wtorek, 17 stycznia 2017

Kochanie, zrób mi zdjęcie

Kochanie, zrób mi proszę wreszcie jakieś zdjęcia, bo ciągle sobie tylko robię z komórki. Dziś takie piękne słońce, a ja się tak fajnie czuję i chciałabym, żebyś mi zrobił fotkę. Buziaki słodziaki i takie tam na zachętę.
No dobra, chłop wziął do ręki mój aparat, ale od razu widać było, że dziś nie chce mu się i że to nie jego dzień na robienie zdjęć. Tyle, że ja nie wiem, kiedy przy takich obciążeniach, jakie mam ostatnio trafimy na wspólny dzień na spacer i w dodatku przy tak bajecznej pogodzie. Sami zresztą oceńcie: na zdjęciu główny deptak Bremerhaven, w tle najdroższy tutaj i najbardziej znany hotel, o kształcie świadomie przypominającym widok z Dubaju.
Do dzieła więc moi drodzy, zobaczcie, jak to jest próbować wydębić fajne zdjęcie od kogoś, kto nawet nie za bardzo lubi robić zdjęcia.
Nie no, to nawet mogłoby być, tylko po co mi ta latarnia morska wyrastająca z głowy?

niedziela, 15 stycznia 2017

Sprawa płotu, a ochrona ubezpieczeniowa w Niemczech

Mam ostatnio bardzo dużo pracy, z którą muszę zdążyć terminowo, więc niewiele mi pozostaje energii i weny do pisania na blogu. Ale trochę spraw się oprócz pracy nałożyło. Pomyślałam więc, że w tak zwanej przerwie technicznej opowiem Wam, jak się mają sprawy naszego płotu, a raczej ogrodzenia.
Jak zapewne pamiętacie, w Wigilię 2016 w nasze ogrodzenie wjechał samochód. Pisałam o tym w poście pod tytułem Jak najechał nas Mikołaj. Po naszej stronie zniszczył sporą część narożnika, a u sąsiada całkowicie zniszczył bramę wjazdową.

niedziela, 8 stycznia 2017

Spacer z psem i fotorelacja - wieczny dylemat

Chodź piesku, idziemy na spacerek.
Tak, tylko się ubiorę. Tak, nie musisz tak dyszeć, muszę założyć jeszcze szalik, i czapkę, i rękawiczki gdzieś miałam. Aha, szminką muszę usta pociągnąć, bo mróz straszny i usta mi popękały. Ale mamy tak piękną pogodę, że dziś biorę aparat i postaram się jakoś zrobić parę zdjęć.
Zaraz, zaraz, no co tak dyszysz, że nie mogę myśli skupić... przestań! Bo mózg mi się lasuje! Bo jak machnę gazetą, to się przestraszysz. Nie wierzysz, no cicho żesz wreszcie, bo nie nie dam rady myśleć. Daj mi się skupić!
Co to ja chciałam. Aaaa, aparat muszę wziąć.
Mam dla Ciebie uprząż, mam smycz, mam torbę, ale czegoś brakuje. Aha! Buty jeszcze. No poczekaj jeszcze. Tak wiem, że się niecierpliwisz, ja też bym już chciała wyjść, ale ja bez butów to niekoniecznie.
Oooo, aaaa, dobra, sznurowadła zaciągnięte. Mam klucz? Bo jak nie mam, to wiesz, trzeba będzie Mikaela z pracy ściągać i do samochodu też nie wejdziemy, bo klucze mam spięte razem.
Okej. Wszystko jest. Możemy iść. Dobrze, ostrożnie, uważaj, no odejdź od tych drzwi, przecież nie otworzę, jak przed nimi nich stoisz salcesonie nieruchawy ty mój kochany. Tak. Wiem, że nie rozumiesz, albo już masz dość tego mojego ubierania. Tak. Do samochodu. Poczekaj, jeszcze tylko drzwi zamknę. Samochód otwieram, już, już. Nie drap mi cholero tego lakieru pazurami! Samochodu przez ciebie nigdy nie sprzedam, chyba że na złom! Dobra, podnosimy piesia staruszka, wiem, wiem, że byś chciał podskoczyć, ale już nie możesz mój staruszku kochany. Dobra, to piesia bierzemy pod brzuszek, pod uprząż i hoop! Do autka! Siadaj lepiej. No siad. Mówię.
A teraz mordę chroń. No mówię przecież: chroń dziub, jak na łodzi! Nie chcesz, no trudno. Ja już zamykam autko. Ooo, i znów się udało. Jedziemy, poczekaj chwilkę...

piątek, 6 stycznia 2017

Chcesz się zmienić? Po prostu zacznij!

Wiele osób od nowego roku tradycyjnie planuje skończyć ze sobą. To znaczy ze starym sobą. I zostać nowym sobą. Znacie przecież hasła: nowy rok, nowa ty. Gdyby to było tak proste, każdy 1 stycznia biegłby do najlepszego trenera a 2 stycznia do najlepszego dietetyka, wprowadzał w życie swój program naprawy życia już od 3 stycznia. I radośnie podskakując, na plażę już w lecie faktycznie z nowym, nieskazitelnym i wysportowanym ciałem, w dopasowanych ciuchach, z szałowym uśmiechem i z transparentem: 
Udało się! W 6 miesięcy zrzuciłam/-em 15 kg. 
Idźcie za mną, to takie proste!
No więc: to jest trochę bardziej skomplikowane, ale w sumie niewiele bardziej.
Bo nic nie stoi na przeszkodzie, żeby już w grudniu poszukać trenera, a w listopadzie poszukać dietetyka albo ewentualnie zakupić jakiś dobry program odchudzający. W tym zakresie są już strony o ugruntowanej renomie, wystarczy się zapisać i wykupić abonament na miesiąc, dwa czy trzy i wtedy faktycznie można zaczynać od stycznia.
Bo najważniejsze w zmianie swojego życia jest to, że spontan rzadko się sprawdza!
Sprawdza się za to:
1. Dobry i rozpisany na poszczególne działania plan
2. Konsekwencja w realizacji planu
3. Połączenie zmian przyzwyczajeń na zdrowsze w diecie z ćwiczeniami lub chociaż z aktywnością w formie spacerów czy jazdy na rowerze itp.
4. Postawienie sobie realistycznych celów
5. Wyrozumiałość dla własnego tempa i własnych błędów

Nie każdy schudnie w 6 miesięcy.
Jestem kobietą o zwykłej budowie i nie od lat nie trenuję żadnego sportu wyczynowo. Moje podejście do sportu jest amatorskie. Moja aktywność ma mnie wynieść na wyższy poziom formy i pomóc lepiej wyglądać.
Dlatego w sprawach fachowych zwróćcie się raczej do fachowców. 
Ja pokażę Wam tylko mój ulubiony zestaw ćwiczeń, który stosuję od 3 do 6 razy w tygodniu, kiedy jestem w dobrej formie, a który potrafi mnie nieźle wykończyć, kiedy miałam dłuższą przerwę. Wykonałam poniższy zestaw z dość dużą ilością powtórzeń i podnoszeniem ciężarków dwa dni temu i przyznam, że wczoraj byłam jak ścięta. A dziś mam straszne zakwasy we wszystkich miejscach, o których dawno zapomniałam. Ale mam satysfakcję, bo ruszyłam z miejsca.
Proszę pamiętać, że zaprezentowane poniżej zdjęcia przedstawiają mnie, a nie babeczkę przygotowaną do zawodów fitness, z poziomem tłuszczu w ciele rzędu 5-10 %. Jestem normalną kobietą, ważę  lekko powyżej 60 kg przy 164 cm wzrostu, i pewnie już tak zostanie. Pracuję nad sobą od paru lat (od marca 2013), bo wcześniej doprowadziłam się do punktu, w którym mój widok w lustrze przestał mi sprawiać przyjemność.
Za ćwiczenia konsekwentnie wzięłam się na wiosnę 2014 roku, za dietę w maju 2015.
Nauczenie się nowych przyzwyczajeń żywieniowych zajęło mi około pół roku. Nowych potraw będę się uczyć pewnie do końca życia. Od zmiany nawyków żywieniowych schudłam do odpowiedniej dla mnie wagi i ją przez cały czas utrzymuję, mimo drobnych okazjonalnych wyskoków. Po nich dość szybko wracam na właściwe tory i do właściwego wyglądu.
To tyle tytułem wstępu. Zapraszam do zapoznania się z moim zestawem podstawowym ćwiczeń i potraktować go nie jako instruktaż, bo takowym nie jest, tylko jako zachętę do własnych poszukiwań i motywację, że skoro ja mogę, to przecież i Ty też możesz.