poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Porządkuję sprawy

W poczekalni czeka już chyba z 10 rozpoczętych postów. Ze zdjęciami, opisami, na konkretne tematy i z przesłaniem. W mojej głowie dojrzewają kolejne. Ale nie opublikuję dziś żadnego z nich. Zamiast tego będzie wpis aktualizujący moje obecne sprawy. Te, które już załatwiłam i te, które jeszcze czekają na waiting list. Bo kiedy one tam czekają w kolejce do załatwienia moja głowa jest nimi ciągle pochłonięta. Dopiero, kiedy będę je miała z czaszki, napiszę o innych rzeczach.
Od wielu miesięcy i znów od ostatnich tygodni czyszczę ostatnio moją czasoprzestrzeń z różnych niepotrzebnych zaszłości i zbędnych obciążeń. Na spokojnie porządkuję sprawy. Aby na moim niebie były klasyfikowane już tylko w kategoriach estetycznych.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Spływy kajakami rzeką Krutynią: dzień pierwszy

Spływy po malowniczej rzece Krutyni organizowane były już przed II wojną światową. Obecnie to już prawdziwy przemysł. Cała turystyka w tym regionie się na tym opiera i dobrze. Turystów polskich jest mniej więcej tyle samo, co niemieckojęzycznych. Jedni spływają kajakami, inni dają się wozić na łodziach i mając wolne ręce przez cały czas śledzą przyrodę nie tylko za pomocą oczu, ale i obiektywów. My wybraliśmy się na Krutyń dość przypadkowo. Nie przewidywaliśmy tego spływu, ale kiedy tylko dowiedzieliśmy się, że rzeka i możliwość powiosłowania jest tak blisko w zasięgu ręki, z radością skorzystaliśmy z oferty najbliższego przewoźnika.
Technicznie spływ kajakami Krutynią w roku 2016 wygląda to tak: dojeżdżasz samochodem na parking nad rzeką jednego z licznych przewoźników i tam go zostawiasz. Od siedzących pod parasolem młodych chłopaków wypożyczasz kajakew. wyposażeniem (poduszki, kapoki) i deklarujesz dokąd spływasz, a oni pobierają od Ciebie opłatę. Dostajesz wizytówkę z numerami telefonów, pod które masz zadzwonić, jak już spłyniesz. Po telefonie spory samochód na co najmniej 8-9 osób z przyczepką na kajaki pojawia się w ciągu 15 minut i odbiera Cię z miejsca końcowego oraz odwozi z powrotem na parking do Twojego samochodu. Proste? Jak najbardziej. Chłopcy nie marnują czasu. Nie widziałam tam nikogo starszego niż ok. 30 lat. A i młodsi mają tam wiele do roboty.

piątek, 19 sierpnia 2016

Tyralierą

Chodzą po sklepach czy chodnikach zawsze obok siebie. Ręka w rękę. Ramię w ramię. W sklepie pchają oprócz tego przed sobą wypchany wózek, często opierając się o niego całą siłą. I jedno umieją najlepiej: zapchać sobą absolutnie każdą alejkę, każde przejście!
Wczoraj w osiedlowym markecie idzie matka z wózkiem i całkiem sporą dziewczynką (ok. 7 lat) obok. Dziewczynka trzyma się wózka i idzie razem z matką kroczącą dumnie dokładnie centralnie środkiem alejki. No właśnie. Kroczącą, mającą mnóstwo czasu na wszystko, a szczególnie na rozglądanie się. I kompletnie mającą w tyle, którędy ominą ją idący za nią inni bywalcy sklepu.
Próbuję raz przejść z prawej - nie da rady, zostawiła może ze 20 cm. Aż taka chuda to nawet ja nie jestem...
Po lewej podczepiona do wózka ta mała, przyczepiona do wózka ręką, jakby nie mogła iść samodzielnie. Nie ma że powie małej: córcia, ludzie muszą przejść, choć tu do mnie, trzymaj się mnie bliżej. Nie. Bo przecież w sklepie jest tylko ona jedna. I nikt więcej.
No więc jeszcze raz próbuję, mówię przepraszam i wkładam delikatnie ramię pomiędzy dziewczynkę a niecałe 30 cm po lewej stronie alejki. W końcu trochę mi się spieszy. A zresztą nie mam obowiązku robić zakupów w tempie tej pani. Przechodzę jakoś wciągając wszystko z nosem włącznie. Za sobą słyszę gniewne fukanie i uwagę: proszę nie popychać mojego dziecka! No jasne. Stara zołza ze mnie.
*

czwartek, 11 sierpnia 2016

Zwiedzamy Wilczy Szaniec - Wolfsschanze

Hitler miał w czasie II wojny światowej kilka głównych kwater, rozsianych po Europie, jednak tę w Polsce, w Gierłoży niedaleko Kętrzyna (niem. Rastenburg), zwaną po niemiecku Wolfsschanze, po polsku Wilczy Szaniec, zajmował najdłużej. To właśnie tam miał też miejsce historyczny, bo jedyny zamach na Hitlera.
Budowana głównie jako punkt dowodzenia wysunięty najdalej na Wschód, Główna kwatera Hitlera Wolfsschanze była dla niego bardzo ważnym miejscem, które zaczęto budować w związku z atakiem Niemiec na Rosję w 1941 roku. Budową zajęła się organizacja Todt. Dla potrzeb oficjalnych przyjęto dla tej strategicznej kwatery nazwę "Chemische Werke Askania" [Chemiczne Zakłady Askania]. 
Przy jej budowie pracowało w sumie 20.000 ludzi, inżynierów i robotników budowlanych. Każdy z nich ze względów bezpieczeństwa miał prawo przebywać na placu budowy najdłużej trzy miesiące, żeby żaden nie zdawał sobie sprawy z całości przedsięwzięcia.
Do budowy lotniska i dróg dojazdowych do kwatery obok pracowników niemieckich brano również zwangsarbeiterów (robotników przymusowych) pochodzenia polskiego, norweskiego, francuskiego oraz ze związku radzieckiego.
Na terenie Wilczego Szańca znajdowało się w sumie 40 budynków mieszkalnych, o przeznaczeniu gospodarczym i biurowym, ponadto siedem masywnych ciężkich i 40 lekkich bunkrów ze stali zbrojonej. W sumie w latach 1940-1944 zbudowano ponad 100 różnych budynków. Sufity bunkrów były grubości sześciu do ośmiu metrów. Drugie tyle lub nawet do dziesięciu metrów sięgały w głąb fundamenty bunkrów.
Tak ważne strategicznie miejsce musiało być bardzo dobrze zabezpieczone i mało widoczne również z lotu ptaka. Zabezpieczone było zatem stalową siatką rozciągniętą ponad wszystkimi budynkami. Ponadto wokół kwatery rozciągał się zaminowany pas szerokości od 50 do 150 m oraz dodatkowo pas z drutu kolczastego długości w sumie 10 km.
Kwatera była dostępna drogą kolejową i lotniczą.

środa, 10 sierpnia 2016

Urlop aktywnie i na luzie

Nie będę udawać, że jestem jakimś sportowym guru, bo są inni, lepsi ode mnie. Taką aktywność, jak moją to oni wciągają nosem na śniadanie. Ale dla mnie jest to takie minimum aktywności, które sobie założyłam i które dobrze mi się łączy z odpoczynkiem.
Od pierwszego ranka, kiedy wstałam, widok kompletnie pustego jeziora i pomostów był dla mnie niczym magnes. Leżeć tak sobie na kocyku na takim pomoście i móc robić ćwiczenia z takim widokiem to już samo w sobie jest nagrodą za cały rok trudów w mieście!

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Nareszcie szczypta wolności

W tym wpisie będzie mało gadania, za to dużo zdjęć. Czasem w życiu trzeba nie tylko zachwycać się pięknymi stronami życia, ale i jeść, i rachunki płacić. Tak więc jak to zwykle bywa najwięcej zleceń dostałam tuż przed wyjazdem na urlop. I oczywiście moja praca też przeciągnęła się na tyle, że tuż przed wyjazdem w niedzielę musiałam pracować do 22 wieczorem. 
Siłą rzeczy pakowanie nastąpiło rano w dniu wyjazdu, a przedtem oboje byliśmy tak zmęczeni (Mikael dotarł autobusem po męczącej podróży w sobotę o 6 rano), że musieliśmy się wyspać.
Dojazd na Mazury nie jest może zbyt skomplikowany, ale ostatnie 1,5 godziny to już była jazda po miejscowych wąskich szosach. Niektóre mijanki do tej pory wspominam z drżeniem w nogach i w sercu. Ale do celu. Na miejscu znaleźliśmy się po południu.
Dla obojga z nas był to pierwszy raz w gospodarstwie agroturystycznym.

piątek, 5 sierpnia 2016

Nie trzeba raka, szczęście jest blisko

Czy zauważyliście, że często wielką popularnością cieszą się ludzie bardzo chorzy, a raczej ich nagła przemiana do tego, żeby w chwili, kiedy dowiadują się, że nie wiadomo, ile im jeszcze zostało, zaczynają nagle czy wreszcie żyć pełną piersią, realizować pragnienia i spełniać marzenia.
Czy naprawdę trzeba dostać diagnozę raka, żeby poczuć, że żyje się tak intensywnie, że bardziej już nie będzie? I że nikt nie da ci w życiu więcej sekund, niż jest ci przeznaczone.
Często zresztą są to osoby, które i poprzednio żyły intensywnie, pełnią życia, ale z uwagi na to, że wydawało im się, że ciągle mają dużo czasu, nie zdobywały się na rzeczy nadzwyczajne. A tymczasem te nadzwyczajne rzeczy leżą w zasięgu ręki. I jak widać można je osiągnąć nawet z wyrokiem zapisanym na recepcie.

A tymczasem te nadzwyczajne rzeczy to mogą być też rzeczy całkiem zwyczajne, codzienne.

czwartek, 4 sierpnia 2016

Moje inspiracje

Od dawna intensywnie szukam miejsc w sieci, których autorki autorzy świetnie się znają na rzeczy, czyli na tym, o czym piszą. Zgłębiają te swoje dziedziny, o których piszą, a potem opisują to w sposób przystępny na swoich blogach. To pierwsza porcja moich inspiracji.
Świadomie nie piszę tu na razie o książkach, bo w obecnych szybkich czasach ilość wiedzy i badań naukowych rośnie w takim tempie, że przeciętny człowiek nie jest w stanie nadążyć za rozwojem całej nauki.
Są jednak ludzie, którzy są pasjonatami pewnych dziedzin i oni je śledzą. Warto poczytać, co mają do powiedzenia na swoich miejscach w sieci.

wtorek, 2 sierpnia 2016

Potrzebna mi zmiana czyli wpis niedokończony

Potrzebna mi zmiana.
Nie mam pojęcia, czy chodzi o kobiecą zmianę długości włosów. Czy może o zmianę ustawienia mebli w salonie. Ale stół przestawiałam już dwa razy w ubiegłym miesiącu, więc to chyba nie to.
Może bym tak jednak te włosy zapuściła... W międzyczasie (czyli konstruując pracowicie kolejne zdania w tłumaczeniu) zaglądam w przerwach do moich archiwalnych zdjęć.
Patrzę, jak mi było z długimi włosami.
Nieee, no jasne. Włosy! To o to chodzi!
Jak będą długie, to od razu się sobie bardziej spodobam.