piątek, 6 stycznia 2017

Chcesz się zmienić? Po prostu zacznij!

Wiele osób od nowego roku tradycyjnie planuje skończyć ze sobą. To znaczy ze starym sobą. I zostać nowym sobą. Znacie przecież hasła: nowy rok, nowa ty. Gdyby to było tak proste, każdy 1 stycznia biegłby do najlepszego trenera a 2 stycznia do najlepszego dietetyka, wprowadzał w życie swój program naprawy życia już od 3 stycznia. I radośnie podskakując, na plażę już w lecie faktycznie z nowym, nieskazitelnym i wysportowanym ciałem, w dopasowanych ciuchach, z szałowym uśmiechem i z transparentem: 
Udało się! W 6 miesięcy zrzuciłam/-em 15 kg. 
Idźcie za mną, to takie proste!
No więc: to jest trochę bardziej skomplikowane, ale w sumie niewiele bardziej.
Bo nic nie stoi na przeszkodzie, żeby już w grudniu poszukać trenera, a w listopadzie poszukać dietetyka albo ewentualnie zakupić jakiś dobry program odchudzający. W tym zakresie są już strony o ugruntowanej renomie, wystarczy się zapisać i wykupić abonament na miesiąc, dwa czy trzy i wtedy faktycznie można zaczynać od stycznia.
Bo najważniejsze w zmianie swojego życia jest to, że spontan rzadko się sprawdza!
Sprawdza się za to:
1. Dobry i rozpisany na poszczególne działania plan
2. Konsekwencja w realizacji planu
3. Połączenie zmian przyzwyczajeń na zdrowsze w diecie z ćwiczeniami lub chociaż z aktywnością w formie spacerów czy jazdy na rowerze itp.
4. Postawienie sobie realistycznych celów
5. Wyrozumiałość dla własnego tempa i własnych błędów

Nie każdy schudnie w 6 miesięcy.
Jestem kobietą o zwykłej budowie i nie od lat nie trenuję żadnego sportu wyczynowo. Moje podejście do sportu jest amatorskie. Moja aktywność ma mnie wynieść na wyższy poziom formy i pomóc lepiej wyglądać.
Dlatego w sprawach fachowych zwróćcie się raczej do fachowców. 
Ja pokażę Wam tylko mój ulubiony zestaw ćwiczeń, który stosuję od 3 do 6 razy w tygodniu, kiedy jestem w dobrej formie, a który potrafi mnie nieźle wykończyć, kiedy miałam dłuższą przerwę. Wykonałam poniższy zestaw z dość dużą ilością powtórzeń i podnoszeniem ciężarków dwa dni temu i przyznam, że wczoraj byłam jak ścięta. A dziś mam straszne zakwasy we wszystkich miejscach, o których dawno zapomniałam. Ale mam satysfakcję, bo ruszyłam z miejsca.
Proszę pamiętać, że zaprezentowane poniżej zdjęcia przedstawiają mnie, a nie babeczkę przygotowaną do zawodów fitness, z poziomem tłuszczu w ciele rzędu 5-10 %. Jestem normalną kobietą, ważę  lekko powyżej 60 kg przy 164 cm wzrostu, i pewnie już tak zostanie. Pracuję nad sobą od paru lat (od marca 2013), bo wcześniej doprowadziłam się do punktu, w którym mój widok w lustrze przestał mi sprawiać przyjemność.
Za ćwiczenia konsekwentnie wzięłam się na wiosnę 2014 roku, za dietę w maju 2015.
Nauczenie się nowych przyzwyczajeń żywieniowych zajęło mi około pół roku. Nowych potraw będę się uczyć pewnie do końca życia. Od zmiany nawyków żywieniowych schudłam do odpowiedniej dla mnie wagi i ją przez cały czas utrzymuję, mimo drobnych okazjonalnych wyskoków. Po nich dość szybko wracam na właściwe tory i do właściwego wyglądu.
To tyle tytułem wstępu. Zapraszam do zapoznania się z moim zestawem podstawowym ćwiczeń i potraktować go nie jako instruktaż, bo takowym nie jest, tylko jako zachętę do własnych poszukiwań i motywację, że skoro ja mogę, to przecież i Ty też możesz.

Zaczynamy od rozgrzewki, czyli zawsze od rozruszania kolan kolistymi ruchami z rękami położonymi na nich. W lewo. I w prawo. Potem takie same koliste ruchy bioder z rękami opartymi na biodrach lub w talii.
Potem skłony boczne, najpierw statyczne, potem pogłębiane.
Skłony boczne
Skłony boczne w drugą stronę
Skłony do przodu i skośne skłony do przodu.
Warto rozruszać też kolistymi ruchami ramiona, poschylać też głowę na boki i do przodu. Przykładową rozgrzewkę rozrysowaną i opisaną znalazłam tutaj.
To ważne, żeby potem nie paść na drugi dzień i nie zniechęcić się od razu (pierwszego dnia nie poczujemy, ale na drugi i trzeci może być nieciekawie i ciało może być obolałe).
Ja zazwyczaj także na początek wykonuję kilka ćwiczeń z ciężarkami (moje mają po 1,5 kg każdy) czyli wymachy ramion boczne, przednie i od góry za kark z obciążeniem na górne partie ciała, ruszają się ramiona, mięśnie piersiowe i plecy. Ruszamy przy tym czyli spalamy sadełko na wysokości tułowia, głównie talii, bioder i pleców.
Moje ciężarki i koc treningowy - w takiej scenerii to poranna bajka - urlop 2016!
Wszystkiego po 2 serie, po 10-15 powtórzeń każda.
Lekko rozruszana starałam się zrobić przysiady. A wtajemniczeni wiedzą, że mam z tym problem już od dłuższego czasu. Przyklęk zbyt głęboki średnio mi wychodzi, toteż najczęściej wykonuję przysiady w rozkroku.
W przysiadach najważniejsze jest zachowanie prostej linii podudzia czyli kości piszczelowej od kolana do stopy. U mnie prawie się udało.
Uff, nie znoszę ich, ale czego się nie robi dla lepszego tyłka.
Kolejne ćwiczenie na rozruszanie i rozćwiczenie nóg:
wypad w przód. Nogi na zmianę, dwie serie po 10 na każdą nogę:
Wypad w przód, ja robiłam z lekkim pogłębianiem.
Dla poprawy krążenia można też robić jedno ćwiczenie statyczne i jedno dynamiczne.
U mnie dynamiczne było podnoszenie kolan na stojąco lekko na skos do góry. Nogi na przemian - kolano do naprzeciwległego łokcia. Można to ćwiczenie robić statycznie, albo podskoczyć przy każdym wymachu nogi.
Następnie, kiedy nogi już mamy w miarę rozruszane, można już paść na kolana, podeprzeć się rękami i robimy koci grzbiet. Dla opiekunów kocich to nie powinien być problem, kot ci pokaże.
Najpierw kręgosłup podnosimy kocią metodą w górę...
I po chwili kręgosłup powoli opuszczamy w dół (nie powinno się go za bardzo wyginać w dół, raczej do wyprostu tułowia). Ćwiczenia na kręgosłup powinno się wykonywać starannie i dość powoli, bo łatwo sobie inaczej coś uszkodzić, a po co ci kontuzja. Mi też niepotrzebna, więc nie szarżuję.
Po kocich grzbietach, co najmniej 10 razy, a najlepiej 2 serie po 10 razy, warto się rozciągnąć, siadając na piętach i wyciągając maksymalnie w tej pozycji dłonie do przodu.
W tej pozycji klatka piersiowa spoczywa na udach, oddychamy spokojnie, czujemy, jak pięknie rozluźniają nam się plecy. To rozciąganie stosuję często jako przerywnik i rozciąganie nawet pomiędzy poszczególnymi ćwiczeniami, szczególnie tymi w parterze. Rozciągnięta?
To jedziemy dalej. Skoro już jesteśmy na kolanach, warto pomachać trochę nogami, czyli poćwiczyć mięśnie nóg.
Zwykle robię po dwie-trzy serie wymachów na każdą nogę w takich formacjach:
1) z nogą zgiętą w kolanie i palcami ściągniętymi do przodu
2) z nogą wyprostowaną
na lewą nóżkę
i na prawą nóżkę
3) podciąganie nogi ugiętej w kolanie w bok - to na tak zwane brazylijskie pośladki, nauczyłam się od Ewki Chodakowskiej i Mel B.
Każdą dobrze wykonaną serię 10 lub 15 wymachów nóg najlepiej jest wykończyć podniesieniem nogi w górę na dłużej, i tzw. (przeze mnie) wyciśnięcie mięśnia do końca.
Po tym warto się walnąć na kocyk i w tej pozycji z podniesionymi o 90 stopni kolanami najpierw lekko poruszać miednicą do przodu i do tyłu, żeby się ułożyła i lekko rozluźniła. A potem znów fajne ćwiczenie przeze mnie zwane podnoszenie miednicy. Czyli kładziemy się na plecach, uginamy nogi w kolanach, ramiona wzdłuż ciała i bomba, czyli miednica w górę, i w dół, i znów w górę, i w dół.
I znów ze 2 serie po 10, pamiętamy o dociąganiu i tego ćwiczenia po serii jeszcze w pozycji górnej co najmniej 10 razy.
Pozycja miednica w górę, potem opuszczamy pupę, czyli miednica w dół.
Nogi rozstawione na szerokość ramion
Pozwala popracować na tyłek i jednocześnie talię, i trochę na brzuch. Fajnie rozluźnia dolną część kręgosłupa.
Dobrze mi robi wykonanie po tym ćwiczeniu także ćwiczenia na równowagę, kręgosłup jest już rozruszany, więc tylko siadamy, nogi w górę, ramiona wzdłuż ugiętych nóg i wyciągamy nogi do wyprostu, automatycznie nieco kładąc plecy. Utrzymujemy równowagę
Ćwiczenie równowagi, dobre na tyłek i brzuch
To ćwiczenie na równowagę, trochę też na tyłek i brzuszek. Nogi na przemian opuszczamy i podnosimy.
To ćwiczenie pokazane w pierwszej części, druga to wyciąganie nóg do przodu. Potem można jeszcze wykonać rowerek, czyli ćwiczymy dalej brzuch.
Potem warto wykonać jeszcze rozciąganie nóg na boki z tej pozycji, wybaczcie, ale nie zaprezentuję Wam rozkroku, bo nie mam zdjęcia :).
Może jeszcze trochę rozciągania nóg, a proszę bardzo:
A teraz na drugą nóżkę!
Uwielbiam wszelkiego rodzaju ćwiczenia rozciągające nogi, jeśli ktoś jest mocno rozciągnięty, po serii takich ćwiczeń spokojnie zrobi szpagat.
Albo usiądzie z nogami rozwartymi i powolutku pochyli się do każdej nogi z wyprostowanym kolanem (na początek może być ugięte). Na początek niekoniecznie trzeba pogłębiać, to może doprowadzić do niepotrzebnego nadwerężenia mięśni. Ciało samo powie, kiedy już można.
A to dobre rozciąganie mięśni na koniec ćwiczeń z nogami w parterze.
Teraz już spokojnie można się położyć i porobić ćwiczenia na brzuch.
Skłony do brzucha, ja najbardziej lubię te z ugiętymi i podciągniętymi kolanami. Kolana podciągam naprzemiennie z łokciami i jednocześnie ze skłonem, plecy pozostają przylgnięte do podłoża. niestety nie mam dobrego zdjęcia.
Żeby ćwiczyć skośne mięśnie brzucha, kolano idzie do przeciwległego łokcia.
A to już jest pozycja do ćwiczeń samej końcówki, czyli lekkie podniesienie tułowia i wyciskanie brzucha w tej pozycji po 10-15 czy 20 razy. Ile możesz.
W tym miejscu jeszcze nie powinnaś być spocona, najwyżej lekko rozgrzana. Warto do kompletu zrobić też pompki, ja nie jestem w tym dobra, ale staram się wykonać ich prawidłowo (prosty tułów, skłony w łokciach, proste kolana) choć kilka na każdy trening.
Pompki, moja słabość
Ćwiczenie, które robię najczęściej na koniec treningu mięśni brzucha, bo potem niewiele jestem w stanie zdziałać, to deska zwana z ang. plank:
W tej pozycji trzeba wytrwać jak najdłużej, można liczyć po 20, 30 i więcej sekund. Wygląda dość niewinnie, ale pod koniec pierwszej minuty drży całe ciało, a jeśli uda ci się wytrzymać 1,5 - 2 minuty, to jesteś moją bohaterką / bohaterem.
No dobra, można znów się trochę rozciągnąć. Tym razem, podczas odwrotnego kociego grzbietu. Ja to tak nazywam, w trakcie ćwiczenia podnosimy się z pozycji siedzącej do takiego "stołu".  
Wytrzymujemy kilkanaście sekund i opadamy. Kilka serii tego ćwiczenia dobrze zrobi nam na plecy i na biodra. Czujemy też podczas niego nogi.
Na koniec przyda się znów rozciąganie, ale ja tutaj po prostu przyciągam kolano do tułowia. Trenerzy często pokazują podobne ćwiczenie wykonywane ze skrętem tułowia i nogą przełożoną w taki sposób przez udo drugiej i w takim chińskim paragrafie wytrzymuje się parę sekund... Znajdziecie to ćwiczenie na koniec "Skalpela" Chodakowskiej.
Już po ćwiczeniach, można wstać i swobodnie schylić się do przodu, kręgosłup jest rozruszany i nie powinien po takich skłonach sprawić żadnego kłopotu.
Czy to koniec? Ano właściwie tak.
Przeważnie na koniec serii ćwiczeń robiłam jeszcze serię rozciągania kręgosłupa n aplecach, z opadem nóg zgiętych w kolana na boki, a ramion w naprzeciwległe kierunki. Potem bywało, że padałam jeszcze trochę pomedytować, czyli posłuchać ptaków i jeziora z pozycji całkowicie rozluźnionej.
Zdjęcia robiłam sobie z samowyzwalaczem podczas naszych wiejskich wakacji w 2016 roku.
Nie jestem trenerem osobistym, ale mam za sobą dwa lata gimnastyki artystycznej w dzieciństwie, potem rok treningu samoobrony w liceum, a wreszcie pięć lat treningów strzeleckich, podczas których zapraszano do nas trenerów różnych dyscyplin, aby pokazywali i tłumaczyli nam różne ćwiczenia ogólnorozwojowe.
Można więc powiedzieć, że pewne podstawy mam. Ponadto sama od wielu lat ćwiczę swoje ciało na różne sposoby i to, co wypracowałam dla siebie, czyli mój zestaw podstawowy, uważam za dobry wstęp do pracy nad sobą.
Wiele z nas nie rusza z kanapy, albo bywa, że polegamy przy pierwszej próbie wykonania skalpela czy jakiegoś innego programu znanej trenerki po prostu wymiękamy, albo na drugi dzień po treningu dostajemy takich zakwasów, że nie jesteśmy w stanie powtórzyć treningu i łatwo się zniechęcamy.
Powyższe ćwiczenia można wykonać rano na rozgrzewkę ciała, jeszcze w piżamie, albo wieczorem, jeśli spędziliśmy sporo czasu przed telewizorem i chcemy zasnąć z rozruszanym a nie zakrzepłym w bezruchu ciałem.
Ćwiczenia są dość łatwe, wybrałam specjalnie te, które jest w stanie wykonać raczej każdy, które nie obciążą za bardzo organizmu i raczej nikomu nie zaszkodzą. Jeśli wpadający tu z wizytą trenerzy mają jakieś uwagi, to chętnie wysłucham, może dodam dzięki temu w tekście istotną uwagę na temat wykonywania ćwiczeń. Z góry dziękuję za uwagi pod postem lub wysłane mailem.
Jestem teraz w nieco słabszej formie, bo po dłuższej przerwie bez treningów. Tę serię ćwiczeń jestem jednak w stanie wykonać zawsze, wszędzie i w zasadzie o każdej porze. Jeśli nie mam ciężarków, kupuję dwie małe wody mineralne i już mam albo robię na początek wymachy rąk bez obciążenia.
Nie ma co czekać, trzeba się brać do pracy.
Nie ma co szukać wymówek, ten program wykonasz w domu, w starym dresie, albo bez dresu, w piżamie, w każdym wygodnym stroju.
Jeśli będziesz wykonywać ten lub podobny zestaw, ćwiczeń, trochę się rozruszasz i być może odważniej ruszysz i zdobędziesz się na programy przygotowane przez specjalistów.
Przy czym warto zwrócić uwagę także na wschodzące i już sprawdzone gwiazdy trenerskie, czyli trener o ugruntowanej przez wiele lat pozycji i z niezłym dorobkiem, ale od niedawna dopiero oferujący swe usługi także za pośrednictwem FB, Piotr Fitmen, znany nam starym blogerom jako Monteki.
Drugą wartą uwagi bardzo młodą, ale niezwykle pracowitą trenerką jest Marta Henning, którą wielu z nas znam z jej bloga Marta Pisze, oraz bloga sportowego Codziennie Fit.
Albo wybierz trenera samodzielnie, w Twojej okolicy.
Mam nadzieję, że tych poszukujących zachęciłam odrobinę do wprowadzenia chociaż lekkich zmian w Waszym życiu, a tych zdecydowanych naprowadziłam na miejsca, gdzie zdobędą fachową wiedzę na temat doskonalenia siebie.

A jak wygląda mój plan na rok 2017 dotyczący wyglądu i formy?
Jeszcze jestem w trakcie jego pisania, jednym z punktów jest oczywiście poprawa formy, w punktach widzę to tak: 
Dbam o siebie, czyli:
1) 3 treningi w tygodniu
2) 2 spacery w ciągu 3) 1 - 1,5 litra wody dziennie
przynajmniej 3 razy w tygodniu świeżo wyciskany sok lub zdrowy koktajl warzywno-owocowy
3) przynajmniej 1 raz dziennie posiłek bogaty w warzywa (przeważnie jest to sałatka do każdego posiłku).
Więcej o moich kulinarnych dokonaniach i fascynacjach znajdziecie na moim blogu iw-kulinarnie.

26 komentarzy:

  1. Jestem pod wrażeniem - żeby zacząć się ruszać regularnie wykupiłam karnet na siłownię i tylko to mnie motywuje - sama mam zapał na dwa - trzy razy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też przez około rok chodziłam na siłownię, ale przy dużej ilości obowiązków zauważyłam, że często nie chodziłam dłuższy czas, np. dwa tygodnie. A w domu też nie ćwiczyłam, bo przecież mam karnet i pójdę na trening, jak dam radę. I nie dawałam. To już czasem lepiej zrobić takie podstawy 3 razy w tygodniu, daje to pewną formę, chociaż na dłuższą metę to oczywiście za mało. Ale na początek jak znalazł. :))

      Usuń
    2. Ale mam dwie koleżanki które zawracają d... i jak mi się samej nie chce iść to muszę się ruszyć z nimi :) i to jest fajne . Już 10 kg od tamtego roku tam zostawiłam !! Suuuuuper

      Usuń
    3. Jak dobrze, że masz takie fajne koleżanki. Ja zawsze byłam zdana na siebie, ale za to motywuje mnie mój mężczyzna, który sam regularnie chodzi na siłownię. Jak się tu trochę urządzę, będziemy znów chodzić razem. :) Wynik świetny! Gratulacje, ja od początku pracy nad sobą straciłam ok 7 kg, trochę wróciło, ale dalej dążę do formy. :)

      Usuń
  2. Oj, Iwona, robisz konkurencje Chodakowskiej! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie śmiałabym, ale staram się :), ona robi dobrą robotę, to od jej skalpela zaczynałam (po prostych ćwiczeniach rozciągających na początek). Wiele jej zawdzięczam.
      Dzięki, buźka!

      Usuń
  3. Ja mam do takich ćwiczeń słomiany zapał... Wolę spacery po mojej wsi, a wiosną i latem biegi.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, że jednak coś robisz. Wielokrotnie obiecywałam sobie ja z kolei bieganie... Dawno temu biegałam, ale od paru lat jakoś nie umiem się zmobilizować. Spacery oczywiście tak, tak i jeszcze raz tak. Nawet bardzo długie, byle w wygodnych butach! :)

      Usuń
  4. Jestes bardzo sportowa dziewczyna, tak Ciebie widze od zawsze. Jestes konsekwentna w tym co robisz dla ciala i to pracuje, masz super sylwetke. Wazne jest dbac o zdrowie, i fizyczne, i psychiczne, i Ty to robisz, gratuluje. Ja sama niewiele moge jesli chodzi o cwiczenia ze wzgledu na powazna chorobe, ale uwielbiam zdrowe jedzenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, staram się od lat żyć tak, żebym była zadowolona z siebie i swojego zdrowia, formy i tego, jak się ruszam. Konsekwencją tego są właśnie ćwiczenia i zdrowe jedzenie. Dlatego stwierdziłam, że warto być konsekwentnym. Przy chorobach oczywiście to wygląda trochę inaczej, ale zdrowe odżywianie potrafi przeciwdziałać wielu chorobom, więt też warto pogłębiać wiedzę na ten temat.
      Pozdrowienia serdeczne :)

      Usuń
  5. też jestem pod wrażeniem ))) i dzieki mnie zmotywowałaś...tylko ja mam kłopoty z kręgosłupem po 2 wypadkach samochodowych i trochę się boje szarżować... to znaczy od lat ćwiczyłam w basenie i marszem po polach i taniec i takie tam ale po 2 wypadku sie pozbierac nie moge, a dupa rośnie. Bez obietnic zbędnych od dzis powoli zaczynam )) pozdrawiam Iw

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Teatralna, mam przyjaciółkę, która ma kręgosłup w chiński paragraf, naprawdę mocno krzywy. Bez trenerki też bała się ćwiczyć, ale po rzuceniu palenia przytyła mocno i nie chciała tego tak zostawiać, bo zawsze była bardzo szczupła. Znalazła więc trenerkę, dopytała, jakie ćwiczenia może wykonywać, żeby nie zaszkodzić sobie na kręgosłup i jedzie. Przynajmniej 2-3 razy w tygodniu nie mogę się do niej po południu dodzwonić, bo jest na siłowni.
      Mój M. też miał nie dwa, a mnóstwo różnych mniejszych i większych wypadków (spadał z roweru wielokrotnie, bo szarżował) i kontuzji. Wiele razy lekarze mu mówili, że nie będzie już nigdy w takiej formie, w sumie z powodu pewnego schorzenia ma pierwszą grupę inwalidzką i do końca życia będzie łykał prochy.
      Ale do pracy niezależnie od pogody jeździ dalej rowerem (robi w ten sposób 15-25 km dziennie). I jeszcze mu się chce pójść przynajmniej dwa razy w tygodniu, a kiedy nie wychodzi, to chociaż ze 4 razy w miesiącu na trening. Chodzi też regularnie na masaże, żeby te swoje kontuzje ogarnąć. Ciągle mu coś strzyka, albo go boli, a jednak trenuje i czuje się dzięki temu w formie.
      To tylko dwa przykłady, ale myślę, że dające również motywację. :)
      A zmiana nawyków nie jest niemożliwa, wiem to na swoim przykładzie. Wygląd to w 70% micha, w 30% aktywność. Warto o siebie zawalczyć!
      Uściski!!!

      Usuń
  6. Nigdy nie robię żadnych postanowień noworocznych. No i... nie chce się zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze rzadko mówię nigdy :), bo wiem, że zawsze może się zdarzyć, że jednak zmienię zdanie. Po drugie ja lubię próbować różnych nowych rzeczy i stawiać sobie plany. Niekoniecznie noworoczne, moją wielką przemianę zaczęłam podczas remontu kuchni w 2015, urządzając sobie najpierw kuchnię awaryjną, żeby nie zaniechać szykowania zdrowego jedzenia. Poza tym bez ćwiczeń mój kręgosłup pewnie dawno nie dałby mi ani dnia spokoju. :)
      Tak więc ja mam taki charakter, że lubię się zmieniać, oby na lepsze.
      Pozdrowienia

      Usuń
  7. Bywa, że czynię postanowienia noworoczne. Niestety, chyba konsekwencja nie jest moim konikiem, a z drugiej strony znacznie lepiej wychodzą mi postanowienia krótkoterminowe wynikające z bieżącej sytuacji i tych się trzymam oraz nie popuszczam dokóki nie osiągnę celu.
    A propos regularnych ćwiczeń...od "niepamiętamkiedy" jestem osobą nad wyraz aktywną i może stąd wynika, że nie posiadam planu ćwiczeń. Zwyczajnie nie zmieściłabym już nic więcej ponad to, co robię ;-)
    Ale jak zwykle podziwiam Cię Iwuś za konsekwencję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat u Ciebie wiem, jaka jesteś aktywna, więc i bez planu robisz o wiele więcej, niż przeciętny zjadacz chleba. :)
      Co do planów - jestem pewna, że swoją konsekwencją niejednego byś pokonała.
      Moja konsekwencja wynika z niechęci do gorszych konsekwencji, gdybym tych różnych czynności zaniechała :))

      Usuń
  8. Oj, ale bym sobie poćwiczyła... Tyle że po moich przejściach zdrowotnych z ćwiczeń, które pokazałaś, mogę robić tylko podnoszenie miednicy. Poza tym pilates i joga. Sześciopak zakazany. Aerobik i inne takie również.Na pilates miałam chodzić od września, ale krztusiec go o tydzień wyprzedził i trzymał ponad dwa miesiące. Zresztą nadal trzyma, ale już w formie nie utrudniającej życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że coś możesz, każdy musi tak czy inaczej dostosować swoją aktywność do własnych możliwości. Zdrowia Ci zatem w tym roku życzę!

      Usuń
  9. ważne jest w Twojej prezentacji, że odbierasz leniom wymówkę typu "brak sprzętu"... bo jak się okazuje, wystarczy kawałek kocyka na jakiejś w miarę płaskiej powierzchni... w sumie nawet hantelki można zastąpić butelkami z wodą...
    pozdrawiać i dobrej formy a la longue życzyć :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, wystarczy odrobina sprzętu typu stary kocyk, jakiś dres i można jechać. :) I fajnie wychodzi nawet bez muzyki, tylko wśród śpiewu ptaków :)
      Dzięki, forma się przyda!

      Usuń
  10. Każda inspiracja będzie krokiem milowym w tym kierunku, ale nie wolno zapominać, że dobór diety i treningów jest rzeczą indywidualną. Jestem zdania, że swoje początki z fitnessem, nie powinny nigdy wystąpić bez prywatnego trenera.
    Kiedyś omal nie zasłabłam na diecie Ewy. Pojawiały się też kontuzje kolan.

    Po fachowym instruktarzu trenerki personalnej w klubie, do którego po tamtych epizodach zaczęłam chodzić, oraz przeczytaniu masy książek o odżywianiu i treningach, nauczyłam się jak nie zrobić sobie krzywdy. Dziś ćwiczę w domu sama, układam jadłospisy sama i cieszę się dobrym zdrowiem i sylwetką.

    Wielu z nas nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że chcąc poprawić swoje życie, można je w łatwy sposób zepsuć, niestety nie wystarczy tylko kupić sobie płyty z ćwiczeniami.
    "Skalpel" Ewy jest nieszkodliwy, można polecić, zaś do bardziej zaawansowanych treningów, mam zastrzeżenia. "Sekret" też jest niezły dla średnio zaawansowanych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego podałam linki do trenerów, też uważam, że dobrze jest skorzystać z pomocy fachowca, chociaż i ci bywają różni. A bez pomocy i podstawowej wiedzy o fizjologii niestety często można się nabawić nieprzyjemnych kontuzji i bardzo sobie zaszkodzić. Skalpel faktycznie jest na początek trudny, po paru razach może nie łatwy, ale dobry i pomocny. Sekret bardzo mi obciążył mięśnie od pierwszego razu, więc pewnie nie byłam jeszcze średnio zaawansowana i nie mogłam sobie go tak po prostu zastosować na co dzień. Może przyjdzie czas i na niego. :)
      Uściski, dzięki za opinię, jak wiesz, bardzo ją sobie cenię, bo sama dużo wiesz na ten temat.
      Mam nadzieję, że nie skasowałaś swojego bloga sportowego, tylko go aktualnie np. przerabiasz. :)

      Usuń
    2. Odpowiedziałam Ci na to pytanie, pozwolę sobie przekopiować je tutaj, żeby się nie zgubiło.
      "Z blogiem sportowym to taka sprawa, że straciłam do niego zapał. On istnieje, tylko że nie pisałam tam nic od dawna.
      http://madathouse.blogspot.com/"
      p.s. zmotywowałaś mnie. Dziś tam dodałam nowy post.

      I o stuptutach, bo pytałaś czy to te ze zdjęć:
      "Na tych zdjęciach to tylko wełniane nakładki. Chroniły jedynie przed wpadaniem liści i igieł do butów. Na trudniejsze warunki typu błoto i śnieg, mamy normalne do trekingu ;) Są noworocznym nabytkiem, więc zanim się tutaj pojawią, trochę czasu minie, bo obecnie publikuję wędrówki z listopada. Prawdziwe stuptuty zaś, są jeszcze nierozdziewiczone ;)"

      Usuń
  11. Muszę się odezwać, żeby potwierdzić. "Organoleptycznie"... Wszystko się bardziej niż zgadza, skrzysz, podczas spotkania widziałem cudowną, piękną babkę, szczupłą, o wspaniałej skórze, z błyskiem w oku. Trud się sprawdza i odpłaca. Mogłem pogadać, przytulic, ucałowac w czółko,nacieszyć brzoskwinką i nadziwić efektami. Jestem pod wrażeniem. Okazuje się, że wszystko można! A wszystko tak nnormalnie, po ludzku naturalnie, bez napinki i zadęcia. Dzięki za spotkanie. Kumpel.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ mnie pięknie skomplementowałeś, ale nie ma to jak czysta prawda od naocznego świadka!!! :) Serdeczne dzięki, staram się wszystko robić na spokojnie, to prawda, trochę zarażam otoczenie, jeśli ktoś chce, jak nie chce, nie narzucam się z niczym. Ale z Tobą akurat możemy się spokojnie wymieniać przepisami!
      Buziaki Jacku

      Usuń