czwartek, 3 listopada 2016

Notatnik przeprowadzkowiczki, dwa dni później

Starałam się zorganizować tak przeprowadzkę, żeby nie wysiąść nerwowo i siłowo. Ale to jest jednak koszmarny wysiłek. W dzień zero moja głowa rozbolała mnie na dobre. Pod wieczór i następnego dnia też jeszcze bolała. 


Leki trochę pomogły, ale dziś rano obudziłam się z kolei z bólem gardła. Płukanie i duża ilość witaminy C w owocach i soku nie pomogły. Chyba mnie coś rozbiera.

Szkoda by było, bo na jutro wieczór zaprosiłam kilkoro najbliższych przyjaciół i rodzinkę, żeby się z nimi pożegnać. Ale jeśli miałabym wszystkich pozarażać, to niestety chyba odwołam tę parapetówę pożegnalną (takie określenie wymyśliła moja mama i przyjmuję je za swoje, bardzo trafne!).
Po pierwsze zachować spokój niezależnie od tego, co się będzie działo. To najtrudniejsze zadanie. Bo często jednak czegoś nie udaje się załatwić, a co innego nagle idzie jak z płatka. Formalności w dzisiejszych urzędach załatwia się już naprawdę szybko i sprawnie. Nie pamiętam, żebym na coś czekała dłużej, niż kilka-kilkanaście minut. Urzędnicy w zdecydowanej większości są mili i chcą człowiekowi pomóc. Takie doświadczenia mam przynajmniej z mojego urzędu dzielnicy oraz wszystkich innych, z którymi miałam ostatnio do czynienia.
Dziś jeszcze dokonywałam zgłoszenia zmiany adresu działalności, też poszło błyskiem. A info w rejestrze pojawia się natychmiast. Do ZUS-u już nie zdążyłam, bo zamykają o 15-tej, będę musiała pojechać jutro. Formularze mam już przygotowane, czyli wydrukowane i podpisane przez księgową wraz z pełnomocnictwami dla niej do działania w moim imieniu. Inne ważne pełnomocnictwa notarialnie dostała moja Mama i Córka, gdyby coś się działo.
Operacja pakowanie i dowiezienie mojego (prawie) całego dobytku zakończyła się powodzeniem.
Rzeczy dojechały doskonale zabezpieczone i zostały ostrożnie wniesione i powstawiane tam, gdzie chcieliśmy.




Gdzieś tam z tyłu kryje się moje biurko
Za podstawowy i najbardziej sprawdzony gadżet uważam tym razem mój czerwony koszyczek. To w nim trzymałam przez te wszystkie dni i ew. uzupełniałam na bieżąco taśmę do klejenia i mazaki oraz nożyczki. Kolor czerwony pozwalał wypatrzeć go nawet w największym rozgardiaszu i sięgnąć zawsze wygodnie po każdą z niezbędnych rzeczy.
To dzięki temu koszykowi udawało mi się ogarnąć ten cały nieład.
Teraz też nadal rzeczy trzymam w koszyczkach. Zamiast szafki na klucze jest koszyczek w przedpokoju na klucze i apaszki.
Zamiast trzymać nadal rzeczy w szafkach większość mam już spakowaną w kartony (jeszcze coś zostało na te ostatnie dni). W piątek w przeddzień wyjazdu będzie łatwiej to wszystko załadować na samochód, kiedy będzie już wstępnie popakowane.
Niestety czuję moje gardło i ogólnie czuję się słaba.
Wczoraj przez całe popołudnie i wieczór paliłam w piecu, żeby nadgonić wywietrzałe z domu ciepło.
Zrobiłam też sobie wczoraj wieczorem zdrowy sok z buraków, marchwi, jabłek, jarmużu itd.
Najchętniej dziś też bym się uraczyła sokiem, ale padam na dziób. Może sen uleczy moje gardło, bo jeśli nie, będę musiała jutro odwołać imprezę. Nie mam zamiaru pozarażać ludzi i przemęczyć się.
W rogu pokoju stoi stare radio, czegoś muszę słuchać, coś mi jest potrzebne jako tło. Gra i szemrze, niewiele go słucham, ale bez niego aż dudni i obija się głos o ściany.
Najdziwniejsza jest pamięć ruchowa i przyzwyczajenia. Ciągle szukam rękami i oczami pilota do telewizora. A on tymczasem już w BH.
Staram się raz dziennie zjeść zdrowy posiłek na ciepło. Wczoraj zrobiłam placki z cukinii.
Dziś w menu była pierś kurczaka z resztką makaronu z przedwczoraj i surówką.
Nie pisałam o tym nigdzie wcześniej, ale mój pies jest w coraz gorszej formie. Te suplementy na stawy chyba niewiele pomogły, bo ledwo za sobą ciągnie tylne łapki, które mu się ciągle plączą i ciągle rozjeżdżają. Jak dobrze, że sypialnia na piętrze już w sobotę przejdzie do historii. Nasza już czeka przygotowana dla nas. :)
A póki co polegujemy sobie tak.
Oczy mi się kleją, więc już Wam powiem dobranoc. A posta opublikuję jutro, będzie materiał do przejrzenia do śniadania. :)

11 komentarzy:

  1. Az mnie zmrozilo, kiedy przeczytalam o Schwarzu, a przed nim tak wielkie wyzwanie jak wielogodzinna podroz samochodem i wielkie zmiany zyciowe w nowym miejscu. To tez jest spory stresor dla czworonoga.
    Trzymam kciuki, zeby futerka jak najmniej odczuly stres przeprowadzkowy. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano mój pan Schwarz coraz starszy, dobrze, że w BH sypialnia i większość pomieszczeń jest na parterze. A zwierzaki przetrwają, bo muszą. Tak jak i my. W drodze na szczęście oboje się nimi zajmiemy. Mikael pewnie siądzie za kółkiem, a ja będę moje maluchy głaskać...

      Usuń
  2. Zdrowia i powodzenia Tobie i czworonogom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, postaramy się o siebie dbać :)!

      Usuń
  3. Powodzenia w drodze, dla Was wszystkich. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam przed podróżą, dziękuję teraz :)

      Usuń
  4. Szerokiej drogi i koniecznie napisz notkę o tym, co Ci się śniło pierwszej nocy. Wiem, że w BH już spałaś nie raz, ale wtedy to były gościnne występy;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę za pierwszą noc uważam tę z wczoraj na dzisiaj. Ale sen zapomniałam, wiem tylko, że był coś o przeprowadzce, to przeżycie zdominowało mi wszystko. :)

      Usuń
  5. Mam nadzieję, że gardło podleczyłaś i nie było potrzeby odwoływać pożegnalnej parapetówki. Następnym razem najpierw inhalacja z amolu na gardło, a dopiero później soki i inne smakołyki. Pozdrawiam i życzę powodzenia na nowym miejscu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gardło już lepiej, dobrze, że brałam jednak leki przeciwzapalne. Parapetówka się odbyła, było miło, szkoda, że miałam tak mało czasu.
      Nie miałam ze sobą już sprzętu do inhalacji, przecież wszystko w kartonach już przejechało do BH. :)
      dziękuję i pozdrawiam już z nowego miejsca!

      Usuń
  6. Cieszę się, że przeprowadzka przebiegła sprawnie i mam nadzieję, że z Twoim zdrowiem już w porządku.

    OdpowiedzUsuń