środa, 9 listopada 2016

Plan obrazkowy rozpakowywania

Dziś postanowiłam zrobić sobie plan dnia. A że średnio kumata ostatnio jestem pod wpływem przeżyć związanych z przeprowadzką, to plan jest obrazkowy. Czyli strzeliłam kilka zdjęć PRZED, żebym potem miała porównanie, jak już będzie PO.
Póki co ilość tego wszystkiego jest dla mnie powalająca. Muszę sobie ją jakoś uporządkować najpierw w głowie, żeby podołać wyzwaniu.

PLAN OBRAZKOWY:
Dzięki oddanej i bardzo sprawnej pracy Mikaela wczoraj w moim biurze ostatecznie znalazły się te meble, które tam już mają zostać. Jedna duża komoda w związku z tym przewędrowała do sypialni, teraz mamy tam już dwie i jedną na pościel, chyba wystarczy.
 
Nota bene ciągle jeszcze nie przywykłam do tego, że mam w domu faceta. I że nie jestem już sama. I nie muszę z każdą większą sprawą dzwonić do mojego majstra Wiesława.
No więc standardowo ja od razu w panice, jak  tuprzenieść tę ciężką komodę z samego rogu mojego gabinetu i przenieść ją do sypialni, a te dwie mniejsze komody z litego drewna znieść z góry i jeszcze też jakoś wstawić do mojego biura. A tymczasem Mikael ot tak przesunął tę dużą komodę na złożonym ręczniku przez pół domu i wstawił, gdzie ma być, czyli do sypialni. Ta mniejsza jak poprzednio, będzie na pościel.
Czyżbym wreszcie mogła przestać myśleć za dwoje? Od zawsze tak było i póki co ot tak za pstryknięciem palca jeszcze tego nie umiem. Nadal przeżywam takie operacje, ciągle wydaje mi się, że coś się obije, zepsuje, zawali. Chodzę, pilnuję, nadzoruję, albo chociaż pytam milion razy, czy mam ci w czymś pomóc. Najczęściej tym całym zachowaniem bardziej przeszkadzam.
Mikael pyta: A Ty nie mogłabyś sobie znaleźć jakiegoś innego zajęcia, a nie ciągle tyle gadać? Powiedz raz, co ma gdzie być i proszę idź do swoich zajęć. - Śmieje się ze mnie.
Ja na to: nie umiem jeszcze...
Bo naprawdę nie umiem. Jeszcze? Chociaż w międzyczasie w kuchni przyrządzam obiad i mam indyka w sosie na kuchence, to i tak ciągle chodzi za mną świadomość, że wszystkiego muszę dopilnować ja sama. No nic. Może z czasem nabiorę przyzwyczajenia, że pewne rzeczy mogę pozostawić Jemu i nie myśleć o tym. Na razie lata przyzwyczajenia i ciągłej jednoosobowej odpowiedzialności za wszystko mocno się mnie trzymają i nie poddają się tak łatwo. Odstawienie tej ciągłej kontroli i nadzoru wymaga czasu.
A mój plan obrazkowy na dziś przedstawia się następująco. 

1. Kartony w biurze.
Biuro przejrzało, stoją już w nim meble na swoich stałych miejscach. Myślę, że takie będzie ustawienie, a w razie czego jeszcze coś poprzesuwa się w praniu.
Póki co jeszcze wszystko w kartonach. Niebieskiego ludzika już usunęłam, ale do pokonania mam takie góry rzeczy:


Jakoś sobie tę pracę muszę uprzyjemnić, bo takie przekładanie z kartonu na miejsce tysięcy drobnych rzeczy, a szczególnie podłączanie komputera stacjonarnego do tych wszystkich kabli nie jest aż taką przyjemnością, jakby się komuś mogło wydawać. Dlatego zabrałam się do tego od zrobienia zdjęć, żeby jakoś odwlec ten moment. Podczas zdjęć wpadłam na pomysł napisania posta i tak oto znów siedzę przed komputerem, zamiast zasuwać. No trudno. Przynajmniej mi pokibicujecie w dzisiejszej pracy.

2. Kartony w kuchni muszę jeszcze rozpakować w kuchni. Niestety nie ma tam już niemal miejsca, wstawić mogę jeszcze jedynie kilka talerzyków i kubków. Reszta się nie zmieści.
Dlatego przywiozłam z Warszawy tę moją komodę na rzeczy herbaty, filiżanki, pucharki i inne takie rzeczy. 
Mikaelowi ten kolor się nie podoba, albo mówi o jej przemalowaniu na biało. Mnie się ten kolor drewna podoba, wolałabym go nie przemalowywać. Nie ma jednak teraz od razu czasu ani nie chcemy na razie wydawać kasy na meblowanie w pięć minut salonu. Dlatego na razie cieszę się, że mam taką przestrzeń do zagospodarowania, później najwyżej wstawimy komodę do pokoju gościnnego, w nim póki co jest sporo miejsca. Za jakiś czas na to miejsce poszukamy razem czegoś innego, co będzie się podobało obojgu. Bo przecież domu nie urządza się w kilka dni, tylko raczej miesiącami i latami.

3. Łazienka
Tutaj znów znalazłam sporo swoich rzeczy do łazienki, których w sumie mamy tu dwie plus jedna toaleta gościnna, na dole zdjęcie naszej głównej łazienki, którą już uwielbiam, mimo że nadal jeszcze nie ma tu wstawionych drzwi. Drzwi są już pomalowane na grafitowy kolor i czekają w garażu na zamontowanie, a to z kolei na nowe szyby i nowe uszczelki, które nie jest tu tak łatwo kupić, w markecie budowlanym nie było takich jak trzeba. W każdym razie póki co panuje daleko idąca przejrzystość w kwestii chodzenia do WC. :) Albo trzeba iść na górę lub do gościnnego, jeśli ma się potrzebę zamknięcia drzwi.
Już jeden karton łazienkowy rozpakowałam, ale czeka mnie jeszcze rozpakowanie tych na kupce poniżej.
Ważne, że już są szafki i dwie umywalki - zawsze o takiej podwójnej umywalce marzyłam! Nawet jeśli oboje będziemy się szykowali do wyjścia o tej samej porze, nie trzeba się będzie przepychać przy umywalce :).
Sporo kartonów nadal stoi w sypialni, w przedpokoju, w pokoju gospodarczym i w garażu. Na nie przyjdzie czas potem. A ja właśnie robię sobie herbatę i biorę się do roboty.
To tyle wstępu, a teraz do roboty! Zobaczę, ile się uda dziś zrobić. :)
Miłej środy Wam życzę i poproszę o doping!

17 komentarzy:

  1. A wywal te kartony bez rozpakowywania. Skoro mieszkacie już kilka dni to znaczy , że zawartość kartonow jest wam niepotrzebna:)
    Moja ostatnia przeprowadzka była sześć lat temu.
    Ponieważ w nowym domu kartony z rzeczami zabieraly przestrzeń do życia, część z nich została wyniesiona na strych.
    I stoją tam do dziś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak rozwiązanie proste, jak na męskie przystało. :))
      Ciągle jeszcze szukam wszystkiego i nie mam jeszcze rozpakowanego biura, a to moja podstawa egzystencji. Ciuchów też zresztą nie rozpakowałam jeszcze. Zaczęłam od kuchni, bo jeść trzeba i to kilka razy dziennie. Na razie udaje mi się dwa razy.
      A strychu tu nie mamy, natomiast garaż jest już dość mocno zapchany. :)
      Jeśli coś zostanie i nie będzie używane, to wyrzucimy, ale na razie to wszystko moje rzeczy, bo Mikael mieszka tu już od wielu miesięcy. Nie wyrzucę tak szybko moich rzeczy, w tym dokumentów, tylko dlatego, że udało mi się ich nie rozpakować przez kilka dni. :))
      Pozdrowienia!

      Usuń
  2. Dopinguję Cię z całego serca.
    Co ja bym dała, żeby mieć tylko takie kłopoty:)
    Niestety u mnie jutro kucie ściany i szukanie przeciekającej złączki...
    Najpierw spadało ciśnienie na piecu CO, a potem wyszła mokra plama na ścianie, czyli gdzieś ucieka woda z systemu.
    Zgadzam się z Tobą co do przyzwyczajeń- ja też wszystko zawsze robiłam sama, i doszło do tego, że pana Majstra w drzwiach przepuszczam.....czas wyhamować:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem Eluś i współczuję Ci takich problemów, cieszę się, że ja na ten moment już się z nimi pożegnałam. :) Życzę Ci szybkiej i skutecznej naprawy!
      Przyzwyczajenia jak mówią drugą naturą człowieka, toteż nie liczę, że zmienię je w pięć minut. Najpierw analiza, czy są dobre, czy złe, potem może te złe z czasem będę eliminować, ale nic na siłę. Nie mam zamiaru zadawać sobie gwałtu. :)
      Wszystko na spokojnie i w swoim czasie.
      Buziaki i uściski!

      Usuń
  3. Nie jest tak zle, bo kartony stoja co najmniej w przeznaczonych dla nich pomieszczeniach. U mnie staly w malenkim pokoju na kupie po sufit, bo gdzie indziej nie bylo miejsca. No i zeby znalezc jeden, trzeba bylo sie czasem przekopywac do samego dolu. My rozpakowalismy sie ostatecznie chyba pol roku po wprowadzce. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, racja. Chociaż to ja poprzenosiłam je do pomieszczeń przeznaczenia, chociaż każdy był odpowiednio opisany, to znajdowałam rzeczy do kuchni w gościnnym, a rzeczy do garażu w kuchni a jeden taki karton nadal stoi w sypialni, nawet mimo napisu KELLER SCHWER (czyli: piwnica - ciężkie).
      Nie wyobrażam sobie, co bym zrobiła, gdybym miała na to tylko jedno małe pomieszczenie. Pewnie też by to trwało pół roku, bo byłoby zbyt męczące, żeby robić po jednym pomieszczeniu w 2-3 dni, tak jak ja to teraz robię.
      Obym dziś-jutro zrobiła biuro, bo już mam pierwsze zlecenia, póki co jeszcze od dotychczasowych klientów, a jeszcze nie mogę nawet wystawiać faktur (zmieniłam formę działalności czyli firmę tuż przed wyjazdem, muszę kupić a raczej przedłużyć program do księgowania).
      Takich spraw mam do ogarnięcia multum, ale powoli na pewno dam radę. Tylko mam dni, że chciałabym już mieć to wszystko za sobą, a ciało nie daje radę za umysłem. :)
      Buźka!

      Usuń
  4. Klik dobry:)
    Matko kochana, ile tych kartonów? Na jednym zdjęciu jest tyle, ile ja mam całego dobytku. Naprawdę to wszystko potrzebne do życia? ;) :)

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie bym Ci pokazała, jak to wszystko było zapakowane :). Wczoraj z popakowanej ceramiki i porcelany (czyli kubki, talerzyki, filiżanki, szklanki, kieliszki itp.) zebrały się dwa wielkie wory rozmiaru XXL z papierkami i siateczkami. Także w kartonach wiele miejsca zajmowało powietrze i wypełnienie. Za to absolutnie wszystko, co zapakowałam ja, dojechało w całości nieuszkodzone. A to, co panowie (1 obrazek trójwymiarowy z gliny mojej córki) niestety się połamało przez bezmyślne wciśnięcie tego między ciężkie pudła z narzędziami.
      No ale niestety przy takich przedsięwzięciach są straty, to jedna z nich.
      Pozdrowienia

      Usuń
  5. Widać od razu, że jesteś osobą systematyczną, a co do niechęci do rozpakowywania...Daj sobie ciut luzu, bo za szybko próbujesz wszystko zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem systematyczna, bo tak muszę. Od lat samodzielna na wolnym rynku, inaczej bym nie przetrwała. :)
      Ale faktycznie czasem potrzebny mi luz, którego trudno mi sobie dać. Ale się ciągle uczę. :)
      Pozdrowionka!

      Usuń
  6. Najwazniejsze ze masz te kartony w pomieszczeniach gdzie powinny byc, samo rozpakowywanie moze byc nawet przyjemne.
    Podobaja mi sie dwie umywalki w lazience, to nawet tak romantycznie stac obok siebie.
    Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już je prawie wszędzie poroznosiłam, gdzie powinny być, bo jak napisałam w komentarzu u Ani, wcale tak na początku nie było. Ale teraz to już zaczyna być frajda, chociaż nadal bardzo dużo z tym pracy.
      Też jestem zachwycona tymi podwójnymi umywalkami, fajnie jest myć się obok siebie :).
      pozdrowionka cieplutkie :)!

      Usuń
  7. Ło matko, ale mam nadrabiania w czytaniu! Będzie jak znalazł w weekend do kawusi :))) Ilość pudełek mnie zszokowała, już nie będę mówić, że my mamy dużo betów, bo w porównaniu wychodzi, że nic nie mamy ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo w kartonach zajęło powietrze i wypełnienie, każdy kieliszek i porcelanowy kubeczek czy szklany pucharek zawinięty w dwie kartki, do tego często jeszcze siatka... Ale tak musiało być, żeby się nie zniszczyło. No i to jest cały dobytek z całego sporego domu. Dopiero, jak zaczęłam pakować, to się okazało ile tego mam. Nie mówiąc już o meblach, których też jest całkiem sporo, mimo że część zostawiłam zgodnie z umową z nabywcami albo dlatego, że zwyczajnie musiałabym rozłożyć, żeby znieść ze schodów, a nie miałam na to czasu ani siły.
      Będzie mi miło, jeśli sobie poczytasz co się działo, bo pisałam bardzo na gorąco prawie codziennie. :))
      Ja u Ciebie też mam pewnie znów do nadrobienia, no cóż, z czasem znajdę czas i na rewizyty, póki co śmigam z tymi pudłami. :)

      Usuń
  8. Wszędzie kartony, ale widzę, że mieszkanie zaczyna powoli przypominać mieszkanie :)
    Po poprzednim postem zostawiłam pytanie ^_^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kartony będziemy sprzątać na koniec, póki co usuwam je z drogi, ustawiam w stosy, bo szkoda mi teraz czasu i energii na ich składanie. Może dam to radę zrobić w weekend, ale i tak czeka mnie jeszcze wiele innych prac.
      Odpowiedziałam :)

      Usuń
  9. Mimo że z dużym opóźnieniem, dopinguję Cię cały czas, o trzymaniu kciuków nie wspominając.

    OdpowiedzUsuń