piątek, 25 listopada 2016

Jak urządzić domowe biuro

Jak urządzić wygodne domowe biuro?
Czyli w co powinno być wyposażone wygodne i praktyczne nowoczesne biuro domowe do pracy freelancera: tłumacza, blogera, copywritera, projektanta stron internetowych itp.
Podzieliłam urządzenia i wyposażenie biura domowego na dwie grupy, żeby było wygodniej o nich napisać szczegółowo: wyposażenie obowiązkowe i fakultatywne.

Obowiązkowe:
1. Zasada dwóch komputerów i internetu
W biurze musi być komputer. 
A jeszcze lepiej dwa komputery.
I co absolutnie oczywiste - dostęp do internetu typu flate rate, czyli bez ograniczeń i duża prędkość do dyspozycji.
Bez tego sprzętu i usługi nie obejdzie się dziś chyba w żadnym z zawodów twórczych, a tłumacz i blogerka w jednym już na pewno musi tym dysponować. 
Jeśli chcesz działać niezależnie i niezawodnie, warto zainwestować w dwa komputery: najlepiej sprawdza się stacjonarny z większym dyskiem i laptop, którego zawsze możesz zabrać w podróż.
Dlaczego dwa? Bo w jednym coś zawsze może nawalić, wtedy - też zawsze - wykonasz zlecenie na zapasowym, a nie będziesz się głupio tłumaczyć, że komputer miał awarię, to w dzisiejszych czasach naprawdę śmieszna wymówka.
Od lat działam zgodnie z tą zasadą i dobrze się sprawdza. Ostatnio awarie komputerów mi się prawie zazębiły, ale jeden zawsze pozostawał na tyle sprawny, że mogłam skończyć na czas zlecenia.

W poszukiwaniu idealnego biura domowego

Szukając pomysłów na dobrą organizację domowego biura stworzonego do pracy tłumacza i blogerki, tworzącego sprzyjający klimat dla tej pracy przeszukałam mnóstwo stron w sieci. Niestety nie znalazłam niczego dostosowanego w pełni do moich potrzeb.
Większość artykułów na ten temat to wpisy na blogach, głównie kobiecych, to kobiety lubią być zorganizowane i lubią o tym pisać a jak już im się uda, potrafią to opisać i pokazać.

wtorek, 22 listopada 2016

Freelancer na nowym miejscu

Stwierdzenie, że rozpoczynam tu pracę zupełnie na nowo nie jest takie do końca prawdziwe. 
Na troskliwe pytania osób z otoczenia: 
- czy masz tam już jakąś pracę?
odpowiadam, że od lat pracę tworzę sobie sama i od lat niezmiennie pracuję jako tłumacz niemiecko-polski, i z tego żyję, utrzymuję się, płacę rachunki, kupuję jedzenie zwierzakom itp.
Freelancer to wybór rzemiosła na życie i własnej drogi, przez lata wypracowany sposób działania, myślenia, mój sposób na życie.
Faktycznie jestem sama sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Jestem też dla siebie najsurowszym szefem pod słońcem.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Wychodzimy z kartonów

W odchodzący weekend udało nam się sporo zrobić, chociaż przez niewyspanie i kilka stresów związanych z pracą, które przeniosły się na sobotę, nie byliśmy w najlepszych nastrojach. Dodając do tego, że cały dzień dziś padało na przemian z mżyło i do tego wiało, aż nas przewiewało na wylot, nastroje były raczej minorowe. Mimo to postanowiliśmy zrealizować zamierzone plany. Czyli ja swoją pracę, Mikael zaplanowane prace domowe, a razem założone plany porządkowe.
Mnie udało się rozpakować sporą część kolejnych kartonów. Zniknął wreszcie szpaler kartonów, zza którego już się można było spokojnie ostrzeliwać.

piątek, 18 listopada 2016

Opłata radiowo-telewizyjna w Niemczech

Okazuje się, że w Niemczech pobieranie opłaty telewizyjnej jest o wiele lepiej i skuteczniej zorganizowane, niż u nas w Polsce, gdzie ciągle jeszcze rząd spekuluje, gdzie by tu się podłączyć, żeby tę opłatę od wszystkich obywateli ściągnąć. Tymczasem niemiecki ustawodawca dawno tę kwestię rozwiązał. Media publiczne mają umowę ze wszystkimi urzędami meldunkowymi w kraju i w ten sposób są na bieżąco i mogą wyhaczyć do pobierania swoich opłat każdego obywatela.
Jak tylko się człowiek zamelduje (a ja to zrobiłam ok. miesiąc temu podczas ostatniego mojego pobytu tutaj), przychodzi do niego korespondencja z informacją o nadanym numerze sprawy i automatycznym zobowiązaniu delikwenta do opłaty radiowo-telewizyjnej (tzw. Rundfunkgebühr). Ten przepis, jak wynika z otrzymanego pisma, został wprowadzony od stycznia 2013 roku, według niego do opłaty składki R-TV zobowiązane jest po prostu każde mieszkanie. Jeśli w mieszkaniu czy domu już zostało utworzone konto do opłat składek, czyli np. właściciel mieszkania takie składki, opłaca, posiada on specjalny nadany mu z tego tytułu numer.
Odpowiedzialny za pobieranie składek od flagowych niemieckich programów telewizyjnych i radiowych (ARD, ZDF i Deutschlandradio) jest tzw. Beitragsservice (serwis składek), który od razu napisał do mnie pismo w tej sprawie.
W piśmie zwrócono mi uwagę, że już mnie proszono o odpowiedź w tej sprawie, ale jeszcze nie uzyskano odpowiedzi. Załączono formularz do wypełnienia ręcznego, w nagłówku umieszczono też możliwość podania w rejestracji istniejącej już opłaty R-TV lub podania numeru opłaty właściciela mieszkania czy współlokatora, który już opłaca składki.

czwartek, 17 listopada 2016

Piesio słabnie

Nie planowałam oddzielnego wpisu na ten temat, ale sytuacja zaczyna być znacząca, więc poświęcę temu oddzielny wpis. Ostatni miesiąc w Warszawie był ciężki dla nas wszystkich. Dla mnie ze względu na milion spraw do załatwienia, pakowanie, ogólnie pracę ponad siły. 
Dla Schwarza, bo coraz gorzej funkcjonują jego tylne łapy i praktycznie codziennie musiałam go wciągać na górę do sypialni.
Najchętniej wybierana pozycja przez Piesia w ostatnich miesiącach
Co robić, w tamtym domu sypialnia była na piętrze. Dlatego odetchnęłam, kiedy wreszcie znaleźliśmy się tu i wreszcie mamy wszystko, co dla psa ważne, w parterze.
Niestety Schwarz to już stary pies. Ma 14 lat z górką. Dla psa średniej wielkości (waży ok. 20 kg) to poważny wiek, według tabeli, którą znalazłam w sieci mój piesek liczy sobie w przeliczeniu na ludzkie ok. 98 lat. Za rok będzie miał według ludzkiego przelicznika 103 lata. To dla psa już poważny wiek. 
Wiem, że ma nadal piękną lśniącą sierść, ładnie się prezentuje. Ale ja swoje wiem, widzę, dostrzegam.

niedziela, 13 listopada 2016

Mozart zaskoczyła

Możecie sobie mówić, że to ja bywam cyborgiem, że robię niesłychane rzeczy w niesłychanym tempie, czasem wydawałoby się niemożliwe. Ale trzeba Wam wiedzieć, że zwierzaki też sobie dobrałam odpowiednio do mojego temperamentu. Ale do rzeczy.
Dziś przed południem po spacerze z psem postanowiłam nagrodzić czekającą i miauczącą pod drzwiami do ogrodu kicię. Założyłam Mozartowi szelki i wyszłyśmy do ogrodu. O ile pierwszy spacer na smyczy, który odbył się trzy dni temu z Mikaelem, odbył się głównie na stojąco i kicia czuła się jeszcze niepewnie, to dzisiejszy ze mną był już prawdziwym spacerem. Obeszła ze mną nasz cały ogródek, potem obwąchała wszystkie drzewka, wymrożone kwiatki i liście, weszła w zaułki, po czym wskoczyła na drzewo, z którego musiałam ją zebrać.
Od dwóch dni mieliśmy wrażenie, że czuje się już na tyle pewnie w domu, że jej dzisiejsze zachowanie na spacerze i duża pewność siebie jakoś mnie nie zdziwiły. Po spacerze była jeszcze bardzo rozemocjonowana, głównie dlatego, że był tak krótki (wytrzymałam z nią na dworze ok. 15 minut). Poszła więc spać, a w każdym razie wycofała się na spokojne pięterko i wróciła dopiero po 5 godzinach.
Po powrocie zastała w pokoju takie oto cudo:
Drzewko szczęścia - ledwo jej dziś zauważyła, podrapała 2 razy

piątek, 11 listopada 2016

Już tydzień na Nowym

Tydzień temu w Warszawie czekałam wieczorem na to, aż wyląduje samolot Mikaela. Kiedy wreszcie dotarł z półtoragodzinnym opóźnieniem, kiedy dojechaliśmy do domu, siedziałam jeszcze do czwartej nad ranem przygotowując dokumenty.
W drogę wyruszyliśmy w sobotę 5.11.2016 - miałam napisać rano, ale nie udało się. Udało się wyjechać o 13-tej. Na pokładzie było pełno wszystkiego: rzeczy, do tego pies i kot. Podróż W-wa - BH przebyliśmy w 12 godzin, z przystankami na siusiu i drzemki.
Udało się dojechać o 3 nad ranem w niedzielę 6-tego listopada. Jutro będzie więc tydzień od czasu, kiedy jesteśmy na Nowym.
Dziś w Polsce świętowano Dzień Niepodległości. Tutaj to nie jest święto, tylko zwykły dzień pracy.
Dziś rano podczas kolejnego porannego spaceru z piesiem pogoda dopisała. Temperatura koło zera, w nocy pewnie nieco poniżej. Pojawiła się szadź na trawach, ale odczuwalna temperatura była całkiem przyjemna.

środa, 9 listopada 2016

Plan obrazkowy rozpakowywania

Dziś postanowiłam zrobić sobie plan dnia. A że średnio kumata ostatnio jestem pod wpływem przeżyć związanych z przeprowadzką, to plan jest obrazkowy. Czyli strzeliłam kilka zdjęć PRZED, żebym potem miała porównanie, jak już będzie PO.
Póki co ilość tego wszystkiego jest dla mnie powalająca. Muszę sobie ją jakoś uporządkować najpierw w głowie, żeby podołać wyzwaniu.

wtorek, 8 listopada 2016

Chwile relaksu

Dzisiaj z rana jakoś zupełnie nie mogłam wstać z łóżka. Oczywiście obudziłam się, kiedy Mikael wstawał do pracy przed siódmą. Nie da się inaczej, bo szafę mamy w sypialni i to po mojej stronie. Światło więc trzeba zapalić i kawę pierwszą w łóżku przy mnie wypić, i radio włączyć i pochodzić w poszukiwaniu rzeczy różnych. To standard, nauczyłam się nie wchodzić w drogę, nie przeszkadzać, niech się sam rzuca, ciska i szuka wszystkiego, najwyżej zapomni i potem z pracy dzwoni, że zapomniał. :)
Poza tym potrzebny mi był dziś luźniejszy dzień, taki bez napinki, bez stawiania sobie szczytnych celów - przez cały ostatni miesiąc i wczoraj byłam przodowniczką i królową pracy, dziś oddałam berło, niech się ktoś inny z koroną obnosi.
Po kawie i winogronach w łóżku, bo w takim to przemiłym otoczeniu pisałam rano posta na blogu, wstałam i chciałam wyjść z psem na spacer. Niestety przez kilkanaście minut szukałam mojego klucza od domu. Klucz mam przyczepiony do kluczyków samochodowych. Bez nich zatem ani nie wyjdę, ani nie wyjadę. Wreszcie zauważyłam, że klucz jest wetknięty do zamka, żebym nie zapomniała o nim wychodząc.
Piesio biegał w kółko ciesząc się, że wychodzimy na spacerek, aż mu się wreszcie znudziło i zaczął patrzeć na mnie wyczekująco a na mordce miał wypisane:
- No długo jeszcze mam czekać? Kupa nie poczeka!
- A ja na to: - Jakoś wczoraj poczekała i to aż za długo!
No dobra.
Kluczyki się znalazły, rękawiczki też, nawet dwie pary, nawet czapka cieplejsza, która bardzo się dziś przydała.
A ja się wybrałam wreszcie jako ta sójka za morze. O godzinie prawie 10-tej już korków żadnych nie było i dojechaliśmy na miejsce dosłownie w momencik.
A tam już czekała na nas piękna jesienna słoneczna tego dnia aura:
Na początek brakowało tylko troszkę słońca.

Pierwsze spacery i sny, rozpakowywanie

Wczoraj po raz pierwszy wyszłam z Piesiem na spacer. Tutaj to nie takie proste, jak w Warszawie. Tam miałam na dojście do lasu jakieś 5 minut i tam już piesio mógł się swobodnie wybiegać (na smyczy mógł, z rzadka tylko samego puszczałam), las a raczej mały lasek był nam świetnie znany i piesio wiedział, ile ma czasu na spacer, ile na kupę, a ile na wąchanie psich kwiatków czy tam wiadomości.
Tu do lasu na piechotę jest za daleko, a ja nie mam ochoty na razie ani na zbieranie jego kup z okolicznych trawniczków, ani na mandat za niezbieranie. Toteż wsadzam go do samochodu i wywożę pięć minut dalej na jeden z tutejszych psich wybiegów.
Wczorajszy spacer zrobiliśmy na łące koło IKEI. Jest spora, część to chyba nawet czyjeś pole. Pojechaliśmy wczoraj właśnie tam. 

poniedziałek, 7 listopada 2016

Przejazd do nowego domu

Starałam się wczoraj, czyli w niedzielę opisać wrażenia z naszej podróży do nowego domu, do nowego życia. Początek wpisu powstał więc wczoraj, a dziś przy porannej kawie, już po spacerze z psem dopisuję ciąg dalszy wydarzeń. Jedno jest pewne: taką podróż pewnie nieprędko znowu przeżyjemy. Warto więc ją zapisać, żeby mieć potem do czego wracać wspomnieniami.
Wstęp - piątek:
Pierwszy dzień i pierwszy wieczór w nowym domu. Za nami bardzo długa podróż z Warszawy do Bremerhaven. Żebyśmy nie jechali sami, czyli ja i zwierzaki, w piątek wieczorem przyleciał po nas późnym wieczorem Mikael. 
Miał wylądować wieczorem w piątek, a właściwie już w sobotę o godz. 00:05. Zamiast tego miał jakąś naprawę po drodze i był o półtorej godziny opóźniony. Normalnie to nie byłby żaden problem. Trochę bym się pomartwiła, ale czekała spokojnie. Ale tego wieczoru musiałam jeszcze koniecznie przed wyjazdem przygotować dokumenty dla księgowego i zrobić kilka innych rzeczy w domu, a przede wszystkim spakować samochód przed podróżą.
Niestety to ostatnie okazało się niemożliwe. Mikael padł niedługo po przyjeździe do domu bo to on miał jechać pierwszy. Dokumenty skończyłam robić o czwartej nad ranem. 
Dzień przejazdu: sobota
Następnego dnia w sobotę pospaliśmy do dziewiątej, żeby się jakoś zregenerować. A potem zaczęłam gorączkowo pakować ostatnie rzeczy, stwierdzając przy tym, że za cholerę nie da się tego wszystkiego, co zostało zmieścić w aucie i jeszcze wsiąść do niego w czwórkę!
Tym bardziej z dużym facetem 192 cm wzrostu. O jedenastej zadzwoniłam do ludzi, którzy kupili i mieli się wprowadzić do domu, że wyjedziemy z niewielkim godzinnym opóźnieniem, bo nie daliśmy jeszcze rady spakować wszystkiego. Tymczasem okazało się, że zamówili już samochód do przeprowadzki punktualnie na 12! To był moment, kiedy wpadłam w panikę i się z tego wszystkiego poryczałam. Wydawało mi się z tego zmęczenia, że gorzej już być nie może, ale po tym telefonie okazało się, że właśnie ten moment nastąpił. Co było robić, zerwaliśmy się od stołu, bo nie było czasu na śniadanie i zabraliśmy do pakowania samochodu. Wiele rzeczy musiałam wyjąć z kartonów, mimo że były tam świetnie zapakowane i przerzucić do siatek, żeby je jakoś upchnąć pod złożonymi siedzeniami lub w przestrzeniach między pudłami.
Tak wyglądał samochód zapakowany pod sufit - pies jakoś znalazł miejsce pomiędzy rzeczami. 

czwartek, 3 listopada 2016

Notatnik przeprowadzkowiczki, dwa dni później

Starałam się zorganizować tak przeprowadzkę, żeby nie wysiąść nerwowo i siłowo. Ale to jest jednak koszmarny wysiłek. W dzień zero moja głowa rozbolała mnie na dobre. Pod wieczór i następnego dnia też jeszcze bolała. 

wtorek, 1 listopada 2016

Mały przewodnik o przeprowadzce

I nastał dzień zero. Tak się złożyło, że jedyny dzień, który mogłam wybrać to Halloween 31 października 2016 roku. Przynajmniej zapamiętam go jak inne ważne daty w moim życiu.