wtorek, 8 listopada 2016

Chwile relaksu

Dzisiaj z rana jakoś zupełnie nie mogłam wstać z łóżka. Oczywiście obudziłam się, kiedy Mikael wstawał do pracy przed siódmą. Nie da się inaczej, bo szafę mamy w sypialni i to po mojej stronie. Światło więc trzeba zapalić i kawę pierwszą w łóżku przy mnie wypić, i radio włączyć i pochodzić w poszukiwaniu rzeczy różnych. To standard, nauczyłam się nie wchodzić w drogę, nie przeszkadzać, niech się sam rzuca, ciska i szuka wszystkiego, najwyżej zapomni i potem z pracy dzwoni, że zapomniał. :)
Poza tym potrzebny mi był dziś luźniejszy dzień, taki bez napinki, bez stawiania sobie szczytnych celów - przez cały ostatni miesiąc i wczoraj byłam przodowniczką i królową pracy, dziś oddałam berło, niech się ktoś inny z koroną obnosi.
Po kawie i winogronach w łóżku, bo w takim to przemiłym otoczeniu pisałam rano posta na blogu, wstałam i chciałam wyjść z psem na spacer. Niestety przez kilkanaście minut szukałam mojego klucza od domu. Klucz mam przyczepiony do kluczyków samochodowych. Bez nich zatem ani nie wyjdę, ani nie wyjadę. Wreszcie zauważyłam, że klucz jest wetknięty do zamka, żebym nie zapomniała o nim wychodząc.
Piesio biegał w kółko ciesząc się, że wychodzimy na spacerek, aż mu się wreszcie znudziło i zaczął patrzeć na mnie wyczekująco a na mordce miał wypisane:
- No długo jeszcze mam czekać? Kupa nie poczeka!
- A ja na to: - Jakoś wczoraj poczekała i to aż za długo!
No dobra.
Kluczyki się znalazły, rękawiczki też, nawet dwie pary, nawet czapka cieplejsza, która bardzo się dziś przydała.
A ja się wybrałam wreszcie jako ta sójka za morze. O godzinie prawie 10-tej już korków żadnych nie było i dojechaliśmy na miejsce dosłownie w momencik.
A tam już czekała na nas piękna jesienna słoneczna tego dnia aura:
Na początek brakowało tylko troszkę słońca.

Ale szybko i ono się pokazało i na dworze zapanowała pogoda, którą w mojej Ojczyźnie nazywamy złotą polską jesienią.
Brodzący po tych liściach Piesio obwąchujący je i wszystkie znaki pozostawione w krzakach i trawkach przez inne psy był widokiem tak pięknym, że musiałam go uwiecznić.



Co mi się podoba: każdy przejeżdżający na rowerze pozdrawiał mnie albo mówiąc: hallo, albo moin (tutejsze regionalne: dzieńdoberek).
Uznałam, że nawet ja jakoś wyglądam i mogę się pokazać ludziom.
Po spacerze coś zjadłam, cośtam porobiłam. I znów jestem gotowa, żeby się położyć toteż wstawię jeszcze tylko kilka ładnych zdjęć do popatrzenia a o biurze napiszę później lub jutro. Bo skoro organizm się dopomina poleżenia, to znaczy, że jest nadal bardzo zmęczony i należy się temu uczuciu poddać.
Tym bardziej, że jeszcze bardzo dużo pracy przede mną. W samej kuchni stoją kartony z rzeczami, a w zasadzie wszystkie szuflady już pełne....
Naprawdę nie wiem, gdzie włożę resztę rzeczy
No nic, będziem rzeźbić. Ma się tę wprawę z tłumaczeń kabinowych w rzeźbieniu (tak nazywamy tłumaczenie bardzo trudnych lub zbyt szybkich mówców, gdzie przydaje się wyobraźnia i refleks). :)
Do mojego nowego biura w zasadzie boję się wejść, tyle tam rzeczy. Poza tym na moim fotelu siedzi jakiś niebieski ludek.
Niebieski ludek dał się wprawdzie przenieść w inne miejsce, ale reszta na razie też nie napawa mnie optymizmem. Bo wszystkiego jest wszędzie pełno. 
Może to i oznaka dobrobytu, ale ja się tu na razie czuję mocno zagubiona. Najczęściej siadam w kątku na tej podwójnej wersalce i patrzę... patrzę. A następnie wstaję i idę rozpakowywać inne kartony.
Bo tam trzeba jeszcze jedną komodę od ściany całkowicie wysunąć, przenieść do sypialni, a z góry z gościnnego znieść dwie małe komody biurowe, które tam od początku miały stać. Wtedy będę mogła przetrzeć ściereczką wszystkie meble i powoli zacząć się rozpakowywać.

15 komentarzy:

  1. Moin i Moi!
    Dla mnie piekna jesien jest zawsze "polska zlota jesienia" bez wzgledu na dlugosc i szerokosc geograficzna.
    Zawsze lubialam bardziej rozpakowywanie niz pakowanie. :)) Rozpakowywanie jest bardzo obiecujace i tworcze a pakowanie wymaga tylko dobrego zorganizowania.
    Masz duzo przestrzeni i w srodku i na zewnatrz. Mysle troche jak Twoja kicia.
    Jak to mawiano: "Spiesz sie powoli." ... I pudla nie zajac. :DDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moin :)
      Dla mnie taka jesień chyba też zawsze pozostanie złotą polską jesienią, wcale nie zamierzam tego zmieniać. :)
      Pakowanie było gigantycznym obciążeniem, bo miałam na nie w zasadzie za mało czasu. Rozpakowywanie faktycznie wnosi wiele nowego, na nowo określa się ustawienie mebli, zmienia czasem ich przeznaczenie, przegląda rzeczy itd. Sprawia mi to frajdę, nawet kiedy jestem zmęczona. Ale dziś musiałam przeczekać. Za to wieczorem jeszcze mi mój M. pomógł ustawić meble w moim biurze i od jutra mogę ruszać z działaniami tam! :)))
      Przestrzeń mnie bardzo cieszy, przyda się nam wszystkim, nam ludziom i nam zwierzom :)!

      Usuń
  2. Ty masz jednak chyba za duzo czasu, mimo ze narzekasz na jego brak, a nierozpakowane kartony pietrza sie po sufit.
    DWA POSTY DZIENNIE !!! To nawet ja tyle nie publikuje. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tu się powstrzymuję, a Ty mi wytykasz :)))
      Tyle się dzieje i tyle mi się myśli kłębi, że najchętniej bym pisała czasem i trzy i cztery dziennie! Ale się powstrzymuję, no chyba że nie wytrzymuję, jak dziś! :))

      Usuń
  3. Mam tą samą sytuację, Adam chodzi na 7 do pracy, ja wstawać nie muszę, i choć ubrania szykuje sobie wieczorem i zanosi do drugiego pokoju, to i tak wybudza mnie, ponieważ - o zgrozo... - on nie wstaje na pierwszy dzwonek budzika, tylko się dobudza jeszcze kilkoma dzwonkami przez 20 minut albo dłużej... I sen przepadł. Ew. jak mi się uda zasnąć jeszcze, jest to sztuczny sen wywołany raczej moją wolą i wtedy śpię jakoś dziwnie za długo i budzę się osowiała i lekko wściekła, że przespałam tyle cennych godzin, a mogłabym już tyle zrobić.
    Dlatego nie staram się zasypiać, czasem nawet wstaję już po pierwszym budziku i przynajmniej samopoczucie mam na plus.
    A dlaczego mi na tym zależy? Nie wiem czy już zauważyłaś, ale czy jak jesteś sama w domu, to nie prawdą jest, że wykonasz więcej prac w krótszym czasie?
    Ja jeszcze muszę się uczyć języka, Ty masz już ten problem z głowy. Ale kiedy mąż w domu, skupienie mam zerowe, bo muszę mieć totalny pokój i ciszę absolutną, bo mnie łatwo rozproszyć samą swoją obecnością. Toteż cenne są niezwykle dla mnie godziny poranne w domu i wstaję codziennie o 6 rano. Ale jak się człowiek przyzwyczai, to szybko zapomina, że kiedyś był nocnym markiem i kładzie się teraz o 22 ;)

    Oglądałam przed chwilą filmik o szukaniu klucza, opowiem Ci go, ale uprzedzam, że to bardzo czarny humor.
    Facet wchodzi do przedpokoju i chce wyjść z mieszkania, ale nie ma klucza żeby potem zamknąć drzwi. Szuka więc po szufladach, na blatach, na stoliku, w poduchach na kanapie i nic, nie ma. Potem wpada na genialny pomysł! Stawia pod żyrandolem krzesło, wyciąga z ukrycia sznur z pętlą, przewiesza przez żyrandol, staje na krześle, zakłada pętlę sobie na szyję i skacze z krzesła. Umiera, a umierając, całe życie przewija mu się przed oczami od dzieciństwa aż po dzień dzisiejszy i nagle widzi gdzie chował klucz. Staje z powrotem na krzesełku, pętlę z szyi zdejmuje, sznur chowa i wyciąga klucz z ukrycia. ;)

    Wir den "Golden polnischen Herbst" haben. :)

    Ja Cie podziwiam, że tyle w tym nieładzie wytrzymujesz i potrafisz dać sobie luzu. Bo ja to nienormalna jestem. Jak przyjechałam już do Szwajcarii, od razu bieżącego wieczora po kilkunastu godzinach podróży zaczęłam rozpakowywać swoje manatki. Mimo że czułam się padnięta, wiedziałam, że nie usnę, bo muszę się najpierw umościć. I tak grubo po północy się położyłam. Chorą głowę mam, prawda?

    Tyle że Ty masz trudniejsze zadanie, bo ja bez mebli jechałam. Mogłam swój dobytek zostawić w mieszkaniu, które należy do moich rodziców, więc teoretycznie mniejszą spinę miałam. W praktyce - wiem co to wycięczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię wstać razem z Mikaelem. Ale dziś padłam zaraz po jego wyjściu. Dospaliśmy z psem do 9, i to przez psa, bo się tak wiercił, że obojgu nam nie dawał spać. A rano niestety mój chłop musiał się do pracy zebrać i wstać. Jak dobrze, że my dopiero grubo później.
      Też do pracy potrzebuję absolutnego spokoju, nic nie umiem zrobić, kiedy ktoś nade mną stoi czy o coś pyta. A czasem kiedy jest w tym samym pomieszczeniu. Nie wiem, jak moja mama przed laty mogła pracować w rozgdakanym pełnym kobiet pokoju biurowym! W dodatku wszystkie paliły oprócz niej. A jednak umiała i lata tak przepracowała. Dziś ma uczulenie na dym papierosowy, pewnie właśnie dlatego. Ale dość dygresji.
      Na razie czuję się jeszcze trochę przywalona tymi kartonami, meblami itp.
      Ale nie mogłam, jak wiesz, zostawić nic już w tamtym domu, bo by było na wieczne nieoddanie. I tak z grzeczności kilka rzeczy tam jeszcze zostało, odbiorę kiedy następnym razem będę w Polsce.
      Ten czarny humor z szukaniem klucza jest niezły, ale czasami to chyba jedyne, co mogłoby pomóc :).

      Fajnie, że i u Was złota polska jesień :).
      Luzu wczoraj musiałam sobie dać, bo nie umiałam zrobić już ani kroku dalej.
      Na szczęście pod wieczór jeszcze sporo zrobiliśmy, a raczej Mikael zrobił, dzięki temu dziś wiem, za co się brać i mam przygotowane meble.
      Dziś mam w planach dokończyć rozpakowywanie kuchni i zacząć moje biuro.
      Może jeszcze jakieś zakupy.
      Już też bym chciała mieć wszystko na swoim miejscu, ale to nie takie proste. Rzeczy i mebli jest multum, a ja nie mam jeszcze tyle siły po tej całej przeprowadzce, nocnej jeździe, pakowaniu i już też po dwóch dniach rozpakowywania, spacerków codziennych z pieskiem (wczoraj w nocy jeszcze musiał raz na siusiu).
      Ufff, do roboty, bo dzień ucieka. :)
      pozdrówka!!!

      Usuń
    2. p.s.: Wir haben auch den goldenen polnischen Herbst :)
      germanistka się we mnie odezwała, mam nadzieję, że nie masz mi za złe małej korekty :)

      Usuń
    3. Ja to nigdy nie wiem gdzie postawić to 'haben' Oo Czy to ma znaczenie, że dorzuciłaś "też"?

      Usuń
    4. Też dorzuciłam z własnej woli. :) A haben - w zdaniach orzekających jako drugie słowo w zdaniu, w pytaniach - jako pierwsze. To tak na szybko :)

      Usuń
    5. Na szybko, ale wszystko jasne :) Dzięki!

      Usuń
  4. Piekna droga spacerowa, piekny jesienny dzien, oczywiscie Piesio piekny, i tez ciagle mam przed oczami piekny zielony widok w oknie salonu, siedziec przy stole i patrzec na ta zielonosc za oknem.
    Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam będę chyba codziennie chodzić z pieskiem, piękna okolica, dużo innych piesków i postaram się z samego rana, wtedy jest cisza i spokój i nie ma innych psów. Dziś spotkałam kobietę z dwoma psami, jeden bez smyczy, było trochę nerwowo, bo ten pies zaczął obszczekiwać mojego i musiałam go trzymać. Jak trochę odpocznę sama będę wstawać wcześnie i z przyjemnością tak wcześnie pojadę z pieskiem na nasz poranny spacerek. :)

      Usuń
  5. Relaksu, relaksu, relaksu to czas... Gdy patrzę na te pudła z Twoich zdjęć, też mam ochotę na relaks.

    OdpowiedzUsuń