wtorek, 1 listopada 2016

Mały przewodnik o przeprowadzce

I nastał dzień zero. Tak się złożyło, że jedyny dzień, który mogłam wybrać to Halloween 31 października 2016 roku. Przynajmniej zapamiętam go jak inne ważne daty w moim życiu.


Nawet mój komputer poprzedniego dnia zafundował mi odpowiednią tapetę, przewidując dodatkowo przeprowadzkę do Niemiec, czyli z niemieckimi reklamami.
Dlatego w trakcie pakowania rzeczy na samochody do furtki dzwoniły dzieciaki z pytaniami: cukierek czy psikus. Mnie chwilowo nie było, byłam na zakupach.
Mama spanikowana, siedziała sobie spokojnie w małym pokoiku na dole, pieszcząc pieska, nie wiedziała, co też one chcą.
Wszystko przygotowane na przeczekanie tego wieczoru przez mamę ze zwierzakami.
Miałam nawet cukierki, ale mama nie wiedziała, gdzie stoją. A tu dom otwarty niczym szczęki krokodyla czekającego na zdobycz. Ale tak musiało być. Przez te około cztery godziny panowie pakowali i wynosili moje dziesiątki kartonów i meble do dwóch samochodów i nie mogli sobie pozwolić na to, żeby oprócz tego ciągle zamykać i otwierać drzwi. 
Przez to dom wychłodził się wczoraj mocno, a ja ciągle chodziłam w czapeczce i kamizelce, a mimo to zmarzłam i przez większość dnia, a szczególnie na wieczór moja głowa zareagowała migreną. A tu trzeba było zachować przytomność umysłu. Co zresztą w tym czasie, zapewniam Was, jest niemal wykluczone.


W przeddzień przeprowadzki zdobyłam się na duży wysiłek, żeby spakować ostatnie ważne dla mnie rzeczy, bo wiedziałam, że następnego dnia już niewiele zdążę zrobić, najwyżej trochę uporządkować to, co już spakowałam i poznosić do piwnicy rzeczy do wyrzucenia. I zapamiętać wszystkie, które absolutnie zabrać powinnam i chcę.
Jak choćby rozłożony stół i ławeczkę, czy doniczki z tarasów.
A i tak trzeba się psychicznie pogodzić z tym, że coś zawsze zapomnisz, albo nie zmieści się na zakrętach przy schodach. No chyba, że masz bardzo mało rzeczy i dodatkowo wszystkie meble uda ci się rozkręcić. U mnie został jeden większy i jeden mniejszy regał po mojej córci, bez których mogę żyć. Zabrałam tylko tę komódkę. Manekina do szycia nie potrzebuję, może ktoś chce?

Na wszystko miałam ostatnio zbyt mało czasu, w czasie przed wyjazdem zawsze jest do załatwienia także mnóstwo spraw urzędowych. 
Szczególnie, kiedy dom zmienia właściciela, co się w tym przypadku udało.
W załatwianiu papierologii niezbędna jest zimna krew i dużo czasi i cierpliwości, a następnie żelazna konsekwencja, żeby nie stracić tych papierów w naturalnym zamieszaniu podczas pakowania. 
Miałam więc jedną teczkę, a potem jeden segregator, gdzie trzymałam wszystko, co ważne. I to leżało zawsze na centralnym miejscu na stole, żebym nie musiała tego szukać. Podczas każdego posiłku czy nawet krótkiej chwili odpoczynku na stole obok mnie leżał też notatnik, jakbym sobie coś przypomniała w ostatniej chwili. 
A i tak nie o wszystkim pamiętałam, a już w dniu przeprowadzki cieszyłam się po prostu, że kolejne pudła wchodzą na samochód, a ja mam tu coraz przestronniej.
Ilość danych, którą trzeba przetworzyć, pakując całe swoje życie do kartonów i dokonując jednocześnie eliminacji niektórych rzeczy jest tak niewiarygodnie ogromna, że po zapakowaniu natychmiast powinnaś opisać karton, bo po zaklejeniu już nie będziesz pamiętać, co w nim jest. Naprawdę to właśnie wczoraj przeżyłam. Pamięć chwilowa wycina się bez śladu. Jeśli wiem, do jakiego pomieszczenia co wstawić, piszę to na kartonie. Uff, udało się. Następny.
Najchętniej miałabym do pakowania ekipę krasnoludków czytających w myślach, które na moje wyrażone w myślach życzenie daną rzecz pakują lub odkładają do wyrzucenia. Niestety taki luksus nie był mi dany. A i tak miałam szczęście, że przez kilka dni największą drobnicę pomagał mi pakować mój kumpel, a rozbierać większe meble - drugi kumpel.
Moja ekipa przeprowadzkowa pojawić się miała koło 20-tej pod wieczór, żeby dojechać dziś do Bremerhaven nie wcześniej niż, na około 15-tą. Dojechali już i poszli rozprostować nogi. Odstawili poustawiane specjalnie dla nich na ulicy przed domem kubły z napisami UMZUG - bitte freihalten (przeprowadzka, prosimy nie parkować). 
Mikael przygotował je, żeby tego dnia nikt nie pozastawiał nam okolicznymi samochodami miejsca do zaparkowania mojej przeprowadzki.
Na tabliczce jest napis: PRZEPROWADZKA, prosimy nie zastawiać!
Jeszcze wcześniej tego samego dnia pojechałam do IKEI kupić jeszcze kanapę do pokoju gościnnego. Dzięki temu udało mi się tego dnia zjeść jakiś obiad, bardzo lubię ich łososia. Dlaczego właśnie tam i właśnie teraz? Bo lubię meble IKEI do codziennego użytku, są porządne i trwałe, a do tego mają umiarkowaną cenę. W końcu to do mnie będą głównie przyjeżdżać tam goście z Polski. A moja rodzina i bliscy muszą spać wygodnie, a nie na jakiejś gąbce, na to po prostu szkoda mi kasy, lepiej troszkę dopłacić i mieć zdrowy kręgosłup. Miałam nawet kupić kanapę w Niemczech, tym bardziej, że w Bremerhaven też jest IKEA, ale spojrzałam na ceny i okazało się, że jednak się różnią na niekorzyść zakupów w Niemczech. Poza tym tam też trzeba by było zapłacić za przewóz. Wyszło mi więc, że skoro i tak wszystko teraz wiozę, to kupię zapakowaną kanapę już teraz i będzie od razu jak znalazł na miejscu. Żeby wykonać tę operację, właściciel firmy pan Mariusz wysłał jeden samochód do mnie, żeby mi panowie zdjęli te ciężkie rzeczy od razu z regału i prosto od kasy pojechali pod dom pakować dalej. IKEA na ten dzień niestety nie organizowała dostaw, ich transportem mebel dotarłby dopiero po wszystkich świętych, więc to była jedyna opcja. I udało się.
I dlatego właśnie nie było mnie w domu, kiedy podjechał pierwszy samochód. Mama im profilaktycznie nie otworzyła, bo siedziała sobie z nakarmionym i wyspacerowanym pieskiem w małym pokoiku na poziomie zero, a tam nie słychać dzwonka.
Wydzwonili mnie, a ja mamę.
Dzięki mamie zwierzaki jakoś przetrwały ten armageddon. Piesia wyprowadziłam i nakarmiłam, zanim przyjechali. Ale z koteczką nie mogłam tego zrobić, bo kładzie się kiedy chce. A chciała dopiero po 20-tej. A tu pełno chłopa w domu, drzwi pootwierane i przeciąg, i do tego wynoszą jej meble. Nie weszła więc do domu mimo kilku podejść. Ale na pewno była głodna i zziębnięta, bo na dworze lało.
Mama wyszła do niej na dwór i złapała, przyniosła do domu i zadzwoniła do mnie tylko po ręcznik. Przygotowałam tam wszystko dla nich. Dla uspokojenia mama założyła kici na początku kołnierz. Potem już kicia spała spokojnie aż do końca.
Kiedy było po wszystkim, powinnam była przejść się jeszcze po wszystkich pokojach i sprawdzić, czy wszystko zostało zabrane, ale byłam już zmęczona i dlatego na ścianie zostało smutne lustro w rzeźbionej drewnianej ramie. Będę je musiała odebrać kiedy tu będę kolejny raz. Na szczęście w domu jest sporo miejsca i mogę je przechować w jednym z pomieszczeń razem z innymi rzeczami, które nie zmieszczą mi się teraz na samochód.

Krótki przewodnik o przeprowadzce
1. Pakuj rzeczy potrzebne, zostawiaj te, których nie dotknęła twoja ręka przez ostatnie 2-3 lata.
2. Ogranicz pamiątki do niezbędnych detali, stare pamiętniki i listy może właśnie teraz czas spalić.
3.* Jeśli samochód przeprowadzkowy jedzie kilka dni przed tobą, a Ty dopiero za nim, ustaw sobie wcześniej w kuchni i łazience kartony, a obok szafy walizkę i na bieżąco przy okazji dorzucaj rzeczy, które zabierzesz wyjeżdżając już ostatecznie. To niezbyt miłe zostać na tydzień w domu i ugotować zupę, a nie mieć łyżki do zupy i głębokich talerzy.
4. Na ostatnie dni zostaw w domu te rzeczy, bez których łatwo się obędziesz i których zostawienie nie sprawi Ci przykrości. W razie czego wyjeżdżając zostaw dla kolejnych właścicieli lub wyrzuć.
5. Spakuj i załatw ile możesz najpóźniej w dzień przed przeprowadzką, tego dnia już zostaw sobie tylko sprawdzanie kolejnych pokoi i wyrzucanie rzeczy.
6. Zostaw sobie na wierzchu jeśli nie odkurzacz, to chociaż zmiotkę. Nie wyobrażam sobie pójścia spać z taką ilością kurzu, która zawsze zostaje pod meblami. Poza tym kot czasem lubi zjeść taki kłąb kurzu, brrr.
7. Jeśli w przeprowadzce uczestniczą zwierzaki, postaraj się zebrać ich rzeczy w jednym pokoju razem z opiekunem, który się nimi zajmie w tych najgorszych godzinach.
I jeszcze coś, co nęka i dręczy chyba każdą osobę, która się przeprowadza, czyli lista tzw. GDYBASIÓW, które odbierają siły i dobrą energię
8. Gdybasie:
a) Gdybym miała tydzień czasu więcej, zdążyłabym spakować absolutnie wszystko z jeszcze większą energią i lepiej bym to popakowała... a tak wiele rzeczy musiało zostać. - nie spakowałabyś, i tak coś zawsze zostaje.
b) Gdybym przez ostatnie lata regularnie porządkowała swoje rzeczy w biurze, szafie, kuchni, miałabym więcej czasu i łatwiej bym się spakowała. - nie ma takich ludzi, którzy wszędzie mają porządek i regularnie wyrzucają to, co niepotrzebne. Nawet mnie się nie udało, a wydaje mi się, że jestem osobą lubiącą ład i porządek. A im większy dom, tym większe niebezpieczeństwo nazbierania niepotrzebnych rzeczy i gadżetów. Zaakceptuj to i nie rób sobie wyrzutów.
c) Gdybym nie kupowała tylu książek, pewnie mogłabym pojechać na wakacje zagraniczne. - U mnie zostały 4 kartony książek, które są mi niepotrzebne. No trudno. Na szczęście jest opcja ich oddania potrzebującym, co mnie bardzo cieszy. Ja już z nich skorzystałam, teraz niech się ucieszy ktoś inny.
9. Zabierz ze sobą to, co kochasz, co jest cenne i co jest Ci potrzebne. Jeśli nie możesz sprzedać lub oddać, wyrzuć bez chwili wahania. Naprawdę nie masz czasu na wspominki związane z każdą starą kokardką, obrazkiem czy spinaczem. Na refleksję czas przyjdzie potem.
Dopiero szykując tę przeprowadzkę zobaczyłam, ile miałam niepotrzebnych lub starych rzeczy, których nie używałam przez lata, a które nagromadziłam w moich sporych piwnicach. Niektórzy ze znajomych sugerowali mi urządzenie wyprzedaży garażowej... No cóż. W Ameryce to się świetnie sprawdza. Czy słyszał ktoś o takiej wyprzedaży w Polsce? Bo ja nie. U nas sprzedać rzeczy można na giełdach internetowych, ale to wymaga czasu na zrobienie i zamieszczanie zdjęć, opisów i pokazywanie rzeczy ewentualnym kupcom, w chaosie i rozgardiaszu może się jeszcze trafić złodziej, ja wolałam nie ryzykować. Jeśli ktoś ma na przeprowadzkę 2-3 miesiące, to ma szansę taki projekt zorganizować. Ja miałam 2 tygodnie. Nie da się, zaprawdę powiadam Wam nie da się!!! Wolałam się skupić na rzeczach naprawdę dla mnie ważnych.

* opcja dla osób podróżujących samochodem
10. Wybierz zaufaną i dobrą firmę przeprowadzkową! Przecież powierzasz im swój cały dobytek i chcesz się nim cieszyć jeszcze przez wiele lat. 
ŹLE:
Podczas ostatniej przeprowadzki w Bremerhaven Mikael załatwiał samochód w przeddzień przewozu rzeczy na szybko i przyjechali późno. Rzeczy po wniesieniu wyglądały koszmarnie, były porysowane i zniszczone.
DOBRZE:
Moja brygada specjalna dojechała przed godziną, właśnie trwa wnoszenie rzeczy. Jestem na telefonie, pomagam im wnosić rzeczy od razu do wybranych pomieszczeń, żebyśmy potem mieli jak najmniej szukania rzeczy potrzebnych.
Nie jest to artykuł sponsorowany, ale ja i tak polecam moją ekipę, bo jest za co. Od samego początku czułam się z nimi bezpiecznie, dobrze i spokojnie. Obaj panowie, z którymi nawiązałam kontakt (wydaje mi się, że są wspólnikami) pan Mariusz i pan Robert to profesjonaliści. Przyjeżdżają przed przeprowadzką do domu, oglądają, co będą wieźć i ile miejsca będzie potrzebne, oceniają ilość rzeczy do zabrania, dodając w myślach jeszcze to, o czym nam nawet się nie śniło i okazuje się na końcu, że mieli rację. :) Kiedy weszli do domu, pakowanie wynoszenie i układanie mebli i kartonów załatwili szybko jak pracowite mrówki. Nie nadążałam z zaklejaniem kartonów, które jeszcze były otwarte. Ze wszystkim obeszli się bardzo delikatnie, regały zostały fachowo ofoliowane, zniesione po schodach i ustawione z wyczuciem w samochodzie. Telewizor, lustra, lampa i komputer zapakowane z czułością w specjalnie do tego celu przygotowane grube kocyki (żeby im było ciepło - jak podkreślali panowie).
A tak wyglądało to podczas pakowania (tylko to zdążyłam sfotografować, reszty mi się nie udało, panowie pracowali za szybko a ja byłam zajęta pakowaniem ostatnich kartonów):
 


Poprzedniego dnia przewieźli mi za niewygórowaną jeszcze moją kanapę z salonu i parę kartonów do mamy i mimo małej ilości miejsca w jej mieszkanku świetnie sobie poradzili z wystawieniem starego narożnika i zmontowaniem nowego mebla w jej małej sypialni. Cenowo biorąc pod uwagę, że to są dwa samochody i trasa zagraniczna 1000 km, wychodzą moim zdaniem też bardzo rozsądnie. Mogę więc tylko polecić tę firmę, bo robią naprawdę dobrą robotę!
11. Zjedz coś. I miej najpotrzebniejsze leki na podorędziu.

Idź najlepiej zjeść gdzieś, żeby tego dnia nie obciążać się gotowaniem. Mój obiad w IKEI uratował mnie przed śmiercią głodową, a późniejsze zakupy przed głodem dziś. 
Przygotuj sobie (miej w osobistej torebce lub w łazience) tabletki od bólu głowy albo żołądka, zależy co Ci się najczęściej przydarza w chwilach stresu. Bez ibupromu nie przeżyłabym tego ani następnego dnia.
12. Rozciągaj się!
Podczas pakowania, oklejania i przenoszenia kartonów jesteś mocno narażona na ból pleców. Dlatego niezależnie od godziny, o której kończysz na koniec dnia zrób bardzo spokojną sesję ćwiczeń rozciągających - szczególnie plecy. Sprawdza się zwykły koci grzbiet i różne inne rozciągające ćwiczenia, trochę wymachów. Inaczej twoje ciało po tej operacji będzie się nadawało do wymiany. Przez ostatnie dwa dni kończyłam pracę i kąpiel o 2, a potem rozciągałam się jeszcze przez ok. godzinę. Dzięki temu moje placy są dziś w ogóle do użytku.
13. Zorganizuj sobie tymczasowe centrum dowodzenia, gdzie postawisz komputer (zalecenie dla blogerów i osób pracujących z użyciem komputera).
Centrum dowodzenia działa
14. Po wszystkim przytul zwierzaki. 
To bardzo ważny punkt. Po kilkugodzinnym stresie zwierzęta potrzebują Twojego ciepła i spokoju i szczególnie kot musi się na nowo odnaleźć. Kiedy kicia już obiegła cały dom i zobaczyła, jaka jest nowa sytuacja i została nakarmiona w swoim zwykłym miejscu, wdrapała mi się na kolana i zasnęła otulona moimi głaskami. Piesio też poległ przy moich nogach. I znów wszystko wróciło do ładu i było na swoim miejscu.
Dziś poranek w zwykłym miejscu też był przyjemny.
Choć otoczenie dość oszczędne, to kici i piesiowi to nie przeszkadzało, bo spały na swoich zwykłych miejscach.


I tak dziś spędzamy polegując i podjadając cały dzień. Ponieważ na dworze smutno, szaro i deszczowo, kici nawet się nie chce wychodzić. Niestety czeka mnie jeszcze spacer z psem w deszczu, ale jakoś musimy to znieść.

15. Zaplanuj na kolejny dzień odpoczynek.
Dziś naprawdę nie jestem w stanie ruszyć ręką ani nogą. Dlatego przygotowałam sobie taki kącik wypoczynkowy. W tle moje nowe centrum dowodzenia.
Stary stół po rodzicach i dwie ławy, których nie miałabym gdzie wstawić w nowym domu - taki był początek w tym domu i taki jest koniec.
Wczoraj na koniec przeprowadzki poprosiłam panów jeszcze o zniesienie ciężkich rzeczy do piwnicy i wniesienie mi z niej dwóch ław i stołu, żebym miała tymczasowo jakoś zorganizowaną sytuację w salonie. Mogę się na nich położyć i przykryć kocykiem, mogę też usiąść itd.
Od 14-tej oprócz pisania tego posta wiszę na stałe na telefonie i pomagam przy przyjmowaniu rzeczy przez Mikaela w Bremerhaven. Kieruję zdalnie i wspólnie decydujemy, gdzie mają iść które meble.
Już skończyli, jest 17-ta. 
Nasz dom zyskał od teraz moje meble i rzeczy. Mikaela zaskoczyła i zdziwiła ilość tego mojego wiana. No cóż, nikomu nie obiecywałam, że spakuję się w jedną walizeczkę. :)

18 komentarzy:

  1. Mięliśmy kilka cukierków jakby jakiś dzieciak zabłąkał się do nas, lecz gdy zadzwonił dzwonek (przezornie najpierw mąż zerknął przez wizjer) pod drzwiami zmaterializowało się około dwudziestu duchów, śmiertek i wampirów. Zrezygnowaliśmy z tej przyjemności, udając, że nikogo nie ma w domu, mięliśmy zdecydowanie za mało towaru...
    Idę wykonać punkt dwunasty, dziś cosik mi w kręgosłupie łupie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wampirami lepiej nie zadzierać, też bym nie wyskoczyła ze zbyt małą liczbą cukierków :)
      Na pewno rozciąganie Ci pomoże na kręgosłup, mnie wręcz uratowało! Inaczej dziś bym płakała a jutro szukała fizjoterapeuty.
      Uściski!

      Usuń
  2. Pisałam już, że dasz radę i dałaś... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie wiem, jakim cudem, ale dałam. Teraz jeszcze tylko etap ostatni, przejazd ze zwierzaczkami do Niemiec. Jakoś się musi udać. Już robię przymiarki... :)

      Usuń
  3. Szczęśliwej drogi, już czas...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mapę życia w sercu masz ...
      jesteś jak młody ptak.
      Reszta piosenki zbyt melancholijna jak na mój nastrój, chociaż przepiękna :)

      Usuń
  4. I Ty masz jeszcze sile i ochote na pisanie postow? Po tym wszystkim?
    Mowilam, ze jestes samonapedzajacym sie cyborgiem. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to zauważyła Ela na FB kiedyś to będzie dla mnie niesamowite archiwum, a ja chcę tak ważne chwile dla mnie zachować.
      Poza tym w pierwszym rzędzie wyłączam uczucia i emocje, tylko działam. Pod tym względem faktycznie jak cyborg. Po wszystkim dopiero włącza mi się fontanna i takie inne kobiece sprawy. :)

      Usuń
    2. Aniu, no z ust mi to wyjęłaś!
      Iwona, kłaniam się w pas ;))

      Usuń
    3. Mnie to pisanie odpręża i pomaga się zebrać. :)

      Usuń
  5. Czytając tę Twoją relację, naprawdę podziwiam Cię za podjęcie się tego wyzwania i za ogrom pracy, jaką musiałaś w to włożyć! I jeszcze miałaś czas i siły, żeby to wszystko zrelacjonować! Czy przez te dwa tygodnie przygotowań do przeprowadzki Ty jeszcze normalnie pracowałaś czy też poświęciłaś się tylko temu zadaniu? Nie za bardzo mogę wyobrazić sobie normalną pracę w takim stanie i przy tylu sprawach do załatwienia ;). To znalazłaś kupca na swój dom? Trzymaj się, życzę powodzenia w dalszym organizowaniu sobie życia w Bremenhaven! Pozdrawiamy z Poznania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez ostatni miesiąc w całości poświęciłam się transakcji i przygotowaniom do wyjazdu, nie dało się inaczej. Musiałam dokończyć tylko prace już powzięte od klientów, bo nie dało się inaczej. Skończenie nawet kilku stron dla sądu było niemal ponad moje siły. Przy takim obciążeniu brakuje siły i koncentracji na cokolwiek jeszcze. Na szczęście poprzednie półtora miesiąca przed tym wszystkim bardzo intensywnie pracowałam, więc trochę sobie mogłam (i musiałam) pozwolić na luz z pracą.
      Było sporo zapytań, a ja niestety musiałam odmawiać. Ale jutro idę jeszcze na ostatnie ustne zlecenie przed wyjazdem, w końcu trzeba zarabiać kasę :).
      Dziękuję, niebawem pozdrowię Was z Bremerhaven

      Usuń
  6. No kochana, strasznie mi zaimponowałaś!
    Spakowałaś, zorganizowałaś, przewiozłaś i pozamiatałaś. Wszystko w jakimś totalnie skompresowanym odcinku czasowym. Alleluja! :)
    Od siebie mogę ci powiedzieć, że bardzo mi ulżyło, iż miałaś pomocników, i to męskich (czyli mięśnie zamiast tłuszczu - co jest bardziej przydatne ;)

    Acha, no i Pogotowie Zwierzęce jakie profesjonalne, nie trzeba będzie poddawać podopiecznych terapii w Niemcach, bo traumy nie będą mieli ;). Ale ty sobie sobie załatw jakieś łososiowe zajęcia zen, bo coś mi się widzi,że z sił to cię ten ambaras NIECO wyzół był.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się wracać do picia soków, dlatego też sprzętu do wyciskania soczku jeszcze nie nadałam na samochód, bez tego nie wiem, jakbym się dziś czuła.
      A i tak gardło mnie zaczęło dziś od rana boleć.
      Ja sobie naprawdę będę po tym wszystkim musiała trochę odpocząć. Bezsilna jestem bowiem niemożebnie!

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. A gdzie tam. Załamuję się i płaczę też w gorszych chwilach, czego chyba nie robią cyborgi. :)

      Usuń
    2. Robią, robią, tyle że w samotności i po cichu. Inaczej by zwariowały.

      Usuń
    3. W takim razie jestem właśnie tym modelem :))!

      Usuń