sobota, 22 października 2016

Jestem szczęściarą

W ciągu ostatnich dwóch dni dotarło do mnie, że jestem szczęściarą. Po pierwsze właśnie szykuję się do wyjazdu i rozpoczęcia wspólnego życia z mężczyzną, który każdym swoim czynem pokazuje mi, jak bardzo mu zależy. Co i rusz mnie zaskakuje czymś nowym. Po drugie w ostatnich dniach otrzymałam konkretną pomoc, a w takich wyjątkowo trudnych chwilach taka pomoc jest nieoceniona.
Wiedząc to, jak Mikael przygotowuje dom na nasz przyjazd, wiem, że mogę być spokojna. Jakoś nie przepadam za słodzeniem przez ludzi w mediach publicznych o swoim szczęściu łosobistem, dlatego nie piszę za dużo na ten temat. Ale jeśli ktoś poświęca cały dzień na to, żeby zdemontować całą łazienkę łącznie z kabiną prysznicową aby domyć wszystko na mój przyjazd, to więcej, niż gdyby ułożył hymn na mój cześć i wysłał mi kwiaty kurierem.
Chociaż nie powiem, podoba mi się, gdy planuje, że nasz dom będzie przede wszystkim domem, w którym nie zabraknie całusów :). Zatem wracajmy do czynów. I do mojego szczęścia w pakowaniu.
Inspekcja, czy wszystko przebiega zgodnie z planem
"Ty tak na poważnie z tym pakowaniem?"
A moje szczęście jest takie, że w tej całej ogromnej pracy, polegającej na spakowaniu całego mojego życia w kartony, rozdaniu rzeczy, które chcę rozdać i sprzedaniu tych, które zdążę, mam pomocników (i to nie tylko TYCH)!
Jedyna dziś chwila relaksu
Nie przyjęłam oferty pomocy mojej mamy.
Uważam, że mama ma już swoje lata i mimo całej swojej energii na co dzień tak ciężka praca nie jest dla niej dobra i nie służy jej.
Poza tym w tej chwili ja sama nie mam za grosz cierpliwości, żeby jej wyjaśniać, czego potrzebuję czy oczekuję, więc wolałam uniknąć trudnych rozmów i sytuacji. Wyszło na to, że wolałam zatem zabrać się do pracy sama. Po tym, jak pierwszego dnia spakowałam i podźwigałam pierwsze 25 kartonów, następnego dnia myślałam, że padnę. Mój organizm zaczął domagać się natychmiastowego urlopu, poleżenia, odpoczynku. A tu mała szansa na jakikolwiek relaks.
Tak to sobie chociaż pośpi
Na szczęście tuż po dniu pakowania książek wieczorem odezwał się mój dawno nie widziany i nie słyszany, ale nadal najlepszy przyjaciel Jacek. Miał trochę własnych problemów, ale właśnie jest na dobrej drodze do ich rozwiązania. Zapytał, co słychać. A ja na to, że się przeprowadzam. Następne pytanie było niczym miód na moje serce: potrzebujesz pomocy?
Oczywiście, że potrzebuję - i tak oto zyskałam pomocnika, który miał siłę, cierpliwość i umiejętności, żeby spakować 95% drobiazgu kuchennego, bo reszty jeszcze używam do czasu wyjazdu.
Taka pomoc się liczy!
Dziś z kolei mój świstak zawijał w papierki i pakował do pudeł kolejne rzeczy z kuchni i narzędzia.
Piesio sprawdza, czy też nie mógłby być w czymś pomocny
Kiedy dziś przy śniadaniu wysłałam SMSa do mojego kumpla Adama, nie przypuszczałam, że i od niego mogę się spodziewać pomocy. Ale i on złożył mi ofertę, której nie zamierzałam odrzucić. Wpadł dziś do mnie z synkiem i w kilkanaście minut rozłożył regał tv i stół tarasowy. Po złożeniu zapakowaliśmy regał w folię bąbelkową. 
Regał tv spakowany, nic tylko zabierać
Zaraz potem okazało się, że z tych małych kartonów, w które najlepiej pakuje się drobiazgi, zostały już tylko 3 sztuki. Chcąc nie chcąc przekazałam co pakować dalej Jackowi i pojechałam do IKEI dokupić 30 kolejnych kartonów. Są niewielkich rozmiarów, ale wygodnie jest pakować do nich rzeczy i są lekkie w przenoszeniu.
W piwnicy przybywa kartonów
Kartonów przybywa, wszystkie opisuję po niemiecku, bo mój Mikael będzie je przyjmował sam, kiedy mnie tam jeszcze nie będzie.
Na wieczór musiałam dziś sobie zrobić sok, żeby się jakoś wzmocnić. W soku wylądowały między innymi: buraczki, jabłko, seler naciowy i cytryna.
Sok z buraków, jabłek, marchwi, selera naciowego i cytryny
Taki sok stawia na nogi, od razu poczułam przypływ energii.
Taki sok to potęga
Na szczęście dziś wieczorny spacer z psem to była przyjemność, bo rano utytłaliśmy się w błocie od deszczu. A teraz już odpoczywamy...
 
 
Funkcjonujemy mimo wszystko w miarę normalnie, po całym dniu następuje inspekcja przez kotka wszystkich pudeł. Karmienie odbywa się w zwykłych porach, podawanie leków też.
Te codzienne rutynowe rytuały pomagają nie wpadać w panikę. A mimo to cholernie się boję, że nie zdążę ze wszystkim i kiedy przyjedzie firma przeprowadzkowa, dopiero będę stać i segregować bieliznę, albo przypomnę sobie o jakiejś zapomnianej szafie i że dopiero wtedy będę w panice wrzucać do kartonów wszystkie rzeczy, nawet te najbardziej zbędne.
Dla poprawy nastroju i ducha walki zaglądam, ile szafek już udało mi się opróżnić. Jest coraz lepiej, większość szafek w kuchni pusta, w pozostałych stoją rzeczy, które mają tu zostać do dnia wyjazdu.
Teraz ten regał już jest zupełnie pusty
I ta komoda też już pustoszeje
Ubrania zostawiam na koniec, a może już część spakuję jutro. Ich przesegregowanie i pakowanie wydaje mi się o wiele łatwiejsze, niż pakowanie innych rzeczy. Obym się nie myliła. Za chwilę północ, naciskam klawisz publikuj i żegnam się z Wami życząc dobrej nocy i wspaniałej niedzieli.

19 komentarzy:

  1. Powodzenia życzę w dalszym pakowaniu i przeprowadzce. To nie lada wyzwanie. Oby szczęście nadal Ci sprzyjało! U mnie też trochę nowości, m.in. rozpoczęłam nową, dodatkową pracę w firmie. Jak na razie jestem zadowolona i odżyłam, bo mam kontakt z ludźmi i muszę wyjść z domu... Trzymaj się i wszystkiego dobrego Iwonko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to super, że odnajdujesz się w nowym miejscu. Praca na swoim to dużo samotności, prawda, ja też miałam okresy tęsknoty za ludźmi. Ale teraz tak lubię. Co nie znaczy, że jeszcze kiedyś nie pójdę do regularnej pracy. :)
      pozdrowienia i dla Ciebie!

      Usuń
  2. Jestem pełna podziwu, że odważyłaś się ruszyć cały dobytek i przeprowadzić się :) tak się tylko mówi, nawet jak ktoś nie 'chomikuje', że jakoś się to ogarnie, ale jak człowiek rzeczywiście się za to weźmie, to zdziwienie ogarnia, ile się tego wszystkiego ma, ile się nazbierało i co tylko... Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się wydawało, że nie chomikuję, ale te sterty rzeczy, które teraz znajduję, są nieogarnione. I pomyśleć, że ja to wszystko kiedyś kupiłam, zapłaciłam i nagromadziłam! No ale przez lata można. Nie dam rady teraz wszystkiego porządnie przesegregować, zrobię jednak co się da.
      Pozdrowienia :)

      Usuń
  3. Bombowo, jeszcze trochę i rozpakowywanie tego wszystkie Cię pochłonie na dobre. Ale fajnie rozkłada się swoje stare rzeczy na nowym miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pakowanie jest najgorsze, a rozpakowywania się nie obawiam! Potem rzeczywiście na nowym miejscu miło będzie porozkładać swoje rzeczy. :)

      Usuń
  4. Na pewno ktoś będzie miał dobrą noc i wspaniałą niedzielę. Mam nadzieję, że Ty też. Ba, jestem tego pewna!
    Niech Ci się wiedzie do końca świata i o jeden dzień dłużej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dnie teraz są monotonne. Karton złożyć, napełnić, odstawić. I od nowa. Ale to wszystko ma swój wyższy cel, a ja mam nadzieję, że zdążę ze wszystkim na czas. Pozdrowionka, Tobie też życzę powodzenia!!!

      Usuń
  5. I ja Ci bardzo kibicuję i wspieram dobrymi myślami.
    Gdybyś kiedyś znalazła chwilkę,to napisz,proszę,coś na temat sokowirówki,czy koktailera - jednym słowem chodzi mi o sprzęt do przyrzadzania soków i koktaili.jaki polecasz?
    Bardzo mi imponujesz odwagą,niech Ci się wiedzie jak najlepiej,
    pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło czytać takie słowa, o sprzętach poczytaj na moim blogu kulinarnym: iw-kulinarnie.blogspot.com. Tam zamieściłam sporo przepisów na koktajle, które już przyrządzałam. Sprzęt kupiłam na tyle prosty, żeby mi posłużył chociaż z rok-dwa, na poważniejsze zakupy przyjdzie czas, jak się tam już jakoś urządzę :). A może ten prosty sprzęt przetrwa lata, jak to bywa, kiedy człowiek się tego nie spodziewa. :)
      Dzięki za dobre słowo, do odważnych świat należy!!!! :)

      Usuń
  6. Widzę, że niełatwo zapakować całe życie w pudła. Widziałam to wielokrotnie, kiedy trzeba było wyprowadzać się z akademika, ale wiem, że to pikuś w porównaniu z przeprowadzką całkowitą, gdzie trzeba zabrać wszystkie swoje rzeczy. Zaczyna się nowe, lepsze, pewnie nie możesz się doczekać rozpakowywania i układania :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyprowadzałam się już po dłuższym pobycie z różnych hoteli, ale spakowanie z rozsądkiem życia z ostatnich 14 lat graniczy z zapanowaniem nad kosmicznym pyłem...
      Najdziwniejsze jest to zdziwienie, które ogarnia mnie na myśl o tym wszystkim, co zgromadziłam, dostałam w prezencie, kupiłam, przygarnęłam itp.
      Dziś pakowałam swoje narzędzia, to dopiero wyzwanie! Miałam tego cały warsztat, a i tak sporo zostawiłam, bo są to rzeczy związane z tym domem.
      Cieszę się na nowe i lepsze!

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że wcale niczego nie ogarniam wszędzie panuje chaos, a ja nigdy nie skończę tego pakowania!!! Uaaaaaaa

      Usuń
  8. Powodzenia w kolejnych etapach przeprowadzkowych! Ty zorganizowana kobietko ;))
    Fajnie, że uruchomiłaś obserwatorów - mam nadzieję, że w bloggerze będą mi się wyświetlać Twoje posty. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w moich progach :), w blogerze powinny się wyświetlać posty.
      Póki co chaos goni chaos, ale mam nadzieję, że do końca tygodnia i weekendu jednak ze wszystkim, co ważne, zdążę. Buźka :)

      Usuń
    2. pojawiają się :)) dla mnie to najlepszy przypominacz :)

      Usuń
  9. Jestem dziwnie spokojna o to, że dasz radę ze wszystkim i niczego nie zapomnisz zrobić. Jesteś za bardzo poukładana, żeby było inaczej. Trzymam kciuki za przeprowadzkę, pomocników i Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Uff... Zmęczyłam się tym pakowaniem, mimo pomocników. Dobrze, że takiego wielkiego dobytku nie mam.

    OdpowiedzUsuń