, więc to rozumiem. Miałam operowane oba oczy nowoczesną metodą (i to na NFZ!), 2 h po zabiegu mogłam już wyjść do domu, a praktycznie następnego dnia mogłam powrócić do normalnych zajęć i już po zdjęciu opatrunku dobrze widziałam. Nie miałam zakazu oglądania telewizji ani pracy przy komputerze, lekarka powiedziała, że to nie zaszkodzi. Może w starszym wieku jest inaczej, albo też metoda była inna. Trzeba jednak pamiętać, że często następuje zaćma wtórna, czyli ponowne zmętnienie jako reakcja oka na nową soczewkę. Ja tak miałam, ale wtedy wystarczy już zabieg laserem ok. 5 min. i wszystko wraca do normy. W tej chwili jest super, widzę dobrze z bliska i z daleka. Oby to trwało jak najdłużej... Trzymaj się, będzie dobrze, jak miną trudne chwile. Pozdrowienia i zdrówka dla Twojego M., oby to nie było nic groźnego. Pozdrawiamy Was serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Agnieszko, moja teściowa też miała powtórną operację po operacji zaćmy, więc znam temat. Mama mogła zdjąć na chwilę opatrunek dopiero dziś, czyli po 5 dniach, jeszcze jest lekko opuchnięte oko. Ale mamy nadzieję, że wszystko dobrze się goi i będzie tylko lepiej. U Ciebie oby trwało jak najdłużej!!!
      Pozdrowienia
      iw

      Usuń
  3. Ano, znam ten bol, moge tylko trzymac kciuki, zebys sie po tych atrakcjach (watpliwych) szybko pozbierala! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tej pory choroby bliskich mnie w miarę oszczędzały, albo nie czułam się odpowiedzialna (np. jako dziecko w przypadku choroby taty), a jak przyszło co do czego, to od razu podwójny nelson. Oby wszystko wyszło na prostą, dziękuję za dobre słowo :)

      Usuń
  4. Nikt nie jest cyborgiem. Nawet Ty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A niektórzy myśleli, że tak... Nawet ja czasem, chociaż ostatnio coraz częściej przychodzi refleksja, że jednak nie jestem.

      Usuń
  5. Dziś o 14,00 mój mąż idzie pod nóż chirurga, w szpitalu Medicover, w Miasteczku Wilanów. To reoperacja przepukliny robionej 8 lat temu. Chłopu się wydawało, że ma znów 20 lat i wszystko może, dzwigać zwłaszcza.
    A ja pojadę do niego dopiero jutro, bo skoro o 14,00 jedzie na operacyjną, to po operacji 4-6 godzin będzie leżał na sali pooperacyjnej. A zaćmę miał robioną w prywatnej klinice, 2 lata temu, w sumie to zajęło kilka godzin. Tylko potem musiałam pilnować, żeby się nie schylał. W maju idzie na drugie oko. Już następnego dnia po operacji, po zdjęciu opatrunku był wynikiem zachwycony, wszystko widział, powikłań nie było.
    U mnie zaczyna się zaćma w jednym oku, ale lekarka orzekła, że nim mi się dokładnie rozwinie do stanu operacyjnego to mnie raczej coś innego sprzątnie:))) z tego świata.
    Nasz przyjaciel miał operowaną strunę głosową z powodu guzków, które się na niej umiejscowiły i nie było to nic złośliwego. No ale on palił i nadal pali. A ja po operacji usunięcia jednego płata tarczycy mam uszkodzony i nieczynny 1 nerw struny głosowej i działam głosowo na jednej strunie głosowej i to już wiele, wiele lat. Tylko śpiewać nie mogę;)
    Głowa do góry Iw, będzie dobrze.
    Najlepszego dla Was;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki Anabell za Twojego Małżonka i za Ciebie, dzięki za te informacje o strunach głosowych, to są fakty, a one uspokajają!
      Pozdrowienia i dziękuję

      Usuń
  6. Też do Enel-Medu chodzę. W Łodzi akurat. Mam tam genialną panią ginekolog i przysięgam, nigdy nie miałam lepszego doktora od kobiecych spraw. Jak jest tu jakaś Łodzianka, polecam Enel-Med w budynku manufaktury.

    Dobrnęłam do końca w jakimś zawieszeniu. Straszny galimatias... Życzę zdrowia Wam obojgu, będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są świetne przychodnie, w tej naszej kręcono nawet fragmenty z przychodnią do serialu KLAN :).
      Trochę mi ta spowiedź pomogła uporządkować mój galimatias. Jest mi lepiej, dzięki za wirtualne "wysłuchanie".
      pozdrowienia i dziękuję

      Usuń
  7. Nikt nie znosi klimatu szpitalnego, tej atmosfery, widoku łóżek i cierpiących ludzi. Zdrowia życzę a Tobie dużo sił :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, ta atmosfera i ci wszyscy chorzy, często starsi ludzie wokół, to nie jest atmosfera dla zdrowego człowieka. Można się tym udusić, mimo że nawet jedzenie w porządku i pomoc w szpitalu też uprzejma i na poziomie.
      Dziękuję

      Usuń
  8. Uśmiechu losu życzę, niech Ci sie poukłada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyda się bardzo, dziękuję Ci :)

      Usuń
  9. Moja babcia miała operowaną zaćmę i widzi teraz lepiej niż ja, ale co się naczekała na obie operacje, to już inna historia. Zabieg czy operacja? Zapytałam o to kiedyś w szpitalu i dowiedziałam się, że tak naprawdę, to jest jedno i to samo i prawidłowo nazywa się zabieg operacyjny, a różni się zakresem. Gdy leżałam na urologii podpisywałam zgodę na mały zabieg urologiczny, pani z łóżka obok miała zabieg duży. Życzę Ci dużo siły i wytrwałości, a Twoim operowanym bliskim zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To czekanie w PL to jakiś koszmar, specjalna terminologia jest ważna chyba głównie w przypadku pisania dla specjalistów, ja tu piszę ogólnie, a ogólnie traktuje się te dwa słowa przeciwstawnie: zabieg (mały, standard), operacja (duża).
      Buziaki

      Usuń
  10. Zupelnie Cie rozumiem ze nie pisalas i nie bywalas na blogach jak najblizsze Ci osoby choruja i ida do szpitala. Ja czesto bywam w szpitalach jako pacjent, mialam bardzo dlugie pobyty tam, mimo ze bylam traktowana jak nalezy, mialam stany zalamania a najbardziej to chcialam byc w domu.
    I szpital w Polsce, i szpital w Niemczech wygladaja na zdjeciach bardzo dobrze, wrecz luksusowo.

    OdpowiedzUsuń
  11. Po pierwsze najważniejsze, że operacja mamy była przyspieszona i udana. Po drugie, mam nadzieję, że M. też będzie miał dla Was dobre wieści. Po trzecie, praca nie zając , nie ucieknie, a ludzie zdyscyplinowani i sumienni tak jak Ty, na pewno się z niej wywiążą wcześniej czy później. Po czwarte, trzymam kciuki, by wszystko się unormowało, a do Ciebie wrócił spokój i optymizm.Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń