wtorek, 13 grudnia 2016

Z Piesiem pierwszy raz w Bremerhaven u weterynarza

Postanowiliśmy wybrać się z Piesiem do doktora. Czas już był najwyższy, bo chłopak już nieco starszy i coraz gorzej działa mu tylne zawieszenie. A przyjmowane przez niego leki akurat na to mu nie pomagają. Schwarz przyjmuje leki na serce i na tarczycę, ale mięśnie i aparat ruchu to już inna bajka.
Schwarz nie wygląda na stan, w którym się znajduje, ponieważ na spacerach porusza się jeszcze dość żwawo, jego sierść nadal lśni i nie opuszcza go radość życia, chociaż my znając go już od lat widzimy, że to powoli już nie ten sam pies.
W domu wieczorem po całym dniu często ciągnie już za sobą tylną część ciała, bo już nie ma siły wyprostować tylnych łap, żeby się dowlec na swoje posłanie do spania. Strasznie smutno na niego patrzeć. Pomagamy mu się ułożyć, ale na to reaguje wyraźnym niezadowoleniem i warkiem. Jakby chciał podkreślić, że:
- Zostaw mnie. Jeszcze jestem w formie i na własne łóżko się potrafię dowlec.
Niestety tak różowo to nie wygląda... Na spacerach pies faktycznie w miarę trzyma fason, ale już i podczas nich bywa, że traci równowagę, albo siada nagle na rufie i nie ma siły się podnieść.
A już wieczorem w domu, przede wszystkim na gładkich powierzchniach, jak nasza podłoga, osuwa się praktycznie co chwila i pociąga za sobą teraz już obiema łapami.
I choć mimo wszystko nadal zachowuje przy tym najczęściej swój zawadiacki psi uśmiech, to i tak widzimy, że nie bardzo mu już idzie swobodne poruszanie się, nawet wolę go nie spuszczać ze smyczy, bo nie wiem, czy jakby mi wpadł do wody, to czy bym go wyciągnęła, a różne rowy są tu wszędzie. Podczas przygotowań do wyjścia na spacer teraz już nie ma siły latać wokół mnie i kręcić kółka w przedpokoju, jak to robił przedtem.
Pan doktor okazał się bardzo miłym i doświadczonym lekarzem. Ktoś ze znajomych Mikaela go nam polecił, więc pojechaliśmy wierząc, że dobrze nam a przede wszystkim psu poradzi.
I tak się stało. Po zapisaniu go jako nowego do tutejszej przychodni weterynaryjnej pan doktor obejrzał go dokładnie, obadał też jego mięśnie przy kręgosłupie i tylne nogi. Stwierdził, że niewiele tam już mięśni zostało, oraz że psa ta okolica boli. Widziałam to już od jakiegoś czasu, bo kiedy próbowałam go brać tam i podnosić albo przesuwać w jego posłaniu, zawsze się burzył i powarkiwał.
Doktor wet rozsądnie stwierdził, żebyśmy jakiegoś wielkiego sukcesu tego leczenia nie oczekiwali, bo wiadomo ile pies ma lat. Ale też, że można leczyć go objawowo, czyli w tym przypadku spróbować pomóc ograniczyć ból. Może nawet wtedy pies zacznie się więcej ruszać, a tym samym trochę odbuduje mięśnie.
Dziś więc Piesio dostał pierwszy zastrzyk przeciwbólowy. Jeśli to na niego dobrze podziała czyli będzie widać poprawę, jesteśmy umówieni na czwartek do doktora na odbiór leku przeciwbólowego w pigułkach, który działa przez cały miesiąc (jedna pigułka).
Ta wizyta na szczęście nie należała do najdroższych, chociaż spodziewamy się, że lek będzie już kosztował sporo. Ale najważniejsze, żeby poprawić Piesiowi teraz na stare lata jakość życia.
Czekamy więc teraz na rezultaty tego zastrzyku i obserwujemy, co będzie dalej.

12 komentarzy:

  1. Starosc sie stworcy nie udala, zarowno u ludzi, jak u zwierzaczkow. Trzymam kciuki, zeby leki zadzialaly i pomogly. Bledne kolo, boli - wiec sie nie rusza i miesnie zanikaja, a odbudowac ich nie moze - bo boli. Bidulek... ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. An o nie wyszła mu ta starość. Na szczęście w obecnych czasach są jakieś środki łagodzące, przeciwbólowe i różne takie, a nie strzał w głowę, jak zwierzak za bardzo cierpi :(

      Usuń
  2. Tak smutno patrzeć na to, co nieodwracalne u bliskich sercu istot. Rozumiem ...ale taka kolej rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staramy się patrzeć pozytywnie, ulżyć mu w bólu i trzymać go za łapkę, kiedy to potrzebne. Pozdrowienia

      Usuń
  3. No wlasnie powarkiwal jak probowalas mu sie ulozyc na poslaniu, bo go bolalo. Biedny Piesio, zal mi go bardzo, jakie to smutne ze spacer, zabawa, wszystko to co bylo wielka przyjemnoscia, radoscia dla psa robi sie z wiekiem takie bolesne i trudne. Wspolczuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj smutne i wiele wysiłku ode mnie wymaga, żeby to wszystko zaakceptować, jak jest. Nie starając się zmuszać na siłę do zmiany czegoś, czego się nie da. Dziękuję za wsparcie

      Usuń
  4. Oj biedny ten Twój psiak, mój miał podobnie. W ostatnich miesiącach już nawet nie miał siły szaleć na powitanie, tylko leżał, smutno spojrzał i ewentualnie machnął raz ogonem na powitanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój przestał wstawać na powitanie już dość dawno, chociaż kiedy ma lepsze dni dalej szczeka, zwleka się ledwo powłócząc kończynami, merda a potem układa się do pieszczot, szczególnie kiedy mój M. wraca do domu. I oby jak najdłużej.

      Usuń
  5. Wiem co przeżywasz Iwuś. Dlatego po moim tchórzu nie mam zwierzaka. Przynajmniej na razie. Za dużo kosztowało mnie rozstanie z nim.
    Oraz nadal za nim tęsknię.
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwierzak jako członek rodziny wpisuje się w krajobraz domowy i na zawsze pozostaje w naszym sercu, chyba że tego ostatniego nie posiadamy.
      Jeszcze nie chcę myśleć, co będzie potem. Jeszcze nie dziś.

      Usuń
  6. trzymam kciuki za Piesia. Mojego Eliasha nosiłam na dwór, bo nie mógł już chodzić i tracił przytomność, ale na szczęście sam zdecydował kiedy od nas odejść. Teraz Bibianka ma podobne problemy jak Piesio. Nie wychodzi na spacery, jedynie do ogrodu, noga za noga przejdzie cały i wraca do domu. Gdyby nie wszczepiony kilka lat temu implant, nawet tak kuśtykać by nie mogła. Starość psia i starość ludzka podobne. Trzymajcie się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano trzeba się z tą starością jakoś po ludzku i po piesku próbować dogadać. Podzielenie się tym, jak to wygląda na co dzień, troszkę pomaga. Dziękuję za Twoje wspomnienia i opowieści, to łączy i pozwala cieszyć się tym współodczuwaniem.

      Usuń