piątek, 24 marca 2017

Nie ma Piesia

Wczoraj w godzinach porannych odprowadziliśmy na ostatni spacer i pożegnaliśmy Schwarza, częściej zwanego Piesiem.
Chcę go pamiętać takim, jakim był jeszcze podczas ostatniego spaceru ze mną.
Piesio
Trzymałam go w objęciach w tych ostatnich chwilach, kiedy już musiał odejść. I chociaż wiem, że to było konieczne i decyzja była właściwa, to i tak jest piekielnie ciężko. I tak boli. I tak ciągle nie mogę sobie znaleźć miejca.

wtorek, 21 marca 2017

7 sposobów, jak sobie radzić z ograniczeniem ruchowym

Jak to jest nie móc wstać o własnych nogach. Jak to jest nie móc przemieścić się swobodnie z miejsca na miejsce. Jak to jest spędzać życie na leżąco, w bólach. Nie zadajemy sobie najczęściej na co dzień tych pytań, bo nie musimy, a raczej większość z nas nie musi.
I tak jest dobrze.
Niestety pod wpływem mojej ostatniej dolegliwości, czyli problemów z dyskiem, siłą rzeczy zadałam sobie te wszystkie pytania niejeden raz. Nie powiem, żeby udało mi się udzielić sobie wszystkich odpowiedzi. Niektóre pytania ciągle się czają w mroku i szukają rozwiązań.

sobota, 11 marca 2017

Sezon rowerowy 2017 uważam za otwarty

Weekendy są po to, żeby odpoczywać. Od dawna staram się kultywować ten zwyczaj, chociaż wielu klientów tłumaczy wychodzi z założenia, że oni mogą mieć wolne, ale tłumacz ma zrobić swoje z piątku na poniedziałek rano. Pomijając upiorny fakt, że potem jeszcze trzeba takim zmęczonym jakoś rozpocząć kolejny tydzień uważam tego typu zlecenia po prostu za nieetyczne i staram się ich raczej nie przyjmować. W ten weekend oboje bardzo potrzebowaliśmy odpoczynku.
Żeby jednak móc cokolwiek dziś zrobić z tak pięknym słonecznym dniem, trzeba było najpierw ogarnąć zwierzaki. Czyli spacer z psem, leki, apteka, maść Panthenol na poprawę stanu ogonka, bo lekarz odpowiednie leki sprowadzi pewnie dopiero na koniec przyszłego tygodnia. Wybraliśmy się więc na rowery już koło 13. Mimo sporej i plusowej temperatury do 11 stopni C było dość wietrznie. Dlatego ubrałam się na cebulkę: w podkoszulkę, golf, na to bluzę, a na to jeszcze dość ciepłą kurtkę. A na nogi getry. Nie czułam się w tym stroju może królową wybiegów, ale za to plecy i górna część ciała były pod ochroną.
No to w drogę. Dość szybko dojechaliśmy do naszego ulubionego parku centralnego w Bremerhaven.
A tam czekały już na nas iście wiosenne widoki. Jeziorko, kaczuchy i inne ptactwo i jak na razie samotne ławeczki, bo nam do nich raczej d...a przymarzała. Ale długo nie posiedzieliśmy, więc dało radę wytrzymać. 
Tu pierwsze zdjęcie, gdzie widać jak tam pięknie a zaraz obok mój nowy piękny rower! No nie wytrzymam i się będę chwalić.

piątek, 10 marca 2017

Wiosna w ogrodzie - początek prac

Siedzę przed komputerem uziemiona nie tylko pracą, co bardziej moimi nieprzejednanymi plecami, które pobolewają tak, żebym miała przedsmak, jak to będzie na później emeryturze.
Miły po otrzymaniu we wtorek dobrych wiadomości z laboratorium, które pozwalają wierzyć, że wykonana w ubiegły piątek operacja zakończyła tę walkę na dobre, jest nadal na zwolnieniu. Nie bardzo jeszcze może trenować, ani na rowerze pojeździć zbyt intensywnie. Ma więc trochę energii i na szczęście postanowił ją spożytkować dla dobra ogniska domowego i zabrał się za prace ogródkowe.

środa, 8 marca 2017

Moja biała i czarna lista z ostatnich tygodni

Dni mijają jak z bicza strzelił, a dzieje się tyle, że za moimi opowiadaniami bez notatek nadąża tylko moja najbliższa Przyjaciółka, której zdaję szczegółową relację codziennie niemal ze wszystkiego.
I tak ani się obejrzeliśmy, a z zimy zrobiła się już prawie wiosna. A ja nawet aparatu nie wyciągam, bo czasu nie mam i sama za sobą nie nadążam.
A co u nas?
Na tym zdjęciu jeszcze miałam plecy, następnego dnia już wszystko mnie ciągnęło i żadne ćwiczenia rozciągające nie pomagały.
Ano trochę (całkiem sporo) dobrego i trochę niezbyt dobrego. Ale po kolei.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Kronika iw - Karnawał i starówka w Bremie

Na świecie codziennie zdarzają się zamachy, umierają lub chorują ludzie, w życiu każdego z nas im więcej lat, tym więcej trosk.
Ale nie da się rozwiązać wszystkich problemów na raz.
Czasem warto się po prostu na chwilę zatrzymać i pomyśleć o niebieskich migdałach.
Albo o kolorowych tancerzach spotkanych w ostatnią sobotę przez nas w Bremie podczas karnawału.
Pojechaliśmy tam pozałatwiać kilka spraw i powłóczyć się po mieście.

piątek, 10 lutego 2017

Wróg Mozarta

Miałam naprawdę nadzieję, że to się wszystko unormuje, ułoży, utrzęsie. Że nowy rewir Mozarta będzie dla niego przyjazny.
Niestety.
Już w czasie remontu widywaliśmy dużego czarnego kota, który wpadał z wizytą niemal codziennie. Potem okazało się, że to wychodzący kot naszych sąsiadów z domu obok.

wtorek, 7 lutego 2017

Czasem każdy ma pod górkę

Od dłuższego czasu nie odzywam się na blogu i ciągle czekam na lepszy moment. Ale chyba tak to już jest, że nie ma czegoś takiego jak lepszy moment. Trochę spraw się na mnie zwaliło. Po prostu o nich napiszę, bo inaczej nie ruszę tutaj z miejsca.
Pobyt w PL
W sobotę wróciłam z Polski z dwutygodniowego pobytu. Podczas niego miałam dwudniowe zlecenie, a potem wróciłam do domu do mamy i zajęłam się załatwianiem zaległych spraw urzędowych.
Przed wyjazdem jakoś nie miałam czasu się z Wami tym podzielić, ani po powrocie się odezwać.
Powodów były setki, ciągle coś ode mnie chciały jakieś urzędy lub instytucje. A kiedy kończyłam jedno pismo, przychodziło następne. 
Najwięcej jednak zajmowały mnie dwie operacje u moich bliskich, które odbyły prawie jednocześnie.
W takich momentach zacinam się i nie umiem pisać, dzielić się tym, co mnie obciąża. Mobilizuję wszystkie siły, żeby pomóc, jak tylko mogę i przejść przez to.
Korytarz szpitalny kliniki, w której operowano moją Mamę.

wtorek, 17 stycznia 2017

Kochanie, zrób mi zdjęcie

Kochanie, zrób mi proszę wreszcie jakieś zdjęcia, bo ciągle sobie tylko robię z komórki. Dziś takie piękne słońce, a ja się tak fajnie czuję i chciałabym, żebyś mi zrobił fotkę. Buziaki słodziaki i takie tam na zachętę.
No dobra, chłop wziął do ręki mój aparat, ale od razu widać było, że dziś nie chce mu się i że to nie jego dzień na robienie zdjęć. Tyle, że ja nie wiem, kiedy przy takich obciążeniach, jakie mam ostatnio trafimy na wspólny dzień na spacer i w dodatku przy tak bajecznej pogodzie. Sami zresztą oceńcie: na zdjęciu główny deptak Bremerhaven, w tle najdroższy tutaj i najbardziej znany hotel, o kształcie świadomie przypominającym widok z Dubaju.
Do dzieła więc moi drodzy, zobaczcie, jak to jest próbować wydębić fajne zdjęcie od kogoś, kto nawet nie za bardzo lubi robić zdjęcia.
Nie no, to nawet mogłoby być, tylko po co mi ta latarnia morska wyrastająca z głowy?

niedziela, 15 stycznia 2017

Sprawa płotu, a ochrona ubezpieczeniowa w Niemczech

Mam ostatnio bardzo dużo pracy, z którą muszę zdążyć terminowo, więc niewiele mi pozostaje energii i weny do pisania na blogu. Ale trochę spraw się oprócz pracy nałożyło. Pomyślałam więc, że w tak zwanej przerwie technicznej opowiem Wam, jak się mają sprawy naszego płotu, a raczej ogrodzenia.
Jak zapewne pamiętacie, w Wigilię 2016 w nasze ogrodzenie wjechał samochód. Pisałam o tym w poście pod tytułem Jak najechał nas Mikołaj. Po naszej stronie zniszczył sporą część narożnika, a u sąsiada całkowicie zniszczył bramę wjazdową.