sobota, 8 października 2016

Z Córką w Budapeszcie

Zaczęło się od tego, że córka dobre ponad dwa miesiące temu dowiedziała się o planowanym wyjeździe służbowym na Węgry i pomyślała, że jeszcze nigdy nie zwiedziłyśmy razem Budapesztu, więc to może być doskonała i jedyna taka okazja. Podchwyciłam i w pięć minut powiedziałam "tak".
Córka była tu służbowo przez dobrych kilka dni robiąc objazd po wielu miastach Węgier w siedzibach firmy, nie mając jednocześnie zupełnie czasu na zwiedzanie.
Ja przyleciałam do niej w piątek rano.
Na zdjęciu z samolotu udało mi się złapać widok na Wyspę Św. Małgorzaty na Dunaju.
Z lotniska do centrum miasta jechałyśmy autobusem, a następnie metrem.
W metrze na każdym kroku dało się zauważyć mocną propagandę rządową na temat udziału w odbywającym się wczoraj 2. października referendum obywatelskim na temat chęci przyjęcia przez społeczeństwo uchodźców. Rząd forsował ostro odpowiedź na NIE. Oplakatowane było całe miasto.
W kilka dni potem znamy już wyniki referendum, nie wzięło w nim udziału minimum, tj. 50%, zamiast tego do urn poszło 39,8% społeczeństwa, więc referendum jest nieważne, nawet jeśli większość która poszła, faktycznie była na nie.
Oprócz rządowej propagandy funkcjonuje oczywiście opozycja, jest nawet coś w rodzaju naszego Soku z buraka znanego z FB. Oni też wywieszają wiele plakatów a nawet bilboardów, ośmieszających propagowanie oczywistości przez rządzących.
I to tyle polityki w tym wpisie, od tego momentu będzie już tylko o naszej wycieczce.
Węgry i Polskę łączy wiele wspólnych elementów historii, w tym tej najnowszej. Tę i podobne tablice widać było w wielu miejscach.
W mieście pełno jest dwujęzycznych tablic upamiętniających to wzajemne wsparcie
Wielkim plusem naszego mieszkanka okazała się jego lokalizacja, mieszkałyśmy przez te 3 dni tuż obok Parlamentu i Placu Wolności. A poniżej centralny bank, odpowiednik naszego nbp.
To boczna fasada tutejszego narodowego banku Węgier
Na Placu Wolności umieszczona jest fontanna w kwadracie, do której wchodzą wszyscy, żeby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Ten piesek nie chciał zdjęcia, panicznie się bał, miałam ochotę w jego imieniu nawarczeć na jego pana.

Wchodzą, bo kiedy się przez nią przechodzi, czujniki ruchu wyłączają w tym miejscu na szerokość metra fontannę. Mojej córce oczywiście udało się to zrobić prawidłowo.
Fontanna przy Placu Wolności w Budapeszcie
Ja próbowałam trochę inaczej, czyli wejść przez wodę, trochę nad nią postać, żeby zrobić zdjęcie ...
Już się pewnie domyślacie, co się stało. Tak, woda chlusta po chwili stania nieruchomo z powrotem w górę.
Fontanna przy Placu Wolności w Budapeszcie
Tu jeszcze nic nie podejrzewam...
Fontanna przy Placu Wolności w Budapeszcie
Na kolejnym zdjęciu już widać po niezbyt rozgarniętej minie, co mnie spotkało.
Fontanna przy Placu Wolności w Budapeszcie
Tu próbuję się jakoś otrząsnąć z szoku i wody. :)
Fontanna przy Placu Wolności w Budapeszcie
A w tym momencie stwierdziłam, że przy takiej pogodzie nie będę marudzić, jakoś to będzie i faktycznie w ciągu kolejnych godzin wyschłam na słońcu i wietrze.
Fontanna przy Placu Wolności w Budapeszcie
Fontanna przy Placu Wolności w Budapeszcie

Dodam, że te pierwsze mokre wrażenia wydarzyły się od razu pierwszego dnia w drodze na kwaterę, wykupioną na Airbnb. Pokoik okazał się malutki, ale gustownie urządzony. 
Miła właścicielka od wejścia zaczęła rozmawiać z Gosią po węgiersku i tu zaczęła się moja część zdziwień, która utrzymywała się od samego początku pobytu przez właściwie całe jego trwanie. Wcześniej nigdy nie słyszałam mojej córki mówiącej w tym języku.
Mogłaby równie dobrze mówić po mandaryńsku albo w każdym innym dziwnym języku. W jej wykonaniu to wszystko brzmiało w każdym razie bardzo przekonująco. Tak wyglądało wnętrze naszej kamienicy-studni. Obdrapane i dość specyficzne, ale w pokoju było znacznie ładniej.
Weszłyśmy do pokoju, zostawiłyśmy rzeczy, trochę się odświeżyłyśmy i od razu ruszyłyśmy w miasto, chłonąc widoki i zapachy. Miasto jest bardzo mocno zapełnione autami, czuć mocno spaliny.
To nasze pierwsze wspólne śniadanie
Nie mogłyśmy się oprzeć i obie dokumentowałyśmy każdą z tych naszych cennych wspólnych chwil.


Jednym z pierwszych odwiedzonych po drodze miejsc była ta mała kawiarenka, gdzie było nasze pierwsze wspólne cappuccino, zagryzione rogalikiem i kanapką z pastą serowo-paprykową (körözött). W końcu byłyśmy na Węgrzech.
Szłam zapatrzona w to miasto, w którym czułam się prawie tak, jak w Wiedniu. Austro-Węgry, jak żywe. Nie za wiele wyburzone podczas drugiej wojny światowej, za to zniszczone kryzysami panującymi tu już przez wiele lat. Splecione już na stałe z budynkami najnowszymi. Naprzeciwko wspomnianego wyżej banku 
siedziba tutejszej giełdy.
Giełda w Budapeszcie
Drugie ważne wrażenie to duża ilość bezdomnych na ulicach. Mają tu swoje prawdziwe miejscówki pod szerokimi fasadami budynków, w parkach. Są na każdym kroku, na każdej ulicy. Spokojni, choć oczywiście nie pachnący fiołkami.
Jedna z miejscówek bezdomnych w Budapeszcie
Tuż obok pomnik, jeden z wielu.
Pisarz lub bojownik 1956
Bezdomni są spokojni, nie zaczepiają nikogo. Ich życie toczy się w sposób równoległy do wielkiego świata, pełnego rodowitych Węgrów i niezliczonych turystów.
Drugim rzucającym się w oczy pomnikiem jest nadal stojący i mający się dobrze pomnik wdzięczności żołnierzom radzieckim - wyzwolicielom.

Napis głosi: chwała bohaterom radzieckim - oswobodzicielom


Pomnik na chwałę żołnierzy radzieckich w Budapeszcie
W ścisłym centrum większość budynków wygląda tak, że właściwie każdy z nich ma długoletnią historię. Kamienica, w której mieszkałyśmy była niemal tak samo bogato zdobiona, co bank a wiele innych dorównuje architekturą może nie od razu parlamentowi, ale może się już mierzyć z operą.
Aż tu nagle przejechał trolejbus, ten akurat na silniku, ale sporo z nich jeszcze jeździ po mieście.
Kolejne miejsce.
Stąd już zupełnie niedaleko zaczęło być widać chyba najbardziej znaną atrakcję Budapesztu: Parlament.
Parlament to historia sama w sobie. Fotografowałam go codziennie za dnia i nocą, a i tak każde zdjęcie ukazuje inne oblicze tego gigantycznego obiektu.
I znów Parlament w Budapeszcie.
I jeszcze raz Parlament.
Musiałam oczywiście mieć zdjęcie na tle Parlamentu.
A tu po prostu jeszcze inne zdjęcia Parlamentu.
I znów zdjęcia Parlamentu.

A tu pełne zaskoczenie: jeszcze jedno zdjęcie Parlamentu.
Czy już mówiłam, że to Parlament?
W tle Parlament, którego dawno nie pokazywałam, a na pierwszym planie ja z pomnikiem znanego pisarza. Niestety napis pod pomnikiem nawet dla tubylców był nieczytelny.
W ramionach pisarza musiała też zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie moja córka.
Ten pierwszy wpis i tak wydłużył się już niesamowicie, a my jeszcze nawet nie jesteśmy pod koniec pierwszego dnia zwiedzania.
Muszę na dziś kończyć, mam jednak zamiar pokazać Wam jeszcze z tysiąc zdjęć z tego niesamowitego miejsca i totalnie Was nim zainspirować.
Stosowane powszechnie na do widzenia w młodszej części społeczeństwa pożegnanie "Szia!", stosowany, kiedy mówimy do jednej osoby, wymawia się w zasadzie tak samo jak angielski zwrot: see you, a kiedy mówimy do większej ilości osób to"sziasztok!" (o wymowę proszę zwracać się do mojej Córki :).
To na razie, si ya.

14 komentarzy:

  1. Juz samo zwiedzanie jest zajmujace, ale mozliwosc pobycia z corka przez tak dlugi czas bylo na pewno bezcenne. Nie bylam nigdy w Budapeszcie, co najmniej ze strachu przed jezykiem. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda Aniu, to była fantastyczna możliwość spędzenia razem czasu. I wykorzystałyśmy ją jak najlepiej. Języka bardzo trudna :)))!

      Usuń
  2. wo hast die Rote hose her ?? ;)
    Quatsch... Budapest ist geil... kilka razy tam juz bylem, ale jak pewnie i ty piszesz jeszcze nigdy jako Turysta ... .. pewnego dnia i tego dokonam ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Die Hose habe ich schon seit letzter Saison :).
      Do Budapesztu naprawdę warto się wybrać, zresztą nie tylko tam, pokażę Wam w następnym wpisie kolejne ciekawe miejsca.

      Usuń
  3. To ja się już martwić zaczynam, bo nie ma Cię i nie ma, a Ty sobie po Budapeszcie spacerujesz? Też bym tak chciała :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musisz się martwić, nawet jeśli przez najbliższy miesiąc bym nie pisała. To będzie jedynie oznaczać, że prostuję sprawy. :)
      Wszystko idzie dobrze, dzięki!
      A Budapeszt naprawdę wart zobaczenia! Szczególnie, kiedy ma się taką przewodniczkę :)

      Usuń
  4. Poszłaś dokładnie moimi śladami z ubiegłego roku. Idealnie! A na Wyspie byłaś? My jeździliśmy po niej kolejką:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłyśmy raz na Wyspie - wieczorem, teraz kolejka a raczej tory są w remoncie, pokażę przy następnym wpisie. :)

      Usuń
  5. Zacna wycieczka :) I wspaniale, że spędziłaś tyle czasu z córką, bo domniemam, że to nie często się zdarza.
    A córką się Ciebie nie wyprze, te same oczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę, niedługo będzie jeszcze mniej okazji. :)
      A wycieczka naprawdę przecudna!!!

      Usuń
  6. ach, te imprezy koncertowe w Ifjusagi Park... i wiele, wiele innych wspomnień... dawno nie byłem w Budapeszcie, robisz mi smaka na szybki wypad...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne miasto Piotruś, jeśli dawno nie byłeś, to warto teraz odwiedzić. :))
      pozdrowienia

      Usuń
  7. Nie trzeba wywalać pomników. W końcu to świadkowie nasze historii.
    Nie stają czasem dla przestrogi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem za zostawianiem pomników, to świadkowie autentycznej historii.
      pozdrowienia

      Usuń